O nas i o naszych psach

Cześć!

Jestem Magda. Lubię długie wędrówki po górach, zapach lasu o wschodzie, dreptanie po zroszonej trawie po całym dniu marszu z plecakiem. Lubię odkrywać to, co dla mnie nowe: miejsca, patenty, góry, regiony, jedzenie, ludzi… I chcę się tym dzielić z innymi!

Udowadniam sobie i innym, że się da. Mam niewiele ponad 20 lat, od dawna mieszkam sama, skończyłam studia 250km od mojego miasta (na 5 z wyróżnieniem, ha!), mam pod opieką dwa psy i w dodatku nie jestem zmotoryzowana. A mimo to szukam wszelkich możliwości, by zrealizować swoje marzenia.

A moim marzeniem jest podróżować – odkrywać, poznawać i doświadczać. Wszystkiego.

Chciałabym sprawić byś uwierzył, że jeśli się bardzo chce, to nie tylko można, ale wręcz trzeba! Że te wyjazdy, wyprawy, eskapady, ekspedycje są w zasięgu Twoich rąk i psich łap. Chciałabym przybliżyć Ci specyfikę górskich wędrówek z psami i pokazać Ci, czytelniku, jak w bezpieczny sposób gromadzić wspólne wspomnienia. Marzy mi się zainspirować Cię swoimi przygodami. Pojedź gdzieś (może z nami?).

To ja, Magda. Piszę, opowiadam, fotografuję, filmuję. Staram się w życiu robić to, co odpowiada moim pasjom. Studiowałam grafikę w Łodzi, a we Wrocławiu mieszkam. Pracę w korpo rzuciłam, by móc postawić na swoje i bywać częściej tam gdzie nie każdy potrafi dotrzeć – w górach.

Jestem typem człowieka „rozważnie spontanicznego” z domieszką uwielbienia dla wszelkich skrajności – to ta tytułowa DZIKOŚĆ W SERCU. To znaczy, wszędzie mi dobrze, byle nie za długo. Ciągnie mnie do skrajności, do najwyższych gór, najdłuższych szlaków, najtrudniejszych przejść, niekomfortowych warunków, najdzikszych pustkowi, najbardziej niedostępnych lokalizacji. Nie wystarczy mi pojechać i zobaczyć, chcę to przeżyć, być tam i doświadczyć tego ogromu góry, wyczerpania organizmu, dyskomfortu fizycznego czy odosobnienia. Właśnie dlatego, że odbieram te skrajności jako bardzo pozytywne! Czy to już wariactwo? :)

Czasem podróżuje ze mną mój życiowy partner Maciek – miłośnik długich i wyczerpujących wędrówek po górach, trochę bloger, na pewno nie instagramer. Wieloletni członek kadry drużyny harcerskiej, początkujący-obiecujący fotograf i mój wprawiony model. Typ człowieka, który najlepiej wysypia się jak w plecy uwierają go szyszki. Na szlaku podziela moje zamiłowanie do zbaczania ze ścieżek żeby zobaczyć „jeszcze to i tamto” oraz wczytywanie się w ciekawostki historyczne na temat mijanych miejsc. Na moje spontanicznie rzucone hasło „obudźmy się jutro z widokiem na Tatry” sięgając po plecak pyta „wolisz widok na polskie czy słowackie?”. Z zawodu elektryk, także jakby ktoś miał problem z prądem na chacie to piszcie, skontaktuję Was.

Co robimy, co zrobiliśmy?

Kręcimy się tu i tam, spontanicznie wyjeżdżając na kilkudniowe spacery.

– wędrówka 100km z Adrspachu do Szczytnej (przez Broumovske Steny, Góry Stołowe)
– wędrówka 100km z Witkowa Śląskiego do Janowic Wielkich (przez Góry Kamienne, Karkonosze, Góry Kaczawskie)
– wędrówka 70km – moja pierwsza wędrówka solo z psami (przez Góry Bystrzyckie, Góry Orlickie, Góry Stołowe)
– w trakcie: zdobywamy Koronę Gór Polski z psami
– eksplorujemy Sudety – sprawdź na mapie! Byliśmy już we wszystkich pasmach górskich Sudetów poza Górami Izerskimi, Górami Bardzkimi i Górami Złotymi (planujemy dotrzeć tam jeszcze w 2019 roku)

Statystyki na rok 2018
kilometrów na szlaku
metrów sumy wzniesień
kilometrów w trasie
wyhasane, wybiegane psy :)

Przeczytaj szczegółowe podsumowanie 2018 roku.

Statystyki łączne (aktualne)
kilometrów na szlaku
dni w terenie
metrów sumy wzniesień
kilometrów w trasie

Dzikość w Sercu stworzyłam po to, by móc dzielić się doświadczeniem i przekonać ludzi, ze można i że warto. Z powodzeniem realizuję to na różnego rodzaju prelekcjach, które uwielbiam! Mogę się wtedy wyżyć i wygadać zanim znowu zniknę w lesie, a jedynym kompanem do rozmów będą moje psy.

A psy?

Odkąd pierwszy raz zabrałam psy w góry, towarzyszą mi one już za każdym razem. Od początku licząc, wspólnie na własnych nogach i łapach przeszliśmy już ponad 1000km. Po górach! Nie liczę spacerów ;) Psy są stałą częścią naszego wyprawowego teamu i nie wyobrażam sobie wędrówki bez tych dwóch gagatków! Obydwa moje psy są zaprawione w górskich i podróżniczych bojach. Są nauczone jazdy w pociągach i autobusach (w klatce i poza), biwakowania, komend „sterujących” na szlaku, życia w dziczy i całodziennej fizycznej aktywności. Sprawdź jak przygotowuję je do wypraw.

Fibi jest najmniejszym i najstarszym członkiem naszej ekipy, a mimo to posiada doświadczenie równe mojemu. To z nią zaczęłam wyjeżdżać na różne krańce Polski, po raz pierwszy wybrałam się w góry, przeżywałam pierwsze zimowe przejścia oblodzonymi skałami masywu góry Praděd i to z nią zdobyłam swój pierwszy alpejski wierzchołek. To pies turystycznie wprawiony lepiej niż niejeden ludzki turysta! Kiedyś zastanawiałam się, czy da radę przejść 8km na spacerze ze znajomymi, a teraz śmiga 100km i to po górach! Zjechała ze mną tysiące kilometrów pociągiem i przeszła setki kilometrów. Najbardziej lubi podejścia. Wypłaszczenia ją nudzą i zawsze wlecze się gdzieś z tyłu. Podczas przystanków wdrapuje się na najwyższe punkty w okolicy dając wyraz duszy terriera – obserwatora. Mimo niewielkich rozmiarów doskonale sobie radzi na większości typów szlaków. Znika w pokrywie śnieżnej, bo ta często jest wyższa od niej. Idealnie wyłapuje moment dobranocki – kładzie się wtedy na śpiworze i biada temu kto spróbuje ją z niego zepchnąć. W nocy przychodzi często zakopać się razem z człowiekiem wewnątrz śpiwora. Jest bardzo kochanym i skutecznym grzejniczkiem. Sama źle znosi zimno, ale nie sposób się dziwić, skoro mając 30cm wzrostu szoruje brzuszkiem po śniegu i zachlapuje go błotkiem z kałuż!

Krakers od małego był wychowywany na górołaza. Dołączył do nas na przełomie lipca i sierpnia 2017 roku, a we wrześniu 2017 zdobył swój pierwszy szczyt – prawie półtoratysięcznik. Bez obaw, był wtedy bardzo mały i większość trasy pokonał wtedy w plecaku. Wciąż jest jeszcze młody i narwany, w przeciwieństwie do Fibi preferuje prowadzenie naszej ekipy, więc dobrze sprawdza się jako pies na czele. Dobrze znosi zimno, ale za to nie najlepiej bryka mu się w upały. Nie ma dla niego znaczenia czy idziemy pod górkę, z górki, czy po płaskim. Mimo swojego szaleństwa jest wychowany na outdoorowego dżentelmena i trzyma się szlaków nie zbaczając w krzaki. Często zaczepia napotkanych ludzi, ale w sytuacji odosobnienia potrafi w ciągu kilku godzin zdziczeć i obszczekać ludzkie sylwetki po całym dniu samotnego trekkingu. Zręcznie pokonuje wszelkie przeszkody i skacze na niesamowite odległości. Prawdopodobnie w genach ma domieszkę jakiejś tatrzańskiej kozicy. Doskonale wyczuwa moment biwaku i gdy tylko odpinamy namioty od plecaka znajduje sobie miejsce w którym usypia. Podobnie na postojach, potrafi bardzo szybko zwinąć się w kulkę i zasnąć, przy czym nie ma dla niego znaczenia gdzie będzie spał – na środku szlaku, chodnika, w wysokiej trawie czy wklejony w skalne zagłębienie. Mimo samczej natury często przychodzi się przytulić.

Jeśli chcesz z nami współpracować zajrzyj tutaj.

Najwyższy szczyt, na jakim byliśmy wspólnie z Fibi i Krakersem to Sasso Pordoi we Włoszech (2950m npm)
W górę!