Swoją drogą

Dlaczego nie wyjeżdżasz w góry? Obalamy mity!

Zakładając tego bloga wiedziałam, że chcę promować aktywny wypoczynek z psem i szwendanie się po górskich zakamarkach. Kilka dni temu zapytałam odbiorców na moim instagramie: „dlaczego nie wyjeżdżasz w góry? Co się powstrzymuje?”. Niespodziewanie odpowiedzi było naprawdę dużo! Wiele z nich powtarzało się, ale były też takie, które zupełnie mnie zaskoczyły. Pomyślałam, że dobrze będzie ująć problem w dłuższym tekście, dlatego dziś zapraszam na post w którym bezpowrotnie obalimy kilka mitów! Jeśli ciągnie Cię do gór, ale uważasz że nie masz na to czasu lub nie stać Cię na przygodę to jestem pewna, że ten post rozwieje Twoje wątpliwości.

Spoiler: zgadzam się tylko z dwoma z nich! :)

Bardzo często dostaję od moich czytelników wiadomości brzmiące „Hej, robisz super rzeczy! Też bym tak chciała, ale…” – i tak powstał pomysł by u źródła dowiedzieć się co stoi na przeszkodzie, by spróbować napisać swój rozdział pełen przygód.
Brak wolnego czasu / Brak urlopu

Organizując swoje pierwsze wyjazdy studiowałam i pracowałam na etacie. Korzystałam z każdej okazji, by wziąć jak najmniej urlopu uzyskując jak najwięcej dni wolnych – na przykład w majówkę, Boże Ciało, Święto Niepodległości, Matki Boskiej różnorakiej i tak dalej… Jeśli takich okazji nie było cieszyłam się nawet wolnym weekendem, to w końcu dwa dni, jeden nocleg. Albo nawet trzy jeśli w pociąg wsiądziesz jeszcze w piątek prosto z pracy!

Zdaję sobie sprawę, że w odbywaniu krótkich wycieczek pomogło mi miejsce zamieszkania (Wrocław, pociągiem 1 do 3 godzin w Sudety). Ale o dziwo w odpowiedziach na moje pytanie na brak czasu skarżyli się właśnie głównie Ci, którzy mieszkają dość blisko gór. Czemu?!

Brak auta i/lub prawa jazdy

Nooo! Ja prawo jazdy mam, ale auta już nie. Praktycznie nie jeżdżę w góry autem, bo w porównaniu z pociągiem jest to bardzo niekorzystna finansowo opcja. No chyba że jakiś długi roadtrip zahaczający o góry. Pociągi ograniczają naszą mobilność i narzucają „presję” czasu, ale są niewątpliwie tańsze niż auto. Jeśli jesteś uczniem lub studentem (zakładam że głównie tacy nie mają prawka) to masz dodatkowe zniżki na przejazdy. Bajka!

Dla fanów adrenaliny jest jeszcze autostop. Nieczęsto podróżuję tym sposobem, ale jak już to przypadkiem i z przytupem – serio. Mówili mi że ciężko złapać stopa z jednym psem, ja złapałam go z trzema psami i kumpelą. To w ogóle był szalony dzień, ale udowodnił mi, że jak się bardzo chce to trzeba próbować!

Nie mam towarzysza

Też na początku nie miałam z kim jeździć. Nie powstrzymało mnie to, wręcz przeciwnie – z Fibi zwojowałyśmy kawał gór i lasów. Było specyficznie, ale fantastycznie! Wędrując samemu trzeba trochę więcej nosić (nie podzielisz się z kompanem że Ty niesiesz żarcie, a on spanko), o wszystko trzeba zadbać samemu, ale ta satysfakcja i cisza na szlaku – mmmm! Bezcenne!

Jednak jeśli nie czujesz się pewnie w solowych eskapadach, krzyknij ludziom, że ciągnie Cię w góry. Podnieś z kanapy rodzinę, przyjaciół, znajomych lub znajomych znajomych. Jeśli masz odwagę spróbuj na Facebooku – może w Twoim środowisku są osoby, które też chcą ruszyć się z domu? Być może nawet ich o to nie podejrzewasz! Jest jeszcze jeden sposób – grupy tematyczne. Na niektórych znajdziesz miłośników gór Sudety z plecakiem, Beskidomaniacy, Tatromaniacy itd, inne dedykowane będą specyficznej grupie niebezpośrednio związanej z górami, na przykład Podróżniczki dla kobiet lub Wędrówki z psem dla… wiadomo. :) W każdej z tych grup często widuję ogłoszenia „Hej! Ktoś wybiera się w góry w przyszły weekend?”. Można tam znaleźć nie tylko kompana, ale i transport!

Mam kiepską kondycję

Hej hej, zastanówmy się czy myślimy o górach w ten sam sposób? W moim ostatnim poście przekonywałam Was już że istnieją góry ekstremalne i góry spacerowe. I jedne i drugie to GÓRY! A jeśli dalej mi nie wierzysz to przypomnij sobie obrazki z podręcznika od geografii – każda góra jest na początku jakąś łąką :)

Panorama z góry Keprnik w Czechach. Na pierwszym planie formacje skalne, Fibi i Krakers. W tle górski pejzaż rozciągający się aż po horyzont. Mieszane chmury, jedne zwiastują deszcz, przez inne przebija się słońce i błękit nieba.
Widoki ze szczytu zrekompensują każdy wysiłek!

Zapewniam Cię, że istnieją – tak, też w Polsce! – takie górskie szlaki, które niewiele będą różnić się od Twojej podmiejskiej trasy spacerowej z psem.

Wszystko zależy od tego jak dobrze zaplanujesz trasę i czy dobrowolnie wsadzisz się na „podejściową minę”. Pewnie będzie trochę pod górkę, bo w końcu jedziesz w góry, ale no co zrobisz – posapiesz trochę, a widoki ze szczytu wynagrodzą ten wysiłek. ;) Jeśli nie opuszczasz lekcji WFu lub aktywnie spacerujesz z psem to jestem pewna, że dasz radę!

Pamiętam jak na jednej z grup dla miłośników gór pewna Pani napisała o swoim 11-letnim synu: „zapytał mnie – mamo, dlaczego góry są takie ładne i nie chce się tam iść, ale jak już się dojdzie to nie chce się z nich zejść?” :)

Boję się pogody

I tu bym mogła rzec – słusznie. Na warunki atmosferyczne nie mamy wpływu. Nie wyczarujemy słońca, ale dzięki technologii i nauce możemy przewidzieć deszcz i odpowiednio przygotować się na tę okoliczność.

Planując swoje wycieczki bardzo rzetelnie sprawdzam pogodę. Nie polegam jedynie na jednym źródle, zwykle konfrontuje kilka jednocześnie. Serwisy z których korzystam to na przykład Meteo ICM, norweskie yr.no lub Mountain Forecast. Koniecznie sprawdzam też komunikaty pogodowe dla danego regionu wydane przez ICM oraz lokalne górskie służby. Raczej unikam wróżek z popularnych portali informacyjnych :)

Zimowy szlak w górach. Drzewa i ziemia pokryte grubą warstwą śniegu. Ciemne niebo zwiastujące złą pogodę. Na szlaku stoją Fibi i Krakers.
Czasem niebo tylko straszy…

Wciąż zastanawiasz się dlaczego nie wyjeżdżasz w góry?
Nie mam pieniędzy, a wyjazd w góry dużo kosztuje

To zależy. Bo jeśli jedzie się do górskiego hotelu ze śniadaniem, jada obiady w knajpach na mieście i zahacza o główne zabytki to faktycznie, budżet po takiej eskapadzie wymaga pierwszej pomocy. Ba, nawet jeśli jedzie się do schroniska górskiego, wszamie tam „swoje” śniadanie, wykupi jakiś obiad i cały dzień będzie się w ramach przygody biegać po szlakach to budżet mniej się ukruszy, ale wciąż nie będzie to TANIO.

Ja od początku dążyłam do tego by nie przepłacać za moje podróże i szukać najtańszych rozwiązań. Szybko okazało się, że tanio wcale nie oznacza mniej komfortowo. Podróżuję z własnym namiotem, więc za nocleg nie płacę nic lub maksymalnie 20zł za noc. Za namiot, nie za osobę, więc kwotę dzielimy na współpodróżników. Dbam też o to, by gotować sobie samemu. Muszę nosić palnik, kartusz i jedzenie – to dodatkowe kilogramy na plecach, ale więcej kasy w portfelu. Podczas wędrówek zakupy robię w małych sklepikach. Będziecie w szoku jak okaże się, że zwykły snickers kosztuje połowę ceny, którą znamy z marketów.

To jest mój ulubiony wątek i myślę, że prędzej czy później na tym blogu pojawi się pełen opis wskazówek jak wyjechać mając grosze w kieszeni. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani tematem!

Boję się, że się zgubię; góry wymagają specjalnych umiejętności

Nie chciałam zgadywać czy ludzie w dzisiejszych czasach mają z tym problem. Zadałam to pytanie na moim Instagramie i okazało się, że 50% odbiorców twierdzi, że nie potrafi czytać mapy. Nie była to ankieta przeprowadzana zgodnie ze sztuką, ale tak niski wynik bardzo mnie zdziwił. Podczas rozmowy z niektórymi z nich dowiedziałam się, że „przerażają ich te wszystkie kreski” i że wolą elektroniczne mapy, które po kropce czy po śladzie zaprowadzą ich do celu.

Swoją drogą uwielbiam dyskusje „na zapleczu” moich instastories, więc jeśli najdą Was kiedyś jakieś przemyślenia to zapraszam to rozmowy!

Czytanie mapy to podstawowa umiejętność, bez której trochę bałabym się zapuszczać w nieznany teren. Jednak wydaje mi się, że łatwo się tego nauczyć. Szczególnie ułatwiają to telefony, w którym kropka wskazuje nam naszą lokalizację. Wystarczy przejść się 10 metrów wte i we wte żeby wywnioskować w którą stronę należy kontynuować marsz. Gorzej z analizowaniem trasy, szacowaniem czasu przejścia, stromości podejść, dystansu i tak dalej. Ale im więcej czasu spędzi się z mapą tym lepiej się ją rozumie. A jaka to satysfakcja zobaczyć na własne oczy to, co do tej pory jawiło nam się jedynie na mapie!

Las iglasty, rozstaj szlaków. Spoglądam na kierunkowskazy przybite do drzewa, obok mnie Fibi i Krakers.
Którędy do domu?!

Daj znać czy jesteś zainteresowany postem o tym jak odnaleźć się na mapie! Szczególnie jeśli mapa stanowi przeszkodę dla której nie wyjeżdżasz w góry.

Moje psy nie potrafią się zachować, nie są dobrze zsocjalizowane

Zaciekawiona tematem zapytałam na jednej z moich prelekcji we Wrocławiu jakie doświadczenia mają moi słuchacze. Doszliśmy do wniosku, że nie będąc pewnym zachowania naszego psa również można wyjechać w góry, tylko trzeba mieć oczy dookoła głowy. :)

Dobrze jest też kontrolować otoczenie i nie dostarczać psu nadmiaru bodźców. Jeśli ma problem z tłumem, to zostawmy go ze znajomym człowiekiem przed schroniskiem lub zupełnie zrezygnujmy z wejścia do budynku. Wybierzmy szlaki mniej uczęszczane (a o takie w Polsce łatwo). Jeśli pies lubi pogonić dzikiego zwierza to zabezpieczmy go przed ucieczką i prowadźmy na smyczy.

Trzeba tylko odpowiedzieć sobie na pytanie czy wędrówka z takim psem nie sprawi, że będziemy bardziej wyczerpani niż wypoczęci? Nie jest to coś, z czym mogę polemizować, bo w przypadku takich wątpliwości każdy powinien sam zastanowić się nad swoim przypadkiem.

Jestem zbyt leniwy/a

Moja ulubiona odpowiedź, która pojawiała się nie rzadziej niż pozostałe. Niesamowite jak wiele ludzi chce przeżyć coś fajnego, a jednocześnie oczekuje, że to się zorganizuje i przeżyje samo. ;)

Na lenistwo nie ma rady! Nic nie poradzę! Trzeba po prostu ocknąć się i ruszyć tyłek. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że nigdy nie będziesz młodszy niż teraz, w tej sekundzie? :) Masz określoną ilość czasu i jak wiele z niego już roztrwoniłeś na „no może kiedyś ruszę tyłek…”? :)


Możesz dalej szukać wymówek lub zastanawiać się dlaczego nie wyjeżdżasz w góry. Możesz też spakować się i ruszyć ku przygodzie…

No więc jak? Czy jest jeszcze coś, co Cię powstrzymuje? :)
Nasz najdłuższy trekking trwał 5 dni i prowadził z czeskiego miasta Adršpach do Szczytnej w Kotlinie Kłodzkiej
W górę!