Europa z psem / Opisy szlaków

Šerák-Keprník: odkrywanie szlaku na nowo

Za pierwszym razem planowaliśmy przejść całe 15 kilometrów. Robiliśmy już takie trasy, 12-15 kilometrów to przecież taki nasz podstawowy dystans, który obieramy podczas każdej wycieczki, a czasem na liczniku wybija nam więcej. Oszacowaliśmy, że całość zajmie nam około 6 godzin. Po sześciu i pół godzinach byliśmy dopiero w dwóch trzecich szlaku. Za drugim razem jakbyśmy odkryli tę górę na nowo. Ktoś chyba nas oszukał, bo to było zupełnie inne miejsce!

Šerák ▲ 1351m n.p.m       Keprník ▲ 1423m n.p.m
dystans 14,5km | 760m przewyższeń | Czechy

Kliknij, aby otworzyć interaktywną mapę z checkpointami.

Trasa nie jest wymagająca, ale jest dość długa, z dużym przewyższeniem, co może sprawić trudność początkującym. Trasa odpowiednia dla psa każdej wielkości.

① Ramzová  → ② Nad Dobrou vodou → ③ kawiarnia Lilly na Čerňavě →  ④ Šerák – rozc. →  ⑤ Chata Jiřího na Šeráku → ⑥ Šerák →  ⑤ Chata Jiřího na Šeráku →  ⑦ Pod Keprníkem → ⑧ Keprník → ⑦ Pod Keprníkem → ④ Šerák – rozc. → ③ kawiarnia Lilly na Čerňavě → ② Nad Dobrou vodou → ① Ramzová

Mieliśmy datę 1 maja, w Polsce trwało właśnie Święto Pracy, a więc i wydłużony weekend – gratka dla takich łowców okazji, jak ja. Dzień wcześniej buszowaliśmy w rejonie masywu Śnieżnika, a 29 kwietnia przeszliśmy trasę w Górach Opawskich. Było śniegu po kolana, ale wędrówka była naprawdę przyjemna, przejrzystość powietrza pozwalała na obłędne widoki i obserwacje! Mieliśmy w nogach już 22 kilometry, szpej dopiero co wysechł, ale nie zamierzaliśmy odpoczywać.

Šerák-Keprník był naszym nowym wyzwaniem.

Ten Šerák i Keprník to dwa szczyty, które często występują osobno, ale nierzadko zdarza się, że traktowane są jako mały kompleks dwóch wzniesień oddalonych od siebie o niecałe 2 kilometry, bo dojście z jednego na drugi jest całkiem proste. Przynajmniej tak myślałam na etapie wyszukiwania informacji. Trafiłam na nie zupełnie przypadkiem wertując trasy wgrane w jeden z portali turystycznych. Szybko okazało się, że to trasa idealna dla nas – powrót w miejsce startu (pętla), względnie krótka, malownicza i prosta na tyle, byśmy nie pogubili się w czeskich oznaczeniach.

15 kilometrów, prawie 800m przewyższenia, bezpieczny parking, cudowne widoki, schronisko na trasie – miód orzeszki, nic tylko jechać! Ruszyliśmy z miejscowości Prudnik i po niecałej godzinie jesteśmy we wsi Ramzová (gmina Ostružná). Ja w zasadzie do tej pory nie wiem na ile to w świadomości ludzi funkcjonuje jako wieś, a na ile bardziej kojarzy się z kompleksem narciarskim zlokalizowanym w okolicy, a nazwanym chyba dokładnie tak samo. Pobłądziliśmy trochę, ale w końcu dotarliśmy na niewielki parking zlokalizowany tuż obok wyciągu narciarskiego i budki informacyjnej. Nikt nigdy nie zwrócił nam uwagi na to, że nie można tam parkować, nikt też nie pobierał od nas żadnych opłat. Trzeba tylko mieć na uwadze, że to parking na dosłownie kilka aut, choć tłumów nigdy tam nie było (być może w sezonie stricte narciarskim).

Pierwsze pytanie, jakie zawsze pada po przyjeździe na miejsce to GDZIE JEST SZLAK i w tym przypadku nasz szlak rozpoczynał się 3 kroki od naszego auta. No bliżej zaparkować się nie dało. Sprawdzamy mapę i orientujemy się, że opcje są dwie. Albo pójść czerwonym szlakiem po bożemu (polecamy), albo przeciąć go i pójść na pałę, na wprost, pod górkę, wzdłuż wyciągu, tak – trasą narciarską (nie polecamy). Trasa nie była uczęszczana przez nikogo oprócz kilku turystów, takich pieszych, w butach, i chyba to nas podkusiło, żeby ją wybrać. Bo przecież 1 kilometr stromiej jest lepszy niż 2,5 kilometra trawersem.

całkiem płaski stok narciarski!

To wtedy było tak do bólu logiczne, że ruszyliśmy tym stokiem narciarskim, bo co to jest ten kilometr, chwila moment i będziemy na górze. Po 300 metrach nachylenia 20% z optymistycznych myśli zostało już tylko samobiczowanie się za podjęcie tak durnej decyzji. Ten czerwony szlak to jednak bardzo dobra opcja. Zresztą wiosną do jesieni trasa narciarska zabezpieczona jest siatką, więc ktoś dobrze zadbał o to, by wybijać ludziom z głowy głupie pomysły. :)

ten sam „płaski stok” kilka metrów dalej…

Obydwa warianty łączą się w tym samym miejscu, obok kawiarni Lilly na Čerňavě. Uwaga, nie jest to schronisko w naszym rozumieniu, to restauracja o całkiem wysokim standardzie, z której pewnie chętnie korzystają narciarze. Pieski nie są tam mile widziane, ale można zamówić coś i usiąść na zewnątrz. W środku są również toalety (cenny dar cywilizacji). Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Kierujemy się na Šerák (dokładniej Šerák, rozc.). Przed nami 2,5 kilometra naprawdę przepięknej trasy. Warto zerkać do tyłu – wraz z nabieraniem wysokości pojawia się cudowny widok na Trojak i rejon Králickiego Sněžníka (nasz Śnieżnik). Trasa wiedzie ciągle pod górkę, trochę na niej kamieni i żwiru, sporo korzeni przecinających ścieżkę. Podczas roztopów szlakiem spływa strumyk, który choć jest piękny, to może być tragiczny w skutkach – roztapiający się śnieg jest cholernie zimny. Człowiekowi przydadzą się wtedy stuptuty. Tak to przynajmniej wyglądało za drugim razem, bo za pierwszym, podczas rzekomo letniego majowego przejścia, zapadaliśmy się w śniegu po kolana. Na szlaku leżało 50cm pokrywy śnieżnej.

pokonanie 1 metra w tym śniegu zajmowało nam 4 sekundy
ten sam odcinek szlaku podczas deszczowego wrześniowego poranka

Ten imponujący rezultat nie tak dawnych opadów śniegu sprawił, że w najgorszym momencie przesuwaliśmy się z tak zawrotną prędkością, że pokonanie 1 metra trwało 4 sekundy. Jednego metra, wyobraźcie to sobie, to jest taki trochę większy krok. Poruszanie się z taką prędkością było jeszcze bardziej męczące, niż gdybyśmy na ten Keprník wbiegli. Robiliśmy krok i zapadaliśmy się po kolana. Wyciągaliśmy nogę z głębokiego śniegu. Krok do przodu i znów gleba, znów wygrzebanie się ze śniegu okupione solidną porcją energii, powrót na ścieżkę. Szukam stopą twardego śniegu, by mieć pewny grunt – uff, udało się. Robię kolejny krok w bezpiecznym miejscu i… znów w śniegu po kolana. Przeszliśmy w końcu 5 kilometrów. Zajęło nam to 3 i pół godziny, zabrało resztki energii i sprawiło, że plan szybkiego zdobycia szczytu legł w gruzach. Mimo to byliśmy w jakiś dziwny sposób zadowoleni z tego, co właśnie przeżyliśmy. Jest w takich warunkach to coś, że nikt nie każe Ci tam iść i godzinami wygrzebywać się ze śniegu, a mimo to idziesz – bo chcesz. Tylko Fibi jakoś niewzruszona, ważąc te swoje kilka kilogramów prześlizgiwała się po śniegu jak te robaczki, nartniki na wodzie i dziwiła się dlaczego człowieki tak sapią?

okolice punktu Serak, rozc.

Rezygnujemy z wejścia na Šerák, bo bardziej zależało nam na Keprníku, mimo że stoimy na rozgałęzieniu czerwonego i niebieskiego szlaku (Šerák, rozc.), a szczyt jest 400m drogi od nas. Zmęczeni dochodzimy do wniosku, że te 400m zajmie nam wieki w takich warunkach. Jeszcze raz liczymy czasy przejścia i jeśli dobrze pójdzie, to na szczycie Keprníka będziemy przed 15:00. Wystarczająco wcześnie, by doturlać się w dół jeszcze za dnia – ruszamy.

Na Keprníku stajemy godzinę później. Szczyt tej góry to wielkie, łyse wypłaszczenie i sterta kamieni na środku. Zapytacie, co widać ze szczytu? WSZYSTKO, co jest wokół, a przy dobrej pogodzie dostrzec można nawet Słowackie Tatry. Trzeba tylko pamiętać, że na szczycie nie ma żadnej osłony przeciwwiatrowej, a na tak odsłoniętym kawałku niczego rzeczywiście bardzo mocno wieje – czyli jest też bardzo, bardzo zimno. Podczas naszej drugiej wyprawy na Keprník spędziliśmy na szczycie całe 30 sekund, bo nie dało się tam ustać. Na szczęście po zejściu w kosodrzewinę wiatr nie jest już tak odczuwalny. Ah! Na Keprníku przez około 180 dni w roku leży śnieg. W wyższych partiach przydatne mogą być raczki.

wrzesień, szczyt jest gdzieś przed nami po prawej, widać już tyczki – już teraz jest bardzo zimno!
w maju można było chwilę postać na szczycie, choć co kilka minut zakładaliśmy kolejne warstwy ubrań
we wrześniu na szczycie spędziliśmy 30 sekund, bardzo silny wiatr sprawił, że wszyscy wyglądaliśmy jakbyśmy weszli tu za karę
ten sam kadr co powyżej, tylko bez skały… i w maju ;) jeśli pogoda dopisze, widoki są świetne!

Droga powrotna wiedzie dokładnie tą samą trasą (chętni mogą wrócić niebieskim, a potem zielonym szlakiem przez Obří skály, ale uwaga na zejście – wiedzie stromym zboczem, po deszczu i w zimie jest tam dość ślisko). My, choć zmęczeni, postanowiliśmy zahaczyć o ten nieszczęsny Šerák, bo nie potrafimy tak łatwo odpuścić, szczególnie jeśli jesteśmy tak blisko. Mijamy schronisko i przystajemy na chwilę pooglądać obłędne panoramy. Przejście 400 metrów zajęło nam 20 minut, a na samym Šeráku zaczęliśmy w tym zmęczeniu fantazjować o najprostszej drodze zejścia.

– Ty to chodź zejdziemy trasą.

– Jaką trasą?

– Tą.

Przed nami była nieuczęszczana trasa narciarska, wiodąca wprost na dół. Na śniegu były odciski butów, więc ewidentnie ktoś już i tak zrobił sobie z tego pieszą ścieżkę. Narciarzy brak. Wyciągi nie działają. Nikt w nas nie wpadnie. Alternatywną opcją był powrót na szlak kilkukrotnie dłuższą trasą. Ruszamy w dół.

Było w tym coś dziecinnego, kiedy zapadaliśmy się po kolana w śniegu, ale dzięki grawitacji mogliśmy zbiegać w dół na pałę ile sił w nogach, bo w razie upadku lądowaliśmy na tym białym puchu bez żadnych obrażeń. Wiecie, przez chwilę poczuliśmy, że wszystko nam wolno. A przynajmniej zbiec jak najszybciej nie powtarzając przy tym wpadek ludzi z jutuba. I było zajebiście! To był najbardziej beztroski moment mojego łażenia po górach, jaki kiedykolwiek zaliczyłam. Poruszaliśmy się w dół tak szybko, że Potato zbiegało na moich rękach, bo w głębokim śniegu ciężko poruszać się na tak krótkich łapkach.

Bilans tej przygody był prosty. 3km przeszliśmy, przebiegliśmy wręcz, w 35 minut! Buty i spodnie mieliśmy przemoczone do ostatniej nitki do tego stopnia, że schły potem przez kilka długich dni, wspierane przez nas wszelkimi tradycyjnymi metodami. Troszkę też straciły na impregnacji… W sumie od tamtej pory żaden środek nie oferuje już pełnej impregnacji. Ale jeszcze się nie rozlatują!

poważny Pan Podróżnik w swoim prywatnym kabrio

Podczas drugiego przejścia dołączył do nas 3,5 miesięczny Krakers, który częściowo idąc, a głównie grzejąc się w plecaku zdobył swój pierwszy szczyt i to prawie półtoratysięcznik! Wtedy też poznaliśmy tę górę na nowo, bez śniegu, o suchej stopie, we mgle, w zimnie, ale przeszliśmy większy dystans… zdecydowanie szybciej. Byliśmy zaskoczeni, że czerwony szlak jest wręcz spacerowy, skoro kilka miesięcy wcześniej wypluwaliśmy płuca na śnieg. Zaproponowana tu trasa biegnie w większości tak jak Europejski długodystansowy szlak pieszy E3, który ma 7,5 tysiąca kilometrów i łączy hiszpański Atlantyk z tureckim Morzem Czarnym. Szlak ma charakter wędrówkowy, dlatego nie powinniśmy spodziewać się skomplikowanych utrudnień.

PRZYDATNE INFO »
  • bezpłatny parking u podnóża Šeráka jest mały i schowany z dala od drogi
  • trasa przy dobrej pogodzie jest spacerowa, ale żwirowa, przepleciona korzeniami i wąska, nie polecam jej na spacery np. z wózkiem dziecięcym
  • rowerzyści znajdą tu specjalnie przygotowane dla nich szlaki
  • w chacie Jiřího na Šeráku można płacić tylko w czeskiej walucie (korony czeskie)
  • schronisko nie życzy sobie obecności psów (w pokojach, niestety chyba również w części jadalnej, ale można usiąść na zewnątrz gdziekolwiek z widokiem na piękną panoramę okolicy)
  • nie da się wejść na właściwy szczyt Šeráka, tabliczka szczytowa jest poniżej najwyższego punktu
  • Keprník ma specyficzny klimat, nawet latem wybierając się tam zabierzcie ciepłą odzież (jeśli jest potrzeba, także dla psa) i koniecznie bardzo uważnie prześledźcie prognozowane warunki atmosferyczne
  • w tym rejonie znajduje się kilka wyciągów narciarskich, z których można skorzystać z psem, ale tylko do 8kg i pod warunkiem, że pies będzie w kagańcu

ALTERNATYWNE TRASY »  Jeśli chcesz wydłużyć sobie trasę lub nie wracać po tej samej ścieżce i zobaczyć coś nowego, możesz przy chacie Jiřího na Šeráku pójść niebieskim szlakiem w kierunku Obří skály, a potem odbić na szlak zielony, który zaprowadzi Cię wprost na parking. Uważaj – równolegle biegnie trasa rowerowa, a prędkości rozwijane na tych szlakach często nie należą do turystycznych :)

W OKOLICY »  Jeśli zostajesz w tym rejonie na dłużej niż jeden dzień, po drugiej stronie głównej drogi znajduje się więcej ciekawych szlaków (Góry Bialskie). Trochę na południowy-zachód znajdziesz cały Masyw Śnieżnika, a na wschodzie najwyższy szczyt Jesioników – Praděd.

Rudawiec (Góry Bialskie) to szczyt należący do Czech, ale po czesku nazywa się Polská hora
W górę!