
Szlak przez Wodospad Łaby i Panczawy – relacja ze spaceru nad karkonoskie perełki
Jeśli wybierasz się w Karkonosze, pewnie już słyszałeś/aś o dwóch popularnych wodospadach – Łaby i Panczawy. Ja od dawna chciałam tam pojechać, ale nigdy nie było sposobności. Wydawało mi się, że dojście nad te wodospady jest długie i żmudne. Podczas ostatniego wyjazdu w Karkonosze ułożyłam tam jednak trasę nie najkrótszą, ale łatwą, przyjemną i dość płaską. Z całego serducha polecam ją ludziom i psom, na wędrówkę dla starszych, młodszych i o różnej kondycji!
Muszę jednak zaznaczyć, że Kefir miał wtedy około 6 miesięcy i nie przeszedł całego szlaku. Trasa ma łącznie 12-14 kilometrów, więc przez większość czasu niosłam go ja albo moja mama.
Opisywany przeze mnie szlak leży na terenie czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego. Zgodnie z czeskim prawem, możesz poruszać się po terenie tego Parku Narodowego z psem, trzymając go na smyczy i mając nad nim pełną kontrolę.
Parking
Auto zostawiamy na dużym, płatnym parkingu w narciarskiej, hotelowej miejscowości Horní Mísečky. Leży ona bardzo wysoko, dzięki czemu unikamy większości karkołomnego podejścia pod masyw.
Ceny parkingu się zmieniają i są zależne od pory roku. Zimą parking jest droższy niż latem. Również kampery płacą więcej, niż osobówki. W dużym uproszczeniu, ceny dla osobówki to 30 CZK za godzinę latem i 150 CZK za 3 godziny zimą. Alternatywnie, można zapłacić za cały dzień i wtedy płacimy 300 CZK niezależnie od pory roku. Cena za postój dla kampera przez cały dzień wynosi 500 CZK. Parking jest strzeżony automatycznym szlabanem, latem jest całodobowy a zimą od 8:00 do 17:00. Można płacić kartą, a w budynku obok są toalety. Jest to najwyżej położony parking i bardzo chętnie wybierany przez turystów, którzy zmierzają do źródeł Łaby.

Szlak do Panczawskiego Wodospadu
Wędrówkę rozpoczynamy w dobrych humorach, pomimo ponurej, jesiennej aury. Początkowo idziemy żółtym szlakiem, który prowadzi nas trawersem zbocza. Idziemy dziarko w mocnym tempie, bo wiemy, że to jedyne takie podejście na całej trasie. Jest długie i monotonne, ale jedyne! Im wyżej podchodzimy, tym gęstsza mgła nas otacza. Bez przeciwdeszczówki ani rusz, bo pada coraz silniejsza mżawka.
Humor prędko nas opuszcza, bo temperatura robi się nieznośnie niska, a my przemakamy pomimo sensownego ubioru. Idziemy tak już 4 kilometry, co przy ciągłej, mozolnej wspinaczce pod górkę z 3 psami i mamą trwa już ponad 1,5 godziny.


Docieramy w końcu do Vrbatovej boudy, położonej na wysokości około 1400 m n.p.m. Postanawiamy zatrzymać się tam na dłuższą chwilę, by się ogrzać, a przy okazji próbujemy przepysznych pankejków z jagodami. Kefir – wtedy jeszcze bardziej szalony, niż teraz – świetnie radzi sobie z natłokiem bodźców, choć wiem, że nie jest mu łatwo. To jego pierwsze doświadczenie z czymś w rodzaju górskiego „schroniska”!
We Vrbatowej boudzie rozważamy powrót do auta, ale po pocieszeniu się naleśnikami postanawiamy jednak pójść dalej. W końcu najgorsze za nami – teraz będzie już dość płasko.


I faktycznie, z Vrbatowej boudy ruszamy czerwonym szlakiem wprost nad Wodospad Panczawy. Na mapie odległość wydaje się mała, ale w rzeczywistości to ponad 1 kilometr, który pokonujemy w około 20 minut. Szlak początkowo jest otwarty, ale potem wchodzi w kosodrzewinę. Trochę trudno się tam wędrowało z Kefirem, bo nie było widać czy i kto nadchodzi z naprzeciwka. Kilka razy zaskoczyły nas postacie wyskakujące zza krzaka, ale dzielnie dotarliśmy do Wodospadu Panczawy.
Wodospad Panczawy z psem
Wodospad Panczawy mierzy 148 metrów, będąc najwyższym wodospadem w Karkonoszach, jak i w całej Republice Czeskiej. Punkt widokowy leży tuż przy szlaku, skąd możemy podziwiać wodospad u jego szczytu.



Muszę przyznać, że ten widok trochę mnie zawiódł… tak bardzo, że aż nawet nie mam zdjęcia z platformy widokowej widocznej na zdjęciu. 🤣 Ale wiem dlaczego i przestrzegam, bo Ty też możesz się zawieść. Po pierwsze, robiąc research tego najpopularniejszego wodospadu, to oczywiste, że natrafiałam na same najlepsze, nierealne wręcz zdjęcia zrobione w najwybitniejszych warunkach pogodowych, o zachodach i świtach. Po drugie, będąc na miejscu sama zgłupiałam, ale po powrocie do domu sprawdziłam to jeszcze trzy razy. Wpisując w Google „Wodospad Panczawy” wyskakują Ci zdjęcia Wodospadu Łaby. Te wodospady są po prostu bardzo blisko siebie i w jakiś dziwny sposób ludzie je mylą. Sęk w tym, że nad Wodospadem Łaby da się zejść na platformę widokową, która faktycznie w fenomenalny sposób eksponuje widok na kaskady i dolinę Łaby – zaraz Ci to pokażę.
Wodospad Panczawy możemy podziwiać jedynie z góry, choć i tego nie jestem pewna. Mam wrażenie, że niektóre zdjęcia znalezione w Internecie były robione gdzieś, skądś… poza szlakiem. Widoki są więc na pewno lepsze z innego miejsca, z jakiejś półki skalnej, nieoficjalnie wydeptanego punktu widokowego. Ja ich nie znalazłam, a nawet nie szukałam. Byliśmy zmarznięci i nie chciałam ryzykować skakania tu i tam ze szczeniakiem na smyczy i seniorką w plecaku.




Jak dojść do Wodospadu Łaby?
Kiedy nacieszyliśmy już oko kaskadami Wodospadu Panczawy, ruszyliśmy dalej. Idąc wciąż tym samym, czerwonym szlakiem, raz po raz odsłaniają się przed nami widoki. Idziemy po krawędzi skalnej ściany, a w dole czasem widać przepięknie meandrującą, raczkującą jeszcze Łabę. Widok jest niesamowicie piękny i dziki. Tak właśnie wyobrażam sobie Karkonosze. Z tym je kojarzę!

Kilometr dalej docieramy do Labskiej boudy. To potężny, hotelowy moloch, który z premedytacją omijamy. Za budynkiem zaczynają się kamienne schodki, które prowadzą aż do punktu widokowego na Wodospad Łaby. To najpiękniejszy, najdzikszy widok, jaki kiedykolwiek widziałam. Wodospad Łaby był celem naszej wycieczki i ani trochę nie zawiódł. Stojąc tam i podziwiając ten spektakl wyrysowuję oczami trasę przez dolinę. Tamtędy też można tu przyjść, ale na koniec trzeba się po tej pionowej skale wdrapać zygzakiem. Kiedyś tego spróbujemy!

Przez chwilę mamy ten wodospad tylko dla siebie. Cieszy mnie to bardzo, bo platforma jest niewielka. Uciekamy stamtąd, kiedy widzę zbliżających się w naszym kierunku ludzi.




Wracamy do auta po własnych śladach, bo już dość zmarzliśmy. Jeśli chcesz przedłużyć wycieczkę, możesz pójść jeszcze czerwonym szlakiem nad źródło Łaby, czyli źródło tej rzeki, której wodospad właśnie podziwialiśmy. Ze źródła wrócisz czerwonym szlakiem do Vrbatovej boudy, a stamtąd tak jak przyszliśmy, żółtym szlakiem po zboczu. Jeśli nie masz już siły łazić po kamieniach, to możesz wrócić na parking idąc drogą dojazdową. Jest to zdecydowanie dłuższa trasa i czasem jeżdżą po niej autobusy, ale nie trzeba patrzeć pod nogi.



Cała ta trasa miała nam zająć około 4 godziny, ale zajęła nam nieco więcej, ze względu na przystanek we Vrbatovej Boudzie. Parszywa pogoda nie zmienia tego, że moim zdaniem szlak jest bardzo przyjemny, malowniczy i idealny nawet dla osób i psów o słabszej kondycji lub motoryce. :)
Niesamowicie się cieszę, że nie zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki i odwiedziliśmy zarówno Wodospad Panczawy, jak i Wodospad Łaby. Z pewnością tam wrócę w niskim sezonie i spróbuję podejść niebieskim szlakiem przez dolinę Łaby. Z dołu te wodospady z pewnością wyglądają spektakularnie, a ja chciałabym się im dokładniej przyjrzeć.
Udanej wędrówki!





