Poradniki

Zima z psem w górach – naucz się na naszych błędach: sprzęt i pakowanie

Zimą plecaki zawsze są jakieś ciężkie i wydaje mi się, że lato w ogóle sprzyja lekkości podróżowania. Świeżo przeprane skarpetki można przywiązać na zewnątrz plecaka jak jest ciepło, więc nie musimy uzbrajać się w arsenał bielizny czy odzieży. Natomiast zimą opcja suszenia podczas marszu się, wiadomo, nie sprawdza, i trzeba brać cały majdan ze sobą. Jedzenia potrzeba jakby więcej, kurtki i polary zajmują więcej miejsca niż przewiewna flanela. No i cały ten stricte zimowy sprzęt, dzięki któremu człowiek nie ześlizguje się ze szlaku i przechodzi go suchą stopą. Rany, nasze plecaki zarówno zimą jak i latem potrafią ważyć nawet 20kg.

Historia zna wiele przypadków zabłądzeń, zasłabnięć, drobnych urazów uniemożliwiających dalszą wędrówkę. Niestety nie dla wszystkich wyjście nawet w niskie góry kończy się dobrze… Nie trzeba daleko szukać, bo takie przypadki zdarzały się nawet w tym roku. W 2019 w masywie Śnieżnika (1424m npm) zginął 41-latek, którego zwłoki znaleziono później zaledwie kilometr od schroniska. Z kolei w Beskidach w masywie Błatniej (917m npm) odnaleziono ciało poszukiwanego 19-latka, który zabłądził i zamarzł. To, że nie wspinasz się na wysokie szczyty nie zwalnia Cię z dbania o swoje bezpieczeństwo. A jeśli wędrujesz z psem, jesteś odpowiedzialny także za niego.

Opiszę w tym poście kilka głównych kategorii, na które dzielę swój ekwipunek: odzież, sprzęt specjalistyczny, psie akcesoria i szeroko pojęte „inne”, czyli to co nie łapie się do żadnej konkretnej kategorii, ale jest dla mnie absolutnym must-have, który nieraz uratował mi tyłek albo chociaż komfort. ;)

Pierwszy wyjazd zimą z psem. Nawet nie zimą, bo jakoś późną jesienią, ale tam zawsze klimat jest zimowy – Pradziad (1491m npm), najwyższy szczyt czeskiego Wysokiego Jesionika. Z pożyczonym plecakiem, softshellem, bez zimowego oporządzenia, w pojedynkę, przez oblodzony stromy skalisty szlak, bez podstawowej wiedzy – zmarzłyśmy jak nigdy. Pierwszy raz w życiu owijałam psa kocem ratunkowym (NRC). Zgaduj zgadula ile zasad bezpiecznego wędrowania po górach złamałam tamtego dnia. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Odzież dla człowieka – jak ubrać się w góry zimą?

Sprawdziłam doświadczalnie najważniejszą złotą zasadę zimowych przebieranek i też Ci to radzę – przemyśl poszczególne warstwy odzieży. Prawidłowo dobrane dobrze odprowadzają pot, są lekkie i zapewniają komfort termiczny (ale to wcale nie znaczy, że mają grzać do upadłego). Nałożenie na siebie dziesięciu warstw może być mniej efektywne niż założenie trzech przemyślanych. Ważne, żeby do siebie przylegały, dzięki temu ogrzane powietrze będzie się trzymać blisko ciała i łatwiej będzie tę przestrzeń wokół nas ogrzać. Poza tym w przypadku przeciskania się przez ciasne przejścia nie będziesz zaczepiać się o skałki.

Co ubieram zimą?

Ja najczęściej zakładam kolejno bieliznę termoaktywną, polar i lekką kurtkę lub coś przeciwwiatrowego, a na tyłek też termo i spodnie takie ocieplane do biegania. Taki zestaw sprawdza mi się w przypadkach gdy na zewnątrz jest poniżej zera, może nawet brak słońca, ale nie ma kąśliwego wiatru. Bo najgorszy jest wiatr, im większy tym gorszy i tym proporcjonalnie zimniej nam się robi. Podstawą komfortowej wędrówki jest porządne i zaimpregnowane obuwie. W głębokim śniegu dużo łatwiej o przemoczenie butów. Warto zadbać także o osłonę twarzy i głowy, bo to przez łepetynę ucieka nam najwięcej ciepła podobno. Z pomocą przychodzą wszelkie kominiarki, buffy i kominy. I jeszcze rękawiczki – Twoje dłonie podziękują Ci po całym dniu na mrozie.

To jestem, na ten przykład, ja, w swojej zimowej odsłonie. Jeśli się przyjrzysz zobaczysz przemoczone buty. Otóż letnie keczuły nie są zimowe (~M. Wilczewska 2019)

Wszystko jednak zależy od rodzaju Twojej aktywności. Być może idziesz na prosty trekking, wtedy wspomniany wyżej zestaw sprawdzi się wyśmienicie. Ale możesz celować też w bardziej ambitne szczyty i szlaki, wtedy na podejście, szczyt i zejście przydadzą Ci się różne dodatkowe warstwy odzieży, na przykład puchowa kurtka tam na górze. Ale za speca od ciuchów się nie uważam, więc nie śmiem proponować gotowych rozwiązań. Przed wyjazdem zrób research :)

Wskazówki odnośnie ubierania się zimą zostały przyjemnie opisane na blogu 8a oraz przez portal drytooling.

Sprzęt specjalistyczny – co oprócz odzieży?

Zimę w naszych polskich i okolicznych górach dzielę (nieoficjalnie) na trzy kategorie.

  • taką na niskich wysokościach do około 1300m n.p.m., która postraszy głównie mrozem i ewentualnie śniegiem po kolana (np. Rudawy Janowickie, niskie partie Karkonoszy, Góry Stołowe, Góry Bystrzyckie)
  • taką ponad 1300m n.p.m., która straszy otwartymi przestrzeniami, a więc i nawianym śniegiem po pas, mrozem, nieraz silnym wiatrem (np. Główny Grzbiet Karkonoszy, Śnieżka, Śnieżnik, Pradziad w Czechach)
  • taką tatrzańską, która straszy lawinami, mrozem oraz silnym wiatrem (gdzie zaczynają się też stromizny i kamienie, a więc i potencjalne oblodzenie)

Te 1300m to taka umowna granica, bo nie dość, że góry bywają kapryśne (o pogodzie w górach pisałam w poprzednim wpisie), to wszystko zależy od ukształtowania terenu. Warto przed wyjściem sprawdzić jak strome podejścia nas czekają i czy będziemy szli przez las, czy po otwartej przestrzeni.

Wiele osób pyta mnie, czy kiedyś nadepnęłam psa raczkami. Nooo… tak, ale żyją i mają się dobrze.

Na każdą z nich warto zaopatrzyć się w trochę inny sprzęt. Na łagodne przejścia po lodzie i strome podejścia wymagające pewnego kroku przydadzą się raczki. To takie nakładki na buty z kolcami, dzięki którym człowiek z łatwością porusza się po zalodzonym terenie. Można powiedzieć, że to mniejszy brat raków, z których korzysta się w jeszcze bardziej wymagających warunkach. Raczki można założyć na dowolny but, a przy zakupie trzeba zwrócić uwagę jedynie na rozmiar. Ten sprzęt to nasz zakup roku 2017! Przydaje się WSZĘDZIE, zarówno na ubitym stromym podejściu jak i na prostej, oblodzonej drodze.

Niezależnie od tego gdzie się wybierasz, zaopatrz się w stuptuty. To ochraniacze obejmujące nogę od kostki aż po kolano. Dzięki nim śnieg nie dostaje się do butów i możemy człapać zarówno w błocie, jak i w śniegu po kolana. Dzięki stuptutom jest też trochę cieplej, bo takie ochraniacze są wodoodporne, a więc i często wiatroszczelne.

Bywa, że stuptuty to za mało

Rany, latem ubieram pierwsze lepsze galoty i w miarę łatwe do skompresowania bluzki.

Tymczasem w głęboki śnieg zalegający głównie powyżej linii lasu oraz na nieosłoniętych drzewami odcinkach przydadzą się dodatkowo rakiety, a w trudny teren kijki trekkingowe. Nigdy nie pchnęło mnie do zakupu tych pierwszych, bo chodzę po górach z małymi psami, a one też się zapadają w śniegu przecież. Nie widzę więc sensu inwestować w taki sprzęt, jeśli moje psy i tak ze mną nie przejdą, no chyba że będę je niosła na rękach. Jednak jeśli masz większego czworonoga, który lubi przekopywać się przez głębokie zaspy, to nic tak bardzo nie ułatwi Ci nadążania za nim jak właśnie rakiety śnieżne. Z kolei do zakupu kijków trekkingowych nigdy nie dojrzałam, bo nigdy też nie mam wolnych rąk – zawsze trzymam smycz nie korzystając z pasa biodrowego. W 2018 wielokrotnie pożałowałam tej decyzji, dlatego w 2019 wróżę wielkie zmiany w sposobie naszego łazikowania. Muszę przeprosić się z kijaszkami!

Góry Bialskie nazywane są Bieszczadami zachodu
Niesłoneczny Słonecznik (1420m npm). Pogoda sprzyjająca dupomarznięciu. Bardzo wtedy wiało.

Jeśli wybierasz się w tereny zagrożone lawinami, zakładam że masz już doświadczenie w te klocki albo jeszcze nie wiesz, w co się pchasz. Podczas poruszania się po takich terenach zalecane jest posiadanie lawinowego ABC, to znaczy WIEDZY i sprzętu. Po wiedzę najlepiej udać się na kurs lawinowy. Dużo ciekawych informacji na ten temat znajdziesz na lawinowej witrynie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Są tam wszystkie niezbędne informacje jak zadbać o własne bezpieczeństwo i co zrobić w przypadku bycia zasypanym lawiną. Polecam zajrzeć też do ich materiałów wideo, są to naprawdę wartościowe nagrania!

Pora na psy. Co zrobić, żeby pies nie marzł?

Okazuje się, że o ile nasz pies nie jest skrajnym przypadkiem zmarzlucha, to nie potrzebujemy dla niego zbyt wiele. Oprócz standardowego wyposażenia (na przykład miski z wodą i wygodnych szelek) warto wziąć mały ręcznik. Przydaje się do wytarcia psa przed wejściem do auta, pociągu lub schroniska, do ogrzania go, rozpuszczenia zmrożonych paciorków na faflach, kulek pod paszkami… ;)

Spokojnie, nic jej nie jest! Po prostu poczuła wiosnę, a jak słonko jest to w śniegu można się nawet wytarzać. Tak wyglądała majówka na Śnieżniku (1425m npm), 2017.

Ogółem wędrówki zimą z małymi psami to często droga przez mękę. Podczas zimowych wędrówek Krakersowi temperatury ani wysokości są niestraszne, ale kiedy Fibi zakopuje się w głębokim śniegu po prostu wsadzamy ją do plecaka, serio. Wygląda ze swojej norki oceniając świat z całkiem nowej perspektywy, a my możemy przejść trudny odcinek w miarę dobrym tempem. Na odmarzające opuszki przydają się maści zarówno profilaktycznie, jak i leczniczo, wazelina albo opatrunki z bandaża. Temat ubranek i butów dla psów poruszałam w poprzednim poście, w którym też na formujące się śnieżne kule polecaliście wysmarować psa wazeliną. Jeszcze nie sprawdzałam, ale brzmi naprawdę obiecująco!

NAPRZÓD, CZŁOWIEK!!!
Inne praktyczne must-have, które muszą znaleźć się w Twoim plecaku

Nie mniej istotne! Spośród mieszanki przydatnych rzeczy zawsze zabieram:

  • aplikację Ratunek, dzięki której mogę łatwo, szybko i skutecznie wezwać pomoc najbliższych służb ratunkowych. Dzięki wykorzystaniu GPS aplikacja automatycznie przesyła naszą lokalizację do ratowników i umożliwia połączenie ze służbami. Jest zupełnie za darmo i dostępna dla wszystkich, a uratowała już wiele żyć!
  • apteczkę z folią NRC i elektrolitami, a do tego oczywiście reszta jej wyposażenia (bandaże, bandaże, bandaże, wata, nożyczki, bandaże…)
  • zapasowe baterie do wszelakiego sprzętu fotograficznego i video. Baterie na mrozie wyczerpują się szybciej, dlatego biorę zawsze zapas, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku tuż przed zjawiskowym zachodem słońca.
  • większe porcje jedzenia. Zimą tracimy więcej energii na ogrzanie i przemarsz, dlatego zawsze dbam o to, by zjeść więcej niż podczas mniej wymagających letnich wędrówek.
  • jeśli gotuję na palniku, zimowy gaz to must-have! Jego zaletą jest to, że jest przystosowany do niskich temperatur.
  • w plecaku zawsze mam termos z herbatą, w moim przypadku najlepiej posłodzoną w opór. Taka mieszanka dodaje konkretnego powera na postojach, no i jest doskonałym źródłem natychmiastowego ciepełka
  • czołówka, bo szybko robi się ciemno i nawet jeśli nie planujesz wędrować po nocach, to zmierzch może Cię zastać nawet tuż pod samym autem, na samym końcu. Naprawdę nie chcesz na rodzinnych spotkaniach opowiadać „już wracaliśmy z wielkiej wędrówki cali i szczęśliwi, aż na ostatnich trzech metrach wyrżnąłem orła o kamień na parkingu” ;)
  • chusteczki higieniczne, bo nie ma nic gorszego niż iść zasmarkanym przez kilka godzin. W skrajnych przypadkach zabieramy całą rolkę papieru toaletowego.
To wszystko!

Jeśli nie wychodzisz wysoko, chcesz tylko liznąć zimy w górach, najgorsze co może Cię spotkać to mróz albo nieprzetarte szlaki. Jeśli zapuszczasz się wyżej, dobrze jest uważnie zaplanować tą wędrówkę, bo zimą góry są bardzo kapryśne i należy to uszanować. Tam mróz i nieprzetarte szlaki nabierają nowego znaczenia.

Najwyżej położony szczyt na jakim była Fibi miał prawie 3000m n.p.m
W górę!