Kłodzką Górę od lat jakoś pomijałam w swoich wędrówkowych planach, bo jest górą niewielką, niepozorną i jedyne co tam przyciąga to pieczątka do Korony Gór Polski. Przypomniałam sobie o niej szukając krótkiego szlaku na zimowy spacer wraz z pierwszym tegorocznym śniegiem. Trasa okazała się krótka, ale wcale nie łatwa. Zimowa aura dodała jej jeszcze bardziej wyprawowego charakteru. Zobacz, jak weszłam z psami na Kłodzką Górę!
Którędy iść na Kłodzką Górę?
Kłodzka Góra leży na północno-wschodnim krańcu Gór Bardzkich, tak jakby zamykając to pasmo. Wcisnęła się pomiędzy Kłodzko, Bardo i Złoty Stok, a na jej szczyt da się wejść pieszo z trzech stron. Najkrótsza trasa prowadzi z Przełęczy Kłodzkiej, skąd podejście na Kłodzką Górę ma niecałe 3 kilometry, ale jest najstromsze ze wszystkich. Drugi wariant podejścia zaczyna się na Przełęczy Łaszczowej. Jest o 300-400 metrów dłuższy, ale nieco łagodniejszy. Ostatnia, trzecia trasa prowadzi żółtym szlakiem i jest najdłuższa (około 5 kilometrów podejścia). Żółty szlak na Kłodzką Górę zaczyna się na obrzeżach Kłodzka, nieopodal Jaszkówki.
Jeśli nie masz auta, to polecam Ci wariant, który planowałam od lat i nigdy go nie zrealizowałam, to jest z Barda do Kłodzka przez Kłodzką Górę. Wysiadasz na stacji w jednej miejscowości i idziesz do drugiej, przez góry – Kalwarię, Ostrą Górę i Kłodzką Górę… albo na odwrót. 😊 Po drodze możesz odbić na Zamek w Bardzie, z którego rozciąga się przepiękna panorama na meandrującą w dolinie rzekę i samo Bardo. Nie robisz pętli, ale też nie idziesz po własnych śladach. Taka wędrówka zajmie Ci około 6 godzin (17,5 kilometra).

My wybraliśmy ten najkrótszy i najbardziej stromy wariant, co zimą mogło okazać się karkołomnym pomysłem.
Przełęcz Kłodzka – parking
Auto zaparkowaliśmy na sporym, darmowym parkingu dokładnie na Przełęczy Kłodzkiej. Wjazd na ten parking nie jest najprzyjemniejszy, tym bardziej że drogą, przy której jest położony, jeździ mnóstwo ciężarówek… A sam parking jest na zakręcie.

Niebieski szlak na Kłodzką Górę
Z parkingu ruszamy niebieskim szlakiem pod górkę. Początkowo gubimy oszlakowanie, bo ruszamy przez szlaban. Po chwili orientujemy się, że szlak prowadzi nieco po lewej. Ta pomyłka na szczęście nic nas nie kosztuje i szybko trafiamy na właściwy szlak. Był to jednak pierwszy sygnał, że sypiący od 2 dni śnieg przykrył wszelkie ścieżki i trzeba wytężyć wzrok za znakami na drzewach.
Po 200 metrach spokojnego spaceru szlak odbija gwałtownie pod górkę. To tu zaczyna się najbardziej stromy, około 400-metrowy odcinek szlaku. Porównałabym go do podejścia na Kowadło w Górach Złotych/Bialskich, albo na Borową czy Waligórę w Górach Kamiennych. Wdrapujemy się krok za krokiem, ale pod śniegiem znajduje się jeszcze jesienna warstwa liści.
Szlak jest nie tylko stromy, ale i dość śliski. Sprawna wspinaczka jest możliwa tylko dzięki kijkom, które pomagają mi trzymać równowagę i nie opierać całego ciężaru na stopach. Pieski oczywiście prą pod górkę niemal bez zadyszki. Nieobcinane ostatnio pazurki wczepiają się tak w śnieg, jak i w liście pod spodem. Ja za to zaczynam zastanawiać się, czy w drodze powrotnej chcę tędy schodzić?




W śniegu wydeptane są ślady tylko jednej osoby. To one wyznaczają mi kierunek i dzięki nim mogę. Docieramy do Podzameckiej Kopy i położonej zaraz za nią Przełęczy Podzameckiej. Ten odcinek daje nam chwilę wytchnienia. Tak będzie wyglądać cała reszta szlaku – trochę do góry, trochę w dół. W drodze z parkingu na szczyt mamy do zdobycia 3 takie mniejsze szczyty. To wspomniana Podzamecka Kopa, a dalej Grodzisko i Jelenia Kopa.
Gdzieś pod szczytem Grodziska spotykamy autorkę jedynych śladów w śniegu. Wyjaśnia mi, że doszła tylko do Grodziska i zawróciła. Faktycznie, gdy poszliśmy dalej i dotarliśmy na 2 z 3 „przedszczytów”, ślady w śniegu się urwały. Byliśmy w połowie drogi na Kłodzką Górę i od tego momentu musieliśmy torować szlak samodzielnie. Na szczęście śniegu nie napadało aż tak dużo – może do połowy łydki – a ścieżka była dobrze widoczna pomiędzy zaroślami.
Im dalej w las, tym piękniejszy krajobraz odkrywaliśmy. Im wyżej, tym więcej było śniegu, i to takiego niezadeptanego przez nikogo, nawet zwierzęta. Wraz z wysokością i zbliżającym się zmrokiem pojawiły się też mgły. Spójrz tylko na te zdjęcia – było MAGICZNIE!




Kłodzka Góra – szczyt i pieczątka do KGP
Po około 1,5 godziny wędrówki z licznymi przerwami na zdjęcia, docieramy w końcu na szczyt. Ku naszemu zdumieniu, śnieg na szczycie był zupełnie nierozdeptany. Byliśmy pierwszą ekipą, która tego dnia weszła na Kłodzką Górę! Wtedy myślałam też, że jedyną. 😉
Na szczycie Kłodzkiej Góry robimy sobie pamiątkowe zdjęcie i wbijamy pieczątkę do książeczki. Znajdujemy ją w takiej samej skrzynce, jak np. na Rudawcu czy Kowadle. Kłodzka Góra jest naszym 13 z 28 szczytów – Kowadła nie liczę, bo wchodząc tam… nie zabrałam ze sobą książeczki. 😅




Na wieżę na Kłodzkiej Górze nie można wejść z psem, dlatego zaraz po podbiciu pieczątki zawijamy do domu. Z Kłodzkiej Góry wracamy po własnych śladach, schodząc tym samym szlakiem, którym weszliśmy. Po drodze mijamy autorkę śladów, które prowadził nas przez pierwszą połowę trasy. Okazało się, że jednak zawróciła i poszła po NASZYCH śladach wprost na szczyt. Mijamy jeszcze jedną parkę z psem, więc domyślam się, że tego dnia na szczyt weszły przynajmniej te nasze trzy ekipy.
Cała trasa niespełna 6 kilometrów według map miała nam zająć 2 godziny i 10 minut – ostatecznie wyszło 2 godziny i 25 minut. Idąc w śniegu, pod stromą górkę i z górki, z licznymi przerwami na zdjęcia oraz nagrywanie… myślałam, że wyjdzie więcej. Nastawiałam się raczej na zimowe 3 godziny, ale musieliśmy w takim razie nieźle pocisnąć.
Udanego wędrowania!






