Swoją drogą

Czy należy bać się samotnych wędrówek po górach?

„Pojechałabym w góry, ale nie mam z kim!” – słyszę często w komentarzach i wiadomościach na naszym Instagramie @dzikoscwsercu. Zawsze zadaję wtedy to samo pytanie, „a dlaczego nie pojedziesz sama?”. Odpowiedzi i wątpliwości natychmiast się mnożą. A co jeśli sobie nie poradzę? Co z dzikimi zwierzętami? A co jeśli coś się stanie? Samotne wędrówki to nie są żarty, przecież góry i las są takie straszne.

Myślę sobie – no faktycznie, człowiek ma rację, o czym my właściwie rozmawiamy? Przecież nie namówię go na pójście na kilka dni w góry, skoro samotne wędrówki wiążą się z większym ryzykiem. Sięgam myślami w przeszłość, żeby przypomnieć sobie wszystkie przypałowe akcje, którymi mogłabym poprzeć moją teorię. A potem przypominam sobie swoje przygody i dociera do mnie, że początku moich górskich eskapad zaczynały się właśnie od wyjść w pojedynkę. Nie było komu ze mną iść, wszyscy byli zbyt zajęci lub zbyt leniwi, żeby dać się wyciągnąć na spacer po górach. Gór doświadczałam samotnie i dopiero z czasem dołączali do mnie moi bliscy lub znajomi.

Tym sposobem w pojedynkę odwiedziłam ogrom różnych miejsc. Karkonosze, Góry Orlickie, całe (serio) Góry Opawskie, a nawet czeskie Wysokie Jesioniki z najwyższym ich szczytem, Pradziadem (1491m npm) i to zimą. Ale to nie była najrozsądniejsza wyprawa.

Można i da się, ale taki tryb wycieczek nie jest dla każdego.

Samotne wędrówki. Widok z drona.
Odpowiedzialność

Z grubej rury zacznijmy.

Najbardziej dobijającym tematem w kwestii samotnych wędrówek jest przeniesienie całej odpowiedzialności tylko i wyłącznie na siebie. Jeśli idziesz z kimś to nigdy nie musisz się martwić o to co będzie, jeśli złapie Cię kontuzja albo zwyczajna niemoc. Jeśli idziesz sam to nawet gdy masz gorszy dzień i tak musisz rozstawić namiot, ugotować coś sobie, zaopiekować się psami. Ich obecność na samotnej wędrówce wiąże się z jeszcze większą odpowiedzialnością, bo gdy to im coś się stanie – zostajesz z problemem całkiem sam.

Radzenie sobie z codziennymi przeszkodami i podejmowanie decyzji jest cholernie męczące, dlatego samotne wędrówki nie będą idealnym sposobem dla każdego.

O swoje bezpieczeństwo warto zadbać jeszcze przed wyjściem. Wybierz jedną, odpowiedzialną osobę i przekaż jej plan swojej wyprawy. Informuj ją na bieżąco gdzie jesteś i w jakim czasie zamierzasz się ponownie skontaktować. To usprawni proces ewentualnych – tfu tfu – poszukiwań przez służby.

Las jest straszny, a w tych krzakach chyba coś się rusza

Są ludzie, którzy w lesie czują się jak w domu. Są też tacy jak ja, którzy na każdy upadający liść reagują spięciem i czuwaniem.

Pamiętam moje jesienne wejście na Śnieżkę w Karkonoszach, kiedy wyruszyłam na szlak około 6:00 rano. Było zupełnie ciemno i szłam całkowicie sama do godziny około 10:00, kiedy spotkałam ludzi już na szczycie. Troszkę padało, szłam w dużej mgle. Im wyżej się wdrapywałam tym bardziej wydawało mi się, że się przejaśnia i budzi się słońce, ale po prostu coraz głębiej wchodziłam w gęste chmury.

Ja, człowiek cykor. Ciemno, pada, środek dzikich gór, a ja sama z dwoma psami brnę pod górkę.

Samotne wędrówki. Jesienna droga na Śnieżkę.
Tak było, nie zmyślam! To nie obraz, tylko jakość kalkulatora z równie wydyganego i wyziębniętego telefonu! ;)

Co mnie w ogóle podkusiło, do jasnej anielki? Na analizę przyszedł czas dopiero po fakcie (i całe szczęście, bo jakbym zaczęła wątpić tam na szlaku, to na Śnieżkę doniosłabym pełne gacie). Po pierwsze, wstałam wtedy bardzo wcześnie i do auta wpakowałam się działając na autopilocie. Zauważyłam mżawkę i mokre kamienie na podjeździe, ale byłam zbyt zmęczona by myśleć i po prostu to zaakceptowałam. Zanim się obejrzałam, byłam już na szlaku i musiałam iść w górę. Wciąż autopilot. No robota do zrobienia jest, nie ma czasu na zastanawianie się. Po drugie, ciemno było – ale przecież z każdą minutą coraz bardziej zbliżamy się do świtu, tak? Po trzecie pada – ale to nawet dobrze, bo las nie zieje tak przeraźliwą ciszą, cały czas coś kapie, coś się dzieje, nie słyszę tych podejrzanych szelestów.

I polubiłam wtedy las i poczułam się tam swobodniej. Przekonałam się, że nasze straszki siedzą w głowie i że tak naprawdę jedyne zło, które może nas tam spotkać pochodzi od drugiego człowieka. Żaden bober czy inny lis nie chce nam zrobić krzywdy, a zła pogoda to kwestia biologii, a nie złośliwego zrządzenia losu.

Samotne wędrówki. Organizacją obozu musisz zająć się sam.
Dokąd nocą tupta jeż i kto mu chrapie pod jego ulubionym krzakiem?

Inaczej, a jednak podobnie sprawa ma się z samotnymi noclegami w lesie. Tak, potwierdzam – prościej zasnąć, jak ma się drugą, zaufaną osobę. Człowiek czuje się bezpieczniej i wzrasta jego pewność siebie, bo w razie nieproszonych gości nie zostaje z przypałem zupełnie sam.

Z drugiej strony co nam się może stać nocą w lesie, w górach? Największymi wątpliwościami obarczamy zawsze dzikie zwierzęta. Trochę słusznie, bo wiele z nich dopiero w nocy wychodzi na swoją dzielnię żeby coś przekąsić. Z doświadczenia mojego i moich znajomych wynika jednak, że zwierzęta nie czyhają za pieńkiem do zmroku tylko po to, żeby nas napaść. Takie akcje to domena ludzi, okej? Mogą być zaciekawione nowym zapachem lub kształtem namiotu, ale nie zaatakują nas dla zabawy. Jeśli rozkładamy się pod schroniskiem lub na miejscu biwakowania – sprawa jest jeszcze prostsza. Dam sobie rękę uciąć, że zwierzęta doskonale wiedzą, że jest to rejon uczęszczany przez ludzi. Nie jest w ich interesie wychodzić na spotkanie naszemu gatunkowi, serio.

Dobrym środkiem zapobiegawczym jest pozbycie się z namiotu jedzenia. Zawiń je w torbę i wywieś wysoko na drzewie kilkadziesiąt metrów od namiotu. W najgorszym wypadku obudzi Cię odgłos lisa wyżerającego Twoje kabanosy, a Ty jutro na głodniaka dojdziesz do miasta lub schroniska uzupełnić zapasy. Jeśli masz do dyspozycji kosz na śmieci i chcesz wyrzucić tam puszkę po konserwie to również skorzystaj z tego, który jest najdalej od Twojego namiotu lub hamaka. Jak już jakieś stworzenie ma wylizywać denko, to niech to robi 30 metrów dalej. W spokoju swoim i Twoim ;)

Na samotnej wędrówce tak naprawdę nigdy nie jesteś sam

Przeczytałam kiedyś w książce „Wołanie w górach” Michała Jagiełły rzecz, która otworzyła mi oczy. Góry to miejsce dla tych, którzy ruszyli tyłek i postanowili spocić się i zmęczyć, by osiągnąć jakiś sobie tylko znany cel. Nie każdy tam dotrze, ale każdemu należy się szacunek. Nikt nie płaci im za ten wzmożony wysiłek, nikt im tego nie wynagradza. Sama wędrówka i przekraczanie własnych granic jest dla nich nagrodą. No przyznajcie, że to jakaś forma wariactwa!

Już sam fakt bycia w górach integruje ludzi, co sprawia że samotne wędrówki nie są samotne! Wychodząc na szlak dołączasz do grupy, która jest tu, bo to lubi. Łączy nas wspólna pasja, a o pasji można rozmawiać godzinami. Na szlaku panuje zwyczaj mówienia sobie „cześć” lub „dzień dobry”, a w schroniskach zawsze można pogadać z kimś o wszystkim i o niczym. O tym skąd idziesz, dokąd idziesz, co Cię spotkało, jak tam warunki na szlaku i prognoza pogody, dokąd poleciał ten śmigłowiec i czy ktoś wie czy w tamtej dolinie dalej zalega śnieg?

Wielokrotnie byłam zagadywana na szlaku i wielokrotnie ja zagadywałam innych. W górach bariery między ludźmi są słabsze i łatwiej się przez nie przebić. Z pierwszego „cześć” od razu przechodzisz do opowieści co tam u Ciebie… Zupełnie jakbyś znał rozmówcę od miesięcy czy lat, a znacz go od dwóch minut.

To Krzysiek, który dzisiaj rano też obawiał się prognoz, ale właśnie wędrujecie razem ku Śnieżce. A tam dalej to Ania, która przygotowuje się do wyjazdu w Kaukaz. Będzie zdobywać Kazbek, swój pierwszy pięciotysięcznik. Tam w tamtym schronisku dalej jest pan Zbigniew, który przejął to miejsce po swojej mamie. Do dziś pamięta huśtawkę na drzewie nieopodal, ze sznura i opony, i z widokiem na Kotlinę. Dziś wiedzą o niej tylko nieliczni. Ty też poznajesz ten sekret. Dochodzisz na szczyt, a tam pani Katarzyna. Wędruje po górach od lat, ale dopiero od niedawna samotnie, bo zmarł jej mąż, a dzieci są już duże i mają swoje życie i obowiązki. Pani Kasia zna ten teren jak własną kieszeń. Ta droga, tam w dole – rany boskie, remontują ją od wieków! A tam na Trójgarbie widać wieżę widokową, którą niedawno postawili.

Oczywiście oprócz tych dobrych dusz jest też wielu Januszy. Oni w góry przyjechali na bogaty wypoczynek z bazą w jakimś schronisku. To Ci, którzy tak jak na nizinach tititają do piesków, mają pretensje o brak łazienek w pokojach i dziwią się, że w Adrspachu są tylko „skały i skały” (autentyk, to jakby nad morzem dziwić się, że jest tylko „woda i woda”). Takich ludzi się zwyczajnie omija.

Kiedy cisza dzwoni w uszach

Samotne wędrówki są dla mnie doskonałą okazją do odpoczynku. Spróbuj kiedyś poświęcić kilka godzin na wędrówkę sam na sam z odgłosami lasu, a zrozumiesz o czym mówię. Kiedy nie masz nikogo „za plecami” to podziwiasz świat w rytm własnych kroków. Możesz zatrzymać się i zagapić na paprotki. Przestudiuj kiedyś ich kształt. Albo policz ile rodzajów drzew widzisz? Każdy z nich ma zupełnie inne liście. Nawet drzewa iglaste mają zupełnie inną budowę „kępek”.

Wędrując samotnie nie musisz zastanawiać się jak się czuje druga osoba i czy odpowiada jej takie tempo i taka ilość przystanków. Fotografowie – możecie robić zdjęcia bez jojczenia, że znowu stoicie w miejscu.

Zauważyłam, że podczas samotnych wędrówek mój umysł odzyskuje swoje zdolności. Staję się bardziej kreatywna, mam więcej pomysłów – tak powstał ten post! Zawsze mam ze sobą notes by móc zapisywać to, na co wpadnę. Koniecznie wraz ze szczegółami! Dzięki temu nie muszę już tego pamiętać i mogę skupić się na wędrówce.

Właśnie dlatego ruszam na Główny Szlak Sudecki

W drugiej połowie sierpnia tego roku ruszam na GSS. To 440 kilometrów po Sudetach, od Świeradowa-Zdroju aż do Prudnika. Będę szła przez Góry Izerskie, Karkonosze, Rudawy Janowickie. Później wejdę w Góry Kamienne, Sowie, Stołowe. W Kotlinie Kłodzkiej ruszę w Bystrzyckie, Masyw Śnieżnika, Góry Złote. Później wyjdę w Góry Opawskie… Albo na odwrót, w drugą stronę, bo jeszcze nie wiem z którego krańca wyruszę. :) Zamierzam przejść ten dystans pieszo z dwoma psami i swoim dobytkiem na plecach. Poświęcę na to pewnie ponad 3 tygodnie.

Więcej szczegółowych informacji znajdziesz na tej stronie. Po co to robię i czy oszalałam? I jak możesz mi pomóc? :)

To dużo czasu na rozmyślania i reset. Mam nadzieję, że nie napotkają mnie żadne złe przygody.

W Górach Bialskich znajduje się tak zwana Przełęcz Trzech Granic - miejsce styku historycznych granic trzech krain: Śląska, Moraw i ziemi kłodzkiej
W górę!