O nas i o naszych psach

Udowadniam sobie i innym, że się da. Mam niewiele ponad 20 lat, od dawna mieszkam sama, studiuję 250km od mojego miasta, mam pod opieką dwa psy i w dodatku nie jestem zmotoryzowana. A mimo to szukam wszelkich możliwości, by zrealizować swoje marzenia.

Moim marzeniem jest podróżować – odkrywać, poznawać i doświadczać. Wszystkiego.

Chciałabym sprawić byś uwierzył, że jeśli się bardzo chce, to nie tylko można, ale wręcz trzeba! Że te wyjazdy, wyprawy, eskapady, ekspedycje są w zasięgu Waszych rąk i psich łap. Chciałabym przybliżyć Ci specyfikę górskich wędrówek z psami i pokazać Ci, czytelniku, jak w bezpieczny sposób gromadzić wspólne wspomnienia. Marzy mi się zainspirować Cię swoimi przygodami. Pojedź gdzieś (może z nami?).

To ja, Magda. Piszę, opowiadam, fotografuję, filmuję. Staram się w życiu robić to, co odpowiada moim pasjom. Studiuję grafikę w Łodzi, a we Wrocławiu mieszkam. Pracę rzuciłam, by móc bywać częściej tam gdzie nie każdy potrafi dotrzeć – w górach.

Jestem typem człowieka „rozważnie spontanicznego” z domieszką uwielbienia dla wszelkich skrajności – to ta tytułowa DZIKOŚĆ W SERCU. To znaczy, wszędzie mi dobrze, byle nie za długo. Ciągnie mnie do skrajności, do najwyższych gór, najdłuższych szlaków, najtrudniejszych przejść, niekomfortowych warunków, najdzikszych pustkowi, najbardziej niedostępnych lokalizacji. Nie wystarczy mi pojechać i zobaczyć, chcę to przeżyć, być tam i doświadczyć tego ogromu góry, wyczerpania organizmu, dyskomfortu fizycznego czy odosobnienia. Właśnie dlatego, że odbieram te skrajności jako bardzo pozytywne! Czy to już wariactwo? :)

W górach bywałam raz na jakiś czas już w dzieciństwie, ale to w sierpniu 2015 roku pojechałam pierwszy raz z psem. Wyszłam wtedy na niezobowiązujący spacer po Górach Opawskich i tak się to wszystko zaczęło. 4 miesiące później, w grudniu, stanęłam na jednym ze szczytów włoskich Alp. Drepcząc pierwszymi szlakami nie byłam świadoma niezwykłości furtki, którą otworzyłam i ile wspaniałych momentów mnie spotka. W międzyczasie zaraziłam się bakcylem biwakowania, a wszystkie moje doświadczenia złożyły się na bardziej zaawansowane eskapady, jak wielodniowe trekkingi czy roadtripy przez pół Polski. A 3 lata później przeszłam 100km 5-dniowy trekking po Czechach i Polsce. Dziś mam apetyt na więcej. Obecnie realizujemy plan zdobycia Korony Gór Polski i planujemy wyjazdy w wyższe partie Tatr oraz Alpy. No i Główny Szlak Sudecki. 440km to nie byle dystans

Odkąd pierwszy raz zabrałam psy w góry, towarzyszą mi one już za każdym razem. Od początku licząc, wspólnie na własnych nogach i łapach przeszliśmy już ponad 700km. Psy są stałą częścią naszego wyprawowego teamu i nie wyobrażam sobie wędrówki bez tych dwóch gagatków! Obydwa moje psy są zaprawione w górskich i podróżniczych bojach. Są nauczone perfekcyjnej jazdy w pociągach i autobusach (w klatce i poza), biwakowania, komend „sterujących” na szlaku, życia w dziczy i całodziennej fizycznej aktywności.

Fibi jest najmniejszym i najstarszym członkiem naszej ekipy, a mimo to posiada doświadczenie równe mojemu. To z nią zaczęłam wyjeżdżać na różne krańce Polski, po raz pierwszy wybrałam się w góry, przeżywałam pierwsze zimowe przejścia oblodzonymi skałami masywu góry Praděd i to z nią zdobyłam swój pierwszy alpejski wierzchołek. To pies turystycznie wprawiony lepiej niż niejeden ludzki turysta! Kiedyś zastanawiałam się, czy da radę przejść 8km na spacerze ze znajomymi, a teraz śmiga 25km i to po górach! Zjechała ze mną tysiące kilometrów pociągiem i przeszła setki kilometrów. Najbardziej lubi podejścia, wypłaszczenia ją nudzą i zawsze wlecze się gdzieś z tyłu. Podczas przystanków wdrapuje się na najwyższe punkty w okolicy dając wyraz duszy terriera – obserwatora. Mimo niewielkich rozmiarów doskonale sobie radzi na większości typów szlaków. Znika w pokrywie śnieżnej, bo ta często jest wyższa od niej. Idealnie wyłapuje moment dobranocki – kładzie się wtedy na śpiworze i biada temu kto spróbuje ją z niego zepchnąć. W nocy przychodzi często zakopać się razem z człowiekiem wewnątrz śpiwora. Jest bardzo kochanym i skutecznym grzejniczkiem. Sama źle znosi zimno, ale nie sposób się dziwić, skoro mając 30cm wzrostu szoruje brzuszkiem po śniegu i zachlapuje go błotkiem z kałuż!

Krakers od małego był wychowywany na górołaza. Dołączył do nas na przełomie lipca i sierpnia 2017 roku, a we wrześniu 2017 zdobył swój pierwszy szczyt – prawie półtoratysięcznik. Większość trasy pokonał wtedy w plecaku. Wciąż jest jeszcze młody i narwany, w przeciwieństwie do Fibi preferuje prowadzenie naszej ekipy, więc dobrze sprawdza się jako pies na czele. Dobrze znosi zimno, ale za to nie najlepiej bryka mu się w upały. Nie ma dla niego znaczenia czy idziemy pod górkę, z górki, czy po płaskim. Mimo swojego szaleństwa jest wychowany na outdoorowego dżentelmena i trzyma się szlaków nie zbaczając na bok. Często zaczepia napotkanych ludzi, ale z racji odosobnienia potrafi w ciągu kilku godzin zdziczeć i obszczekać ludzkie sylwetki po całym dniu samotnego trekkingu. Zręcznie pokonuje wszelkie przeszkody i skacze na niesamowite odległości. Prawdopodobnie w genach ma domieszkę jakiejś tatrzańskiej kozicy. Doskonale wyczuwa moment biwaku i gdy tylko odpinamy namioty od plecaka znajduje sobie miejsce w którym usypia. Podobnie na postojach, potrafi bardzo szybko zwinąć się w kulkę i zasnąć, przy czym nie ma dla niego znaczenia gdzie będzie spał – na środku szlaku, chodnika, w wysokiej trawie czy wklejony w skalne zagłębienie. Mimo samczej natury często przychodzi się przytulić.

Najwyżej położony szczyt na jakim była Fibi miał prawie 3000m n.p.m
W górę!