Reading Time: 3 minutes

Udowadniam sobie i innym, że się da. Mam niewiele ponad 20 lat, od dawna nie mieszkam z rodziną, łączę stacjonarną pracę ze studiami 220km od mojego miasta, mam pod opieką dwa psy i w dodatku nie jestem zmotoryzowana. A mimo to szukam wszelkich możliwości, by zrealizować swoje marzenia.

Moim marzeniem jest podróżować – odkrywać, poznawać i doświadczać. Wszystkiego.

Chciałabym sprawić byś uwierzył, że jeśli się bardzo chce, to nie tylko można, ale wręcz trzeba! Że te wyjazdy, wyprawy, eskapady, ekspedycje są w zasięgu Waszych rąk i psich łap. Chciałabym przybliżyć Ci specyfikę górskich wędrówek z psami i pokazać Ci, czytelniku, jak w bezpieczny sposób gromadzić wspólne wspomnienia. Marzy mi się zainspirować Cię swoimi przygodami. Pojedź gdzieś (może z nami?).


To ja, Magda. Piszę, opowiadam, fotografuję. Staram się w życiu robić to, co odpowiada moim pasjom. Studiuję grafikę w Łodzi, a we Wrocławiu mieszkam i pracuję jako fotograf produktów militarnych i airsoftowych. A oprócz tego bywam tam gdzie nie każdy potrafi dotrzeć – w górach.

Jestem typem człowieka „rozważnie spontanicznego” z domieszką uwielbienia dla wszelkich skrajności – to ta tytułowa DZIKOŚĆ W SERCU. To znaczy, wszędzie mi dobrze, byle nie za długo. I ciągnie mnie do skrajności, do najwyższych gór, najdłuższych szlaków, najtrudniejszych przejść, niekomfortowych warunków, najdzikszych pustkowi, najbardziej niedostępnych lokalizacji. Nie wystarczy mi pojechać i zobaczyć, chcę to przeżyć, być tam i doświadczyć tego ogromu góry, wyczerpania organizmu, dyskomfortu fizycznego czy odosobnienia. Właśnie dlatego, że odbieram te skrajności jako bardzo pozytywne! Czy to już wariactwo? 🙂

W górach bywałam raz na jakiś czas już w dzieciństwie, ale to w sierpniu 2015 roku był pierwszy raz z psem. Wyszłam wtedy na niezobowiązujący spacer po Górach Opawskich i tak się to wszystko zaczęło. 4 miesiące później, w grudniu, stanęłam na jednym ze szczytów włoskich Alp. Drepcząc pierwszymi szlakami nie byłam świadoma niezwykłości furtki, którą otworzyłam i ile wspaniałych momentów mnie spotka. W międzyczasie zaraziłam się bakcylem biwakowania, a wszystkie moje doświadczenia złożyły się na bardziej zaawansowane eskapady, jak wielodniowe trekkingi czy roadtripy przez pół Polski. A 3 lata później przeszłam 100km 5-dniowy trekking po Czechach i Polsce. Dziś mam apetyt na więcej. Obecnie realizujemy plan zdobycia Korony Gór Polski i planujemy wyjazdy w wyższe partie Tatr oraz Alpy.

Podczas wszystkich moich wyjść w góry (oprócz jednego ;)) towarzyszyły mi moje psy. Od początku licząc, na własnych nogach przeszliśmy już ponad 500km. Są stałą częścią naszego wyprawowego teamu i nie wyobrażam sobie wędrówki bez tych dwóch gagatków! Obydwa moje psy są zaprawione w górskich i podróżniczych bojach. Są nauczone perfekcyjnej jazdy w pociągach i autobusach (w klatce i poza), biwakowania, komend „sterujących” na szlaku, życia w dziczy i całodziennej fizycznej aktywności.

Fibi jest najmniejszym i najstarszym członkiem naszej ekipy, a mimo to posiada doświadczenie równe mojemu. To z nią zaczęłam wyjeżdżać na różne krańce Polski, po raz pierwszy wybrałam się w góry, przeżywałam pierwsze zimowe przejścia oblodzonymi skałami masywu góry Praděd i to z nią zdobyłam swój pierwszy alpejski wierzchołek. To pies turystycznie wprawiony lepiej niż niejeden ludzki turysta! Kiedyś zastanawiałam się, czy da radę przejść 8km na spacerze ze znajomymi, a teraz śmiga 25km i to po górach! Zjechała ze mną tysiące kilometrów pociągiem i przeszła setki kilometrów. Najbardziej lubi podejścia, wypłaszczenia ją nudzą i zawsze wlecze się gdzieś z tyłu. Podczas przystanków wdrapuje się na najwyższe punkty w okolicy dając wyraz duszy terriera – obserwatora. Mimo niewielkich rozmiarów doskonale sobie radzi na większości typów szlaków. Znika w pokrywie śnieżnej, bo ta często jest wyższa od niej. Idealnie wyłapuje moment dobranocki – kładzie się wtedy na śpiworze i biada temu kto spróbuje ją z niego zepchnąć. W nocy przychodzi często zakopać się razem z człowiekiem wewnątrz śpiwora. Jest bardzo kochanym i skutecznym grzejniczkiem. Sama źle znosi zimno, ale nie sposób się dziwić, skoro mając 30cm wzrostu szoruje brzuszkiem po śniegu i zachlapuje go błotkiem z kałuż!

Krakers od małego był wychowywany na górołaza. Dołączył do nas na przełomie lipca i sierpnia 2017 roku, a we wrześniu 2017 zdobył swój pierwszy szczyt – prawie półtoratysięcznik. Większość trasy pokonał wtedy w plecaku. Wciąż jest jeszcze młody i narwany, w przeciwieństwie do Fibi preferuje prowadzenie naszej ekipy, więc dobrze sprawdza się jako pies na czele. Dobrze znosi zimno, ale za to nie najlepiej bryka mu się w upały. Nie ma dla niego znaczenia czy idziemy pod górkę, z górki, czy po płaskim. Mimo swojego szaleństwa jest wychowany na outdoorowego dżentelmena i trzyma się szlaków nie zbaczając na bok. Często zaczepia napotkanych ludzi, ale z racji odosobnienia potrafi w ciągu kilku godzin zdziczeć i obszczekać ludzkie sylwetki po całym dniu samotnego trekkingu. Zręcznie pokonuje wszelkie przeszkody i skacze na niesamowite odległości. Prawdopodobnie w genach ma domieszkę jakiejś tatrzańskiej kozicy. Doskonale wyczuwa moment biwaku i gdy tylko odpinamy namioty od plecaka znajduje sobie miejsce w którym usypia. Podobnie na postojach, potrafi bardzo szybko zwinąć się w kulkę i zasnąć. Często wkleja się w człowieka szukając czułości.

Dziękuję, że jesteś!

7 tysięcy kilometrów i miliony świetnych wspomnień - tyle zyskałam dzięki spontanicznej wiadomości od zupełnie nieznanej mi wtedy osoby. Wierzę, że aby poznać super ludzi trzeba ich szukać i dać się poznać. Mnie już znasz - teraz Twój ruch! Może napiszesz do mnie kilka słów o sobie? To może być początek czegoś wielkiego!

hej@dzikoscwsercu.pl