Europa z psem / Jedzenie na szlaku / Poradniki

Co zabieram w Alpy? Podróżnicze what’s in my bag

Pomysł na tego posta podrzuciły Kinga i Marta na fanpejdżu Dzikości na Facebooku. Akurat pakuję się na kolejny wyjazd w góry, więc skorzystam z okazji i opowiem Wam trochę o moim sprzęcie. Ten zestaw kompletowałam od początku swoich wędrówek. Nie jestem w 100% zadowolona ze wszystkich jego elementów, ale nie zamierzam nic ukrywać – powiem Wam co i dlaczego zabieram w Alpy. No właśnie! Bo już za kilka dni ruszamy na krótki podbój Dolomitów. Scenariusz wycieczki jest taki sam jak zawsze: dojeżdżamy, łazimy, śpimy pod namiotem, sami sobie gotujemy, przeżywamy, wracamy!

Trzy lata temu już byliśmy w Alpach i kilku rzeczy żałowałam. Ciekawa jestem jak będzie tym razem. Przede wszystkim w ogóle wiem o co chodzi z tymi górami i jadę tam świadomie. To już olbrzymi progres, hahaha.

Zaznaczę jeszcze, że ten tekst nie powstał we współpracy z żadną z wymienionych firm. Pisząc tego posta mam na celu poszerzenie horyzontów osób, które dopiero zaczynają kompletować swój sprzęt i trochę nie wiedzą na co patrzeć. Opowiem o tym na co zwracałam uwagę i czego brakuje mi w produktach, które posiadam. Z tego powodu wszelkie linki będą odsyłać do strony producentów, a nie sklepów, a wszystkie opinie są bardzo subiektywne.

Wiem, że to wiecie. Konkrety!

Odpowiedź nie jest taka prosta!

A tak serio, to co pakuję do plecaka zależy między innymi od pory roku, środka transportu jakim jadę i długości mojego „turnusu”. Bo że zawsze śpię pod namiotem to wiadomo, że sama sobie gotuję to też. Ale jak idę z kimś, to dzielę się sprzętem, a jak mam auto do dyspozycji to hulaj dusza! Zabieram wszystko na co mam ochotę.

Plecak

Plecak Gregory Zulu 65. Bardzo pojemny i szalenie wygodny. Mam męską wersję, bo mi się bardziej kolor podobał, ale… Wybór dobrego plecaka i dopasowanie go do kształtu Twojego ciała to absolutna podstawa. Ja cenię sobie Grzesia za możliwość otwierania go z trzech stron, za kieszonki tu tam i siam, no i za obłędnie pomarańczowe wstawki (w starej wersji). Niestety materiały, z którego został zrobiony chyba nie przewidują aż tak solidnego ciorania po krzakach jakie mu dostarczam ;) Przednią kieszeń poprułam szurając po skałach w Górach Stołowych (ale to nie pierwszy sprzęt, który mi tam ucierpiał), a w siatce na pasie poszło kilka oczek. Żadna z tych wad nie wpływa na dalsze użycie plecaka. Wręcz przeciwnie, mam pretekst, żeby na tej przedniej kieszeni wszyć kilka flag państw, w których byliśmy! ;)

Jak plecak z dużym obciążeniem, to i kijki! Niesamowicie ułatwiają marsz i odciążają stawy, chociaż niektórzy nie potrafią się do nich przekonać.

Przenoszę w nim nieraz ponad 20 kilogramów, a czuję się jakbym niosła o połowę mniej. Gdyby mój kręgosłup umiał mówić, powiedziałby, że mnie pogięło. Stety niestety nie umie, więc to jego pogięło, a nie mnie.

Nie chodzi o to, by unieść jak najwięcej. Pamiętaj, że wysportowany człowiek może nosić maksymalnie 1/3 wagi swojego ciała, a przeciętny turysta 1/4.
Spanko

Namiot Fjord Nansen Sierra III. Kiedy go kupowałam nie sądziłam, że 3.8kg to dużo za dużo. Ale w Alpy jadę z partnerem, więc rozłożymy jego wagę na pół. W zamian będziemy mieć zamknięte od wiatru schronienie i ochronę przed insektami. Sierrę uwielbiam za dwa przedsionki – mam pewność, że współlokator nie nadepnie mi na twarz kiedy wyjdzie w nocy odlać się w krzaki. Gdy jest gorąco z łatwością mogę zrobić przeciąg. Gdy pada mogę najpierw rozstawić tropik, a dopiero potem sypialnię. Nie wszystkie namioty rozkładają się w ten sposób!

Alternatywą dla namiotu jest tarp, ale wymaga trochę większego skilla w rozstawianiu, bo nie jest samonośny (jak większość namiotów na stelażach). Ja osobiście preferuję spanie właśnie pod płachtą widoczną na fotach powyżej. Ma to swoje zalety – jest lżej, często taniej, a samego tarpa można rozstawić na milion różnych sposobów (w przeciwieństwie do namiotu). Minus jest taki, że to schronienie nie jest całkowicie zamknięte, jesteśmy narażeni na insekty no i… jak sobie rozstawisz, tak się wyśpisz. Ale jest o ile lżej! Drugą alternatywą są namioty z aliexpress. Też fajne, tanie, podobno dobre, tylko w kolorach godnych najszlachetniejszych klejnotów.

Śpiwór Fjord Nansen Kjolen. Syntetyczny i pomarańczowy oczywiście, ale i ciepły. Ma temperaturę komfortu (t comf) do 3 stopni. To co innego niż temperatura limitu, dlatego zwróć uwagę na znaczenie wszystkich cyfr opisujących śpiwór. Kiedy jest mi za zimno dorzucam do środka koc polarowy, dlatego zabieram go w Alpy. Grzeje lepiej niż dodatkowa warstwa ubrań.

Karimata. Pięta Achillesa mojego ekwipunku. Wciąż biję się z myślami, czy wymienić ją na matę samopompującą. Mata jest o wiele mniejsza i lepiej izoluje od ziemi, ale karimaty pies nie przebije pazurem. Może Wy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii?

Odzież

Spodziewam się raczej niskich temperatur, dlatego stawiam na odzież termoaktywną – szczególnie tą z firmy Brubeck (polska firma ze Zduńskiej Woli!). Nigdy nie biorę żadnej wielkiej ciepłej kurtki, tylko stosuję warstwy. Mam kurtkę przeciwdeszczową, przeciwwiatrową i polar. Miks tych trzech opcji z odzieżą termoaktywną pozwoli mi na komfortowy marsz nawet w chłodniejsze dni. Do tego zapas bielizny oczywiście! Czyste skarpetki to raj dla stóp.

A w ogóle, wiecie? ZAWSZE zabieram ze sobą jakąś czapkę. Ciepła czapka zapobiega utracie ciepła w nocy, a czapka z daszkiem chroni przed słońcem w dzień. Jakaś czapka zawsze musi być!

W Alpy biorę też jedzenie!
Buły z pasztetem i ledwo pokrojonym pomidorem najlepiej wchodzą w terenie. Potwierdzone info!
Jedzenie i picie

Podczas wyprawy w Alpy czekają nas śniadania, obiady i kolacje jedzone na szlaku. Nie zamierzamy stołować się w restauracjach i schroniskach ze względu na europejskie ceny. Gotowanie na szlaku polubiłam dopiero w tym roku i bardzo doceniam niezależność jaką daje. Mogę gotować gdzie chcę. Głodnieję? To siadam, gotuję i jem. Ciepły posiłek na trasie to fantastyczny motywator. Jedyne ryzyko to że zabraknie Ci gazu.

Gaz firmy Coleman (lub jakiejkolwiek innej). Przeznaczony na cieplejsze pory roku, przebijany i gwintowany pod palnik. Sprawdza się przyzwoicie. Z ok 300-gramowej puszki korzystałam już podczas kilku posiłków (obiady, herbata) i jeszcze sporo go zostało. Kupując gaz i palnik zwróć uwagę na rodzaj gwintowania (przebijane, wklikiwane…)

Palnik Primus Express. Grzeje jak szalony, faktycznie ekspresowo. Jest łatwy w obsłudze, bardzo mały i lekki.

Menażki, kubki, sztućce. Nie przyłożyłam się zbytnio do kupna menażek, po prostu poszłam do składnicy harcerskiej i wybrałam zestaw za 50zł. Później okazało się, że jest naprawdę przyzwoity i przede wszystkim lekki! Wydaje mi się, że menażki np. od Helikona są dużo solidniejsze, ale też dużo cięższe. Kubek kupiłam w lokalnym sklepie za jakieś 8zł. Dobrze jeśli jest ze stali – rączka nie będzie Ci się nagrzewać. Sztućce to zwykłe zestawy z Decathlona. Nie narzekam na nie, chociaż żałuję, że złączone razem bardzo łatwo się rozłączają.

Wodę przenoszę w oryginalnym bukłaku firmy Source (linia taktyczna). Ma on około 3 litry i spisuje się doskonale od kilku lat. Dzięki niemu dostęp do wody mam zawsze pod ręką i piję za pomocą rurki wystającej z plecaka. Jakość oryginalnego produktu idzie w parze ze smakiem – woda jest pyszna i bez posmaku plastiku co zdarza się w tanich zamiennikach.

A co do jedzenia?

Na śniadanie muesli z mlekiem w proszku, bakaliami, czekoladą, kanapki z pasztetem, dżemem, twarogiem i inne energetyczne mieszanki, które przyjdą nam do głowy. W obiady wlicza się makaron, kasza lub ryż z pesto, z sosem pieczeniowym, z kukurydzą, z mięsną konserwą. Na kolację powtórka ze śniadania, a na deser kiśle, ciasteczka, batoniki, herbatniki i czekolady. Wszystko zależy od tego co jest w lokalnych sklepach i czy możemy pozwolić sobie by kupić cięższe rzeczy i donieść je kilka kilometrów na miejsce biwaku i uczty. Hulaj dusza! W ciągu 5 dni trekkingu i tak tracę kilka kilogramów wagi ciała :)

Alpy Alpami, ale tak swoją drogą, odpaliłam newsletter. Gwarantuję, że nie będzie spamu! Będą za to opowieści ze szlaków, więcej wskazówek, zdjęć i nawet konkurs. Jeśli chcesz się zapisać, to dawaj – czekam na Ciebie! A jak zapiszesz się przez okienko poniżej, to dostaniesz ode mnie mały prezent, patrz:

Elektronika, którą biorę w Alpy.
Elektronika

Na szczęście jedziemy na krótko, więc nie muszę martwić się o baterie. Nie zabieram ładowarek. I tak nie miałabym gdzie ich wetknąć. Chyba że świstaki mają agregat gdzieś w norkach ;)

Czołówka Black Diamond Cosmo. Kompaktowa, lekka i naprawdę wielofunkcyjna czołówka za około 100zł. Jestem z niej bardzo zadowolona. Świeci bardzo intensywnym światłem (na szlaku) jak i bardzo słabym (na biwaku). Świeci również czerwonym, które tuż przed snem jest przyjemniejsze dla oka i nie ściąga owadów. Ma też tryb SOS, w którym wysyła przerywane sygnały świetlne. Jest zasilana na zwykłe paluszki – ZAWSZE mam przy sobie zapas!

Aparat Sony a77II + Sigma 17-50 f/2.8 + Røde VideoMicro. Mój mały zestaw do zdjęć i filmów. Obiektyw kupiłam specjalnie z myślą o górach i filmach i sprawdza się świetnie. Ostatnio nie odpinam go od puszki. Mikrofon dopiero szykuje się na chrzest bojowy, ale próby generalne wypadły wyśmienicie. Pewnie zabiorę też statyw typu Gorilla i oczywiście zapas baterii i kart!

Dron Mavic Air. Jeśli tylko nadarzy się okazja i warunki będą ku temu sprzyjały na pewno nie przepuszczę okazji, by polatać dronem. Alpy z drona! To będzie świetne uzupełnienie filmu z wyjazdu. Mam też nadzieję na kilka fotograficznych ujęć. Swoją drogą Mavic Air jest świetny dla podróżników. Mały, poręczny, a obraz ma naprawdę dobrej jakości!

Powerbank Xiaomi 20 000mAh. Bo zakładam, że nie będę miała gdzie podładować… czegokolwiek. Ten Xiaomi to kombajn wśród powerbanków. Jest ciężki, ale raz już udowodnił, że można na nim polegać. Podczas 5-dniowej wędrówki w tegoroczną majówkę codziennie ładowałam nim telefon do pełna. Po powrocie zdążyłam podładować telefon jeszcze dwa razy zanim powerbank padł. Jego minusem jest to, że jest bardzo ciężki (370g).

Psy, pieski, pieseczki

Wbrew pozorom nie zabieram dla nich dużo. Najwięcej miejsca zajmuje karma, szczególnie że Fibi i Krakers dostają jej podczas wędrówki po górach o kilka procent więcej, niż na co dzień. Wodę dla nich przenoszę w osobnych butelkach, żeby mieć do niej szybki dostęp. Do kompletu z jedzeniem dochodzi oczywiście składana miska! Nie wiem jeszcze czy zabiorę dla Fibi Hurttę Summit Parkę, która będzie ją grzać w zimne dni – to się okaże tuż przed wyjazdem, kiedy prognozy będą w miarę pewne. Ta Summit Parka jest super na zimne i mokre dni, bo jest wodoodpornym ocieplaczem. Ranyboskie, i jeszcze na dodatek właśnie zobaczyłam, że Hurtta wprowadziła pomarańczową wersję. Aaaa!

Podstawą są oczywiście wygodne szelki i smycze. W Alpy zabieram uszyte niedawno sledy dla Krakersa i guardy dla Fibi oraz smycze z małym amortyzatorem. Słowem-klucz jest tutaj WYGODA! Szelki nie mogą blokować ruchu łopatek. Po pierwsze dla komfortu ruchu, a po drugie dla bezpieczeństwa. Jeśli jesteś w górach i nie możesz zrobić pełnego wymachu nogą to prosisz się o upadek, kontuzję, i oby nie gorzej. W Alpach spodziewamy się kamieni, kamulców i kamoli, więc tym bardziej szelki muszą pełnić rolę asekuracji.

Pakuję również ich dokumenty, w końcu jedziemy zagramanicę!

Na dobrą sprawę to mogłaby być lista do spakowania na jakikolwiek minimum dwudniowy wypad w góry – niekoniecznie w Alpy
Inne

Jest jeszcze szereg przydasiów, takich jak ubezpieczenie i apteczka (ludzko-psia!), kosmetyczka, taśma izolacyjna… To bardzo spersonalizowana kategoria podręcznych pierdół. Małe słuchawki, zatyczki do uszu, poduszka… Po prostu biorę, co uważam za przydatne. Ale to nie znaczy, że biorę wszystko :)

Tym razem rozważam nawet raczki i stuptuty, ale wszystko zależy od tego jaka pogoda będzie prognozowana na nasz wyjazd i czy na miejscu będzie śnieg. Śnieg i zimowe warunki mogą nam mocno pokrzyżować plany, zresztą o rozterkach z tym związanych pisałam w artykule o zimowym pakowaniu.


Nie mogę się doczekać tego wyjazdu w Alpy! Będzie krótko, bo raptem ze 3 dni, ale maksymalnie wykorzystamy ten czas. Nie wiem, czy będę dostępna na instagramie – wszystko zależy od fifirifi i zasięgu. Po powrocie na bank podzielę się z Wami zdjęciami, filmami i relacjami. Ahoj przygodo!

Pssst. Przypominam o newsletterze! Wkładam w niego całe serducho!

Najwyżej położony szczyt na jakim była Fibi miał prawie 3000m n.p.m
W górę!