Wędrówki z psem po górach:

O poszerzaniu perspektywy i doświadczenia psa w podróży

- - - Know how / Pies

Udostępnij ten wpis!

Gdy publikowałam na Instagramie relację z przejścia wiszącego mostu, bałam się – w sumie słusznych – komentarzy pełnych zwątpienia. Czy to bezpieczne? Czy to przede wszystkim konieczne? Czy to nie jest marna i szkodliwa dla psa zachcianka? Dziś, przy okazji relacji z wiszącego mostu, chciałabym przybliżyć Wam koncepcję uczenia się i zdobywania doświadczenia w podróży.

Kontekst!

Przenosimy się do Trentino, a dokładniej do słynnej z narciarstwa zimą i wędrówek oraz rowerowania latem, doliny Val di Sole we włoskich Alpach. Na przekór temu przekonaniu, w mroźne poranki stycznia 2022 roku, podczas gdy dzień w dzień moi towarzysze podróży pakowali się do auta razem z nartami, ja wiązałam sznurówki i ruszałam na górski szlak.

Spędziłam tam 7 dni, zapuściłam się wgłąb 5 dolin, zobaczyłam 5 wodospadów, podziwiałam panoramę Alp na 2500m n.p.m, przeszłam przez 1 wiszący most i podróżowałam wątpliwej rzetelności włoskim transportem publicznym – a to tylko niektóre z naszych doświadczeń!

Wszystkie posty z Włoch znajdziesz pod tagiem WŁOCHY.

A, ten most wiszący! Widziałam takie rzeczy na filmach i zdjęciach z Instagrama, i zawsze zastanawiałam się skąd Ci ludzie biorą takie atrakcje? Gdzie to trzeba pojechać, żeby znaleźć takie perełki? Tymczasem podczas wstępnego researchu okolic Val di Sole dostrzegam na mapach ikonkę mostu i podpis: ponte sospeso. Sospeso? Brzmi jak – wiszący? I faktycznie, wiszący jest to most. Nad wodospadem. Jedziemy.

Jak się tu dostać?

Do wodospadu da się dostać zupełnie niezależnie od całej wędrówki, podczas której o niego zahaczyliśmy. Możesz zaparkować na przykład w okolicy kempingu Al Plan, skąd czeka Cię dosłownie około 20-30 minut wędrówki do schodów prowadzących do samego mostu. Ze względów bezpieczeństwa trasa na most i poruszanie się po moście jest objęte ruchem jednokierunkowym (chociaż jak byłyśmy same, to łaziłyśmy wte i we wte :)).

Schody na most zaczynają się w okolicach drewnianego mostku przecinającego nieckę doliny na wysokości około 1350m n.p.m. Stamtąd wspinamy się 70 metrów w górę po 170-metrowym zygzakowatym podejściu zabezpieczonym drewnianymi schodami. Przewyższenie jest naprawdę imponujące i wymaga kondycji… albo czasu!

Po około 15-20 minutach łapania oddechów docieramy w końcu na górę. Do tej pory nie miałam pewności, czy na most mogę wejść z psami, ale na tablicy z regulaminem umieszczonej obok wejścia na most stoi jak byk, że „psy mogą wchodzić tylko jeśli są trzymane na smyczy”. Czyli co, wbijamy?

Uwaga, most wiszący to niecodzienna atrakcja dla psów i zmuszanie psa do przejścia takiej przeszkody może negatywnie wpłynąć na psią psychikę (stres, trauma, strach, utrata zaufania, lęk wysokości, potrzeba i próba ucieczki) i fizyczność (metalowe kraty + łapy i pazury = ryzyko kontuzji). Przeczytaj dlaczego JA uznałam, że MOJE psy dadzą radę sprostać temu wyzwaniu, zanim zabierzesz tam swojego podopiecznego!

Głupota czy okazja do treningu?

Nie byłam pewna publikowania zdjęć i relacji z tego miejsca… Wiedziałam, że bez poznania zaplecza przemyśleń, łatwo będzie wydać werdykt: a po co ona je tam ciągnie? Przecież to nie jest miejsce dla psa! Niech se sama chodzi, ale psów nie zmusza! Psy nie są od spełniania naszych zachcianek! To nieodpowiedzialne!

Ale…

Moje psy podróżują… sporo. Nie tylko w góry, ale też do rodziny, do znajomych, na eventy, na prelekcje, na pikniki i festiwale… Do hotelu, do domu, do schroniska górskiego, do obcego mieszkania… Pociągiem, autobusem, autokarem, autem, autostopem, kolejką, taksówką, tramwajem, meleksem…

To dla psa z pewnością trudne wyzwanie, by sprostać tym wszystkim zmianom i bodźcom.

Cholera wie co nas spotka w podróży. Nowy środek transportu, np. gondola? Głośne krzyki dzieci? Konieczność pozostania samemu w nowym miejscu? Cierpliwość i opanowanie, gdy przebiegnie przed nami stado jeleni? Konieczność niewychylania się, gdy w deszczu rozstawiam namiot i sama mam dość? Wąskie przejście? Drewniana drabinka? Kto wie co jeszcze?

Takie są realia podróży i poznawania świata!

Koncepcja treningu

Ten post nie jest poradą behawioralną i prawdopodobnie nie pomoże Ci rozwiązać problemów. Każdy pies ma swój charakter, swoje potrzeby i swoje nawyki. Metodę należy dopasowywać do psa, a nie psa do metody. Potraktuj ten post jako inspirację do pracy z psem, a nie „przepis na…”. Wyciągnij z niego to, co wzbogaci Waszą relację. Natomiast jeśli masz z psem problem natury behawioralnej i nie wiesz, jak go przepracować – zgłoś się do specjalisty.

Tam w podróży nie możemy sobie pozwolić na niepewność, lęki, zepsuty humor, bo cała frajda z wyjazdu poszłaby w piach. Ale nie mogę wymagać od psów, by sprostały tym wyzwaniom, skoro wyjazdy to tak naprawdę nasza, ludzka zachcianka.

W związku z tym spoczywa na mnie odpowiedzialność przygotowania psiej psychiki na takie próby.

W tym celu wykorzystuję każdą okazję na mały trening i staram się zapoznawać moje psy z różnymi bodźcami, sytuacjami, nawierzchniami, dźwiękami, smakami czy zapachami. Trenuję na różnych nawierzchniach i w różnych sytuacjach. Z różnymi nagrodami, o różnych porach dnia i roku oraz w różnym rozproszeniu.

Ale…

W tym wszystkim cenniejsze jest dla mnie zapoznanie psa z jakimś nowym bodźcem, niż wypracowanie super tip top reakcji na niego i perfekcyjne wykonywanie jakiegoś zadania. Innymi słowy, nie chodzi mi o zajebiste przepracowanie jakiejś ekskluzywnie rzadkiej sytuacji, w której pies poradzi sobie dzięki wydanej komendzie – bo nie przewidzę wszystkich takich sytuacji. W podróży, jak i w życiu, potrzeba szerszej perspektywy. Dlatego tak ukierunkowuję trening, by budować w psie pewność siebie, samodzielność i właśnie tę szerszą perspektywę świata.

ZOBACZ TEŻ  Roadtrip na Śnieżnik

Dzięki temu, jeśli moje psy pojadą pociągiem, tramwajem, czy autobusem (najbardziej dostępne środki transportu) i poczują się tam pewnie, to jest szansa, że poradzą sobie też z meleksem, gondolą albo innym dziwnym, rozklekotanym wagonikiem kolejki. Jeśli pokażę im śliskie drewno, chybotliwy pomost, kratę w ziemi na dworcu i przećwiczę skakanie po skałach, będą mogły odnieść to doświadczenie, gdy przyjdzie im przejść most wiszący. Wiesz, co mam na myśli?

Waga sukcesu

Najdziwniejsze bodźce można przekuć w wartościowe doświadczenia, o ile umiejętnie (z szacunkiem do psiej psychiki, procesów uczenia się, możliwości „ucznia”…) wprowadzimy w nie psa.

Koniecznie muszę przy tym podkreślić, że nie chodzi o zarzucenie psa bodźcami. Praca z psem nie polega na wymaganiu od niego nieosiągalnych sukcesów i łapaniu każdej okazji, żeby psa perfidnie na siłę „sprawdzać” i „testować”. To prosta droga do utraty zaufania oraz zgaszenia i straumatyzowania swojego podopiecznego. Wyobraź sobie jak Ty czułbyś się, gdyby kazano Ci wbiec na 5-metrową, pionową rampę. Byłoby Ci trudno i prędko straciłbyś zapał i frajdę. A jeśli zacząłbyś od 2-metrowej i stopniowo podnosił poprzeczkę, budując doświadczenie, masę mięśniową, technikę i gromadząc satysfakcję ze swoich sukcesów?

I z psami jest podobnie! Dużo lepiej jest stawiać przed psem nawet mniej wyzwań, ale takie, którym podoła, a potem stopniowo podnosić poprzeczkę. To sukcesy budują pewność siebie!

Relacja z psem i teamwork

Poza tym, to złożony proces oparty nie tylko na odwadze i zaangażowaniu psa, ale też na relacji z opiekunem, za którą jesteśmy odpowiedzialni. Za relację z psami, o komunikację i umiejętność czytania swoich emocji oraz zachowań, dbam na co dzień. Zależy mi, by trzymać sztamę z tymi gagatkami i zadbać o to, by były świadome, że w kryzysowych sytuacjach nie są same – jest nas trójka i mają moje wsparcie. Wypracowuję to zarówno w życiu codziennym, jak i w treningu, opierając pewne rzeczy (np. werbalny doping) na skojarzeniach.

Lubię mówić, że doświadczeń się nie zdobywa (za jednym razem, na zawsze), tylko buduje (stopniowo). Ja buduję takie doświadczenia w moich psach, na co dzień i w podróży. Każda okazja jest dobra do zapoznania psa z nowym konceptem, by poszerzać jego perspektywę.

Karmy naszego nowego Partnera składają się w 85% ze składników mięsnych, a w 15% warzyw i owoców oraz witamin i składników mineralnych. Nie znajdziecie tam żadnych zapychaczy! Jak oni to robią?

Wierzę, że zbalansowany i dopasowany trening oparty na szukaniu takich mikro-okazji sprzyja nie tyle radzenia sobie z konkretnymi sytuacjami, co budowaniu samodzielności i pewności siebie u psa niezależnie od sytuacji, warunków i rozproszeń.

Dlatego wiszący mostek był okazją do treningu i okazuje się, że to co z początku wydawało się nieodpowiedzialnym zachowaniem, może być w efekcie przejawem odpowiedzialności za życiowe ogarnięcie pieska.

Jak to było?

Zanim wejdę na most…

poświęcam dłuższą chwilę, by zapoznać psy z taką nową koncepcją.

Bardzo pomaga mi to, że moje psy znają i potrafią przemieszczać się po metalowej kracie – w Polsce spotykamy takie głównie na wyjściach z dworców (pozdrawiam dworzec Opole Główne) czy galerii handlowych. Wiele psów i ludzi „boi się” obcowania z tymi kratami. Psy łamią sobie na nich pazury, niechętnie na nie wchodzą i próbują jak najszybciej znaleźć się na innej nawierzchni. Uważam, że wynika to z dwóch przyczyn.

Po pierwsze, te metalowe kratki po prostu nie są wygodne dla psich łap. Nie są jednolite, czasem wbijają się między palce i niekomfortowo się na tym stoi. I choć nie są ostre, to i tak nie jest to naturalna nawierzchnia dla psa – to oczywiste.

Po drugie, przyzwyczajamy się, że te metalowe kratki to takie „zło do ominięcia”. Wychodzimy z dworca, trzeba szybko przez nie przelecieć, zmuszamy psa do odwagi by wszedł na te kratki, a potem cyk, pyk, czasem nieświadomie nakładamy na niego presję, by przeszedł przez nie jak najszybciej. Ten pośpiech sprzyja kontuzjom i lękowi.

Wyszłam z założenia, że wcześniejsza znajomość tego typu krat, jednostajne tempo i spokojne przejście skutecznie obniży ryzyko takiej kontuzji. Warto dodać, że moje psy nie panikują na takiej nawierzchni, mimo że nie jest dla nich wybitnie komfortowa. Jeden z psów – ten z dłuższymi pazurami i wrażliwszymi łapami (Fibi) przeszedł przez most w bucikach, które zwiększały komfort.

najpierw przypomnienie psom koncepcji kratki – bez tego ani rusz!

Sztuczki „check-in”

Dlatego stojąc tam na platformie najpierw przypomniałam psom koncepcję tej kratki i za pomocą kilku sztuczek sprawdziłam ich psychiczne nastawienie. To znaczy, mamy kilka sztuczek „check-in”. To sztuczki, które moje psy bardzo lubią i dobrze się przy nich bawią – każdy ma swoje. Jeśli je wykonują – wszystko jest okej, są w dobrej kondycji psychicznej. Jeśli odmówią wykonania – znaczy, że coś jest nie tak. Może nie mają siły i ochoty, bo są zmęczone? Może czymś się stresują? Może otoczenie jest przytłaczające lub rozpraszające?

To dla mnie jasny sygnał, który muszę prędko zinterpretować i wdrożyć wnioski. Przerywamy? Wycofujemy się? Szukamy ustronnego miejsca? Próbujemy jeszcze raz czy odpuszczamy? Jak? Kiedy? To szereg kilku decyzji, które mają na celu wyciągnięcie jak największej korzyści dla psa – zarówno wycofanie się, jak i ponowna próba mogą być taką korzyścią.

Przejście

Tym razem moje psy dobrym humorem pokazują mi, że na tej kratce czują się dobrze. Wychodzę więc kilka metrów wgłąb mostu, by sprawdzić kolejną rzecz – ich lęk wysokości. Nie zdążyłam ich nawet nagrodzić za odwagę, gdy pewne siebie wciągnęły mnie jeszcze dalej… Pod mostem jest 60-metrowa przepaść, a obok płynie wodospad Ragaiolo. Piękny, zimą oblodzony, wysoki, kaskadowy… Tylko nie patrz w dół, bo pod spodem przepaść!

ZOBACZ TEŻ  Potęga schematów, czyli jak dbamy o komfort psów podczas wędrówki

Nie żebym JA była na to gotowa – nikt nie sprawdzał mojej kondycji psychicznej przed tym wybrykiem… Ale skoro ruszyliśmy, to poszliśmy. Przez most przeszliśmy jednostajnym i spokojnym krokiem, mając w pamięci destrukcyjne konsekwencje pośpiechu na tego typu kracie. Dodatkowo wspierałam psy głosowo, a to wsparcie znają z pokonywania innych przeszkód – mostów z dziurami, przeskakiwania ze skały na skałę, wąskich przejść itd. Ten sam schemat! A o potędze schematów też już się kiedyś rozpisałam!

Most ma 100 metrów i nie ma żadnej podpory, ale jest bardzo stabilny. Chybocze się dopiero podczas wędrówki na jego krańcach i zakładam, że wynika to z fizyki tego typu konstrukcji.

Refleksja

Psy zniosły ten marsz naprawdę dobrze. Nie wykazywały żadnych oznak lęku wysokości (to indywidualna kwestia, w innych przypadkach czasem cykają się wysokości), a jedyny dyskomfort powodowały te metalowe kraty. Dla Krakersa dodatkowym wyzwaniem była długość przejścia i jego monotonność – to nie jest piesek stworzony do cierpliwości. Trochę przekroczył swoje granice, ale czym byłoby zdobywanie doświadczeń bez kontrolowanego wychodzenia ze swojej przytulnej strefy komfortu?

Podsumowanie

Jestem z moich psów bardzo zadowolona i dumna!

Przez most przeszliśmy kilkukrotnie. Wykorzystaliśmy to miejsce na krótki, ale bogaty w rozsądnie podane bodźce trening przechodzenia przez podobne przeszkody. Jestem pewna, że to doświadczenie przełoży się na pewność siebie moich psów na kolejnych wędrówkach.

Jestem zdania, że różne, choćby dziwne bodźce, pod warunkiem, że są zaserwowane w rozsądnym czasie, z odpowiednim wsparciem i opakowane w odpowiednią nagrodę – są spoko.

Poniżej rozpiska różnych czynników, które brałam pod uwagę podczas pobytu na miejscu, a które być może pomogą Ci lepiej poznać sytuację na miejscu i zdecydować czy sam chcesz się podjąć takiego wyzwania ze swoim psem.

Czynniki, które utrudniały zadanie

  • wysokość (60m w dół)
  • długość mostu (100m)
  • nawierzchnia – krata z lukami i wypustkami
  • brak drogi ucieczki
  • ryzyko uszkodzenia łap (pazurów)
  • ja też mogłam się wydygać na środku mostu, a powinnam być wsparciem dla psów
  • no nie ćwiczyliśmy wcześniej na żadnym wiszącym moście ;)

Czynniki, które pomogły moim psom

  • dotychczasowe doświadczenie i trening na okratowanej nawierzchni
  • zapoznanie psów z tym miejscem
  • sprawdzenie kondycji psychicznej przed wejściem na most
  • wsparcie głosowe ode mnie, które znają z pokonywania innych przeszkód

Warunki przejścia

  • moja pewność siebie, by móc wspierać też psy
  • jednostajne tempo (eliminowanie ryzyka kontuzji)
  • pewność siebie psów podczas „testu” na pierwszych kilku metrach mostu
  • most na wyłączność – nikt inny oprócz nas

Nie przeszłabym przez most…

  • gdyby moje psy nie miały wcześniej doświadczenia w pokonywaniu innych przeszkód
  • gdybym nie potrafiła wesprzeć moich psów psychicznie
  • gdybym zobaczyła, że któryś z psów od początku wykazuje oznaki stresu lub strachu lub nadmiernego podekscytowania
  • gdybym nie miała drugiej osoby do pomocy, która szła za mną podczas pierwszych przejść

PS. Dłużej mi zajęło pisanie tego posta, niż przejście przez ten mostek, ale bardzo chciałam przybliżyć Wam moją koncepcję przygotowywania psa do życia.

Słowniczek włosko-polski

Na potrzeby Twojego przyszłego wyjazdu do Włoch i zrozumienia niektórych słów z alpejskich postów!

  • val – dolina
  • Dolomiti – Dolomity
  • Trentino Alto-Adige – rejon Trydent Górna-Adyga
  • Trento – Trydent
  • parco nazionale – park narodowy
  • parco naturale – park krajobrazowy
  • cascate – wodospad
  • malga – chata
  • doss – miejsce noclegowe
  • sentiero – szlak
  • Guerra Bianca – Biała Wojna (część I Wojny Światowej zlokalizowana w rejonie Dolomitów)
  • sciopero – strajk
  • ferrovia – kolej szynowa
  • funivia – kolejki ogólnie
  • cabinovia – kolejka gondolowa
  • seggiovia – kolejka krzesełkowa
  • torrente – potok

I tyle!

To pisałam ja, Magdalena!Wędruję, piszę, opowiadam, fotografuję. Lubię wschody słońca, choć zazwyczaj na nie nie wstaję. Ogarniam, kiedy wszyscy wokół już nie ogarniają. Gdybym mogła, zamieszkałabym z psami w domku w górach, a z ugoszczonymi wędrowcami grała w planszówki do białego rana. Może wspólnie dotrwalibyśmy do wschodu?

Udostępnij ten wpis!
Chcę być na bieżąco!
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Więcej Dzikości?

0
Co myślisz na ten temat? Napisz komentarz!x