Europa z psem / Swoją drogą

Nikt mi nie powiedział, że świstak świszcze i że w Dolomitach nie lubią psów

Wróciliśmy właśnie z krótkiego, bo raptem dwudniowego trekkingu po Dolomitach. Kręciliśmy się w okolicach masywu Selli i grupy Sassolungo. Najwięcej czasu spędziliśmy w rejonie Secedy (2519m npm) i łąk, które roztaczają się na jej południowym zboczu. To był bardzo intensywny czas! Przeganiani z kąta w kąt przez burze z deszczem i gradem nie zrealizowaliśmy w pełni swojego trekkingowego planu. Wrażenia po pobycie we Włoszech również mamy słodko-gorzkie. Co i raz padało hasło: nikt mi nie powiedział, że… Sporo rzeczy nas po prostu zaskoczyło, zdziwiło. Niektóre nas rozczarowały, inne nadawały smaku naszej wyprawie. Jeszcze inne były zburzeniem instagramowych idei…

Żeby nie było, nie narzekam! Ten wyjazd miał lepsze i gorsze chwile, ale wszystko to jest doświadczeniem, którego nie rozpatruję w kategorii złe i dobre. Po prostu jest. I się nim z Tobą dzielę :)

Konkrety!

Nasz widok „z okna” ;) #morningslikethis! ;)
Nikt mi nie powiedział, że…
…tam można spać na dziko!

Przeglądając przed wyjazdem różne posty, zdjęcia i artykuły wybadałam dokładnie temat spania na dziko. Kempingi są tam rzadko rozsiane, a cena za nasz komplet (2 osoby, 2 psy i namiot) to 50 euro. To tyle co za 2-3 gwiazdkowy hotel rezerwowany z wyprzedzeniem. Chcieliśmy więc spać gdzieś w lesie, ale okazało się, że prawo we Włoszech jest dość surowe. Szczególnie w tym regionie, do którego my jechaliśmy (Południowy Tyrol). Fantastycznie! Nie i koniec. Przez dwie noce kitraliśmy się po krzakach obawiając się przypadkowych strażników (wiecie, obcy kraj, nie znacie zwyczajów). Drugiego dnia wieczorem na samej Secedzie (!!!) spotkaliśmy trzy ekipy, a namiotów było łącznie 5. Jedna z ekip powiedziała nam, że kemping jest nielegalny, o ile siedzisz przez kilka dni w miejscu i robisz syf. „Staying overnight” od zmierzchu do świtu jest od biedy akceptowalny, a przynajmniej moralnie „przepychalny”. ;) Podejrzewam, że potencjalni strażnicy mieliby o tym zupełnie inne zdanie, ale poczułam się głupio kitrając się przez dwa dni w mało widocznych miejscach, podczas gdy tutaj Japończycy rozbijali się na samym szczycie jednej z najpopularniejszych fotograficznie gór w Dolomitach.

…doba w schronisku kosztuje 450zł za osobę

:)

Na tej łące pod Secedą jest cała masa schronisk, ale niestety trochę się cenią. Większość z nich w ogóle nie oferuje noclegów – tylko jedzenie i popijanie winem. Co prawda im niżej tym taniej, ale w bodaj najwyższym oferującym noclegi schronisku opłata za 1 osobę/1 noc to ponad 100€. Tak tak, wiem, nie powinno się przeliczać polskich złotych na euro, bo można osiwieć. Ale jak się jedzie budżetowo, to się liczy każdy grosz! ;)

Hala pod Secedą

Przy szukaniu tam noclegu z psem można się niejednokrotnie odbić od bańki pełnej niechęci. Jedyne schronisko, które powiedziało, że by nas przyjęło z psami to Rifugio Firenze (i to bez dopłaty za psa!). Koszt 26€ za samo łóżko w pokoju wieloosobowym, bez śniadania. To już całkiem normalna cena (mimo, że wciąż europejska). Niestety inne schroniska (np. Juac Hutte) nie chciały słyszeć o noclegu z psami. Może inne przyjmują. Te, które wybadaliśmy – nie.

Sam region jest bardzo psiolubny. Możesz wchodzić w wysokie góry, zajadać się w schroniskach, wjeżdżać gondolami na trzytysięczniki… Ale nie możesz tam z psem spać.

Szkoda wielka, ale region w którym byłam (Val Gardena) jest bardzo nastawiony na bogatych turystów, którzy przyjechali troszkę pochodzić, pojeździć, dużo zjeść, dużo wydać i wrócić do domu. Dla turystów z plecakiem, namiotem, psami i „tradycyjnym” podejściem do gór trochę tam nie ma miejsca. Na szlakach wszyscy wyekwipowani za grube tysiące. Na stokach majaczy sprzęt najwyższej jakości. Nie ma w tym nic złego, sama upolowałam plecak za blisko tysiaka, fajnie – ale gdzieś w tym wszystkim zagubiła się taka, wiecie, swojskość, przyjazność – bez nadęcia.

Wydaje mi się, że to bardziej wysokogórskie hotele, niż schroniska jakie znamy z Polski. Do siedzenia i gapienia się na widoki. Mimo to nawet te najładniejsze i najbardziej wychuchane nie zabroniły nam po prostu przesiedzieć w środku w najgorszą pogodę – to duży plus!

Jeśli chcesz nocować w normalnej kwaterze to region Alta Badia przygotował spis psiolubnych kwater. Jeśli zgłodniejesz, to jest też spis psiolubnych restauracji i chat.

Nikt mi nie powiedział, że…
…Seceda z Instagrama to zupełnie inne miejsce

Hashtag #seceda na instagramie obfituje w takie zdjęcia:

#seceda na instagramie

Tymczasem okazuje się, że to co widzicie na zdjęciu to widok z Secedy, a nie sama Seceda. Ba, sama Seceda jest wybitnie przeciętnym szczytem, na którym stoją dwie stacje kolejek i… wielki ukrzyżowany Jezus. Jest tam też taka blacha wygięta w koło, do której jak się wejdzie to można oglądać panoramę 360°. Tego nie można Secedzie odjąć – rozpościera się z niej widok dookoła na całą Europę!

Widok na Secedę 2519m npm z drona. Na szczycie stoi Jezus i okrągła konstrukcja do oglądania panoramy 360*.
Seceda 2519m npm. I Jezus.
Metalowa konstrukcja na Secedzie. Można porównywać ją do panoramy i nazwać szczyty, które widzisz.
Seceda 2519m npm. Metalowa konstrukcja, dzięki której możesz ponazywać to, co widzisz. W tle grupa Selli po lewej, a po prawej grupa Sassolungo.
…na wiele ważniejszych szczytów da się wjechać kolejką

Dramat wędrowców – iść i z honorem dźwigać ciężki plecak, czy za 12€ po prostu wjechać sobie kolejką?

My na Sasso Pordoi (2950m npm) wjechaliśmy kolejką, na Secedę na szczęście nie była czynna! ;) Widzieliśmy też na mapach, że kolejka jest nawet pod niemal samą Punta Penię – najwyższy szczyt Dolomitów. Te kolejki powstały z myślą o narciarzach, ale latem wiele z nich hula i przewozi turystów. W Dolomitach wiele z tych kolejek akceptuje psy. Wymagają tam smyczy i kagańca, ale tego kagańca np. na wjeździe na Sasso Pordoi nie sprawdzają – przynajmniej jak my byliśmy i jechał z nami jakiś york. Tutaj znajdziesz listę większości kolejek i informację, czy przyjmują z psami. Pamiętaj o godzinach ich kursowania!

Widok z gondoli na Sasso Pordoi (2950m npm). Wjechaliśmy w chmury!
…niechętnie tam mówią po angielsku

Niewiele osób mówi tam płynnym angielskim, a ze względu na historyczne zawirowania miejscowi posługują się włoskim i niemieckim. Jeśli znasz jeden z tych dwóch języków chociaż minimalnie – na bank zarezerwujesz sobie nocleg, zamówisz coś do jedzenia i kupisz bilet na kolejkę. Jeśli chcesz mówić po angielsku to nie sil się na skomplikowane zdania. Ja szybko nauczyłam się, że zamiast:

„Hello, can we stay here and just wait for the weather to get better without ordering anything?” („cześć, czy możemy zostać tu i poczekać aż pogoda się poprawi, bez zamawiania czegoś?”)

mówiłam:

„Hello, we sit here and wait. Not order. Just sit.” („Cześć, my siedzimy tutaj i czekamy. Nie zamawiamy. Tylko siedzimy.”)

I to żywo gestykulując. My. Tutaj. Pogoda. Nie zamawiać.

No i działało, a na mój zmęczony umysł to było nawet prostsze niż klejenie pełnych zdań. Na szczęście w niektórych chatach ludzie płynnie mówią po angielsku i da się z nimi pogadać i o potrawach, i o regionie, i o życiu… ;)

A teraz scrolluj uważnie!

Alpaka pod Secedą. Nikt mi nie powiedział, że można je tam spotkać! Przeurocze stworzenia.
Nikt mi nie powiedział, że…
…pod Secedą hodują alpaki, a świstaki są strasznie głośne

Ostatniego dnia po południu nagle przejaśniło się na tyle, że podjęliśmy decyzję o wyjściu w górę i zdobyciu Secedy. Byliśmy trochę sfrustrowani tymi całymi Dolomitami, bo ileż można modlić się, żeby Ci śpiwór nie przemókł i żeby przestało padać. Idąc w górę przy jednej z chat napotkaliśmy dwie pasące się w zagrodzie alpaki. Ten widok natchnął nas pozytywną energią, a 5 minut stania i gadania po polsku z alpakami („hej, wiesz że jesteś śliczna?”) wymazał smutki dotychczasowych przeżyć. Alpaki są super.

A świstaki… Wiedziałeś, że świstaki nazywają się świstaki, bo świszczą? ;) Dla mnie to nie było takie oczywiste (nie pytajcie dlaczego, po prostu „nikt mi wcześniej nie powiedział” i nie połączyłam wątków hahaha). One świszczą jak się nawzajem alarmują, a ja sama też miałam ochotę zacząć krzyczeć jak zobaczyłam swojego pierwszego świstaka 5 metrów ode mnie jak wyszłam zza zakrętu. Nie wiem kto się wtedy bardziej zdziwił, ja czy on. Ten świst jest szalenie głośny i niesie się po górach. Szkoda, że zazwyczaj oznacza niebezpieczeństwo dla tych wiewiórkowatych. Same świstaki są w ogóle śmiesznymi stworzeniami – takie pączki na krótkich łapkach. Są przy tym niesamowicie zwinne jak robią te swoje stójki, spójrz sam:

Świstak na Secedzie. Kiedy się boją lub patrolują okolicę, robią stójkę.
…Dolomity to strome góry są jednak

Last but not least, okazało się, że w Dolomitach można kręcić naprawdę duże przewyższenia. Możesz mi powiedzieć: głupia, przecież jechałaś w Alpy, to czego się spodziewałaś… no i w sumie miałbyś rację. Ale jak któregoś dnia zrobiliśmy 5km „spaceru” i 700m w górę… Gdzie dotychczas nasz rekord przewyższeń na jeden dzień to było 10km i 1000m w górę… No to się można zdziwić! Wysokości nabiera się błyskawicznie, niezależnie po jakim zboczu idziesz. Niestety równie szybko się ją traci na zejściach, a wtedy mięśnie ud krzyczą o przerwę częściej niż zazwyczaj. ;)

Z tego względu jak w Sudetach robię po 25km dziennie, tak w Dolomitach rozważałabym dzienny dystans 10km, tak żeby się jeszcze na widoki napatrzeć. Choć to wszystko zależy oczywiście od profilu trasy, bo są spacerowe szlaki po dolinach, po których można przejść dużo więcej!

No stromo, nie powiesz że nie!

No ale to nasze przeboje i przygody. Pewnie niejeden z moich czytelników był w tamtych okolicach i zebrał zupełnie inne doświadczenia. Nie szkodzi! Warto jednak wiedzieć, że tam gdzie jedziemy może nie być tak cukierkowo… Albo że niektóre rzeczy mogą po prostu nas zaskoczyć :)

Hej, to jeszcze nie koniec!

Kolejne posty o Dolomitach są w przygotowaniu. I zdjęcia. I może nawet film. Daj znać, o czym chciałbyś poczytać!

I pamiętaj o newsletterze!

Najwyżej położony szczyt na jakim była Fibi miał prawie 3000m n.p.m
W górę!