18.01.2020

Podsumowanie roku

Podróżnicze inspiracje na 2020 rok

Pewnie i tak napiszę obszerne i pełne wspomnień podsumowanie minionego roku, ale nie oszukuję się – takie posty służą głównie ich autorom. Po paru miesiącach czy latach można sobie do tego wrócić i powzdychać z nostalgią wspominając to, co w pamięci już się dawno przetarło. Fajne to, ale dla odbiorców pewnie dość miałkie. Dlatego w ramach praktycznego podsumowania podrzucam Wam spis rzeczy epickich – wyjazdów, ekwipunku, patentów, aplikacji – które odkryłam w ciągu minionego roku albo które nabrały większego znaczenia.

Z tego posta dowiesz się:

  • które kierunki najbardziej nam się spodobały?
  • czego nowego nauczyły nas góry?
  • skąd braliśmy inspiracje?
  • z jakimi ludźmi pisaliśmy wspólne rozdziały?
  • jaki sprzęt zyskał drugą szansę i co nowego zagościło w naszych plecakach?
  • …i parę innych.

No to wio!

Spis wędrówek

Kiedy pod koniec 2018 chciałam z czystej ciekawości podsumować co zrobiliśmy w ciągu minionego roku – przyrzekam – mało się nie rozpłakałam z bezsilności. Nie było wtedy regularnie prowadzonego Instagrama, bloga czy fanpejdża. Nigdzie nie publikowałam relacji ze swoich wyjazdów, ani nawet nie mówiłam nikomu, że wyjeżdżam. Co więcej, zdjęcia były roztrzepane po dysku i jedynie z pamięci mogłam odtworzyć chronologię wyjazdów, na której BARDZO mi zależało.

W 2019 przyrzekłam sobie, że będę spisywać każdy wyjazd wraz z interesującymi mnie statystykami. Możecie się zastanawiać dlaczego ma to dla mnie aż takie znaczenie, ale ja to po prostu lubię. Pękanie kolejnych setek to jedna z moich motywacji do wędrówek, no!

Tak powstała tabelka i kilka automatycznie zliczających dane komórek. Dzięki niej wszystko pamiętam, ale też wiem co wpisać w licznik na stronie głównej!

Muflon zimą

Wyobraźcie sobie taką scenerię – góry, śnieg po kolana i jeszcze przyprósza. Ciężko się poruszać w głębokim śniegu, więc nikt nie wychyla nosa na zewnątrz. Panuje cisza i spokój, i chillout. Siedzicie w drewnianym schronisku przy ogromnej ławie pijąc gorącą herbatę. W tle leci cicha muzyka, ktoś uwija się w kącie dopakowując plecak. Patrzycie za okno, a tam góry i położona w dolinie mała miejscowość, równie spokojna atmosfera.

No i tak jest właśnie w schronisku pod Muflonem. DOKŁADNIE tak!

Warto wybrać się tam poza „dniami szczytu”, to znaczy najlepiej w tygodniu albo w jakiś mało obiecujący atmosferycznie weekend. Przenocować i cieszyć się gigantycznymi soplami zwisającymi tuż za oknem albo widokiem na odległe Góry Stołowe i Szczeliniec Wielki… i jeszcze te Duszniki tam w dole, które nocą pięknie się mienią!

Pierwsza solo wędrówka

Miałam iść solo na Główny Szlak Sudecki, ale ze względu na zdrowotne perypetie Fibi musiałam przełożyć ten plan na następny rok. Myślę, że dobrze się stało, bo dzięki temu zrobiłam mniejszą wersję GSS, taką próbę generalną. Przeszłam 70 kilometrów wzdłuż Kotliny Kłodzkiej. Wyszło podczas tej przygody kilka niedociągnięć i wiem już, że GSS będę musiała zaplanować trochę inaczej. Krótsze odcinki, inny system ogarniania noclegów…

Tak czy siak odkryłam magię samotnego wędrowania. Byłam w miejscach, gdzie psy dupami szczekają, ale we wsi obok. Takie zadupie, poważnie. Radziłam sobie z wiatem, z ulewami takimi że mi wodoodporna kurtka przemokła, z niżem Mortimerem który płatał figle średnio co godzinę, z wałami fenowymi też. Sama z psami i ze swoimi myślami. Epicka sprawa i na bank to powtórzę, tak żeby sprawdzić przed GSSem czy na bank jestem gotowa. Prawdopodobnie w Górach Izerskich.

A o magii samotnych wędrówek pisałam też w specjalnym poście o magii samotnych wędrówek. ;) Jeśli ktoś się zastanawia czy warto, to powiadam Wam – przeczytajcie.

Kijki

No żesz.

Ekwipunkowe odkrycie roku, przysięgam.

Kupiłam je pod wpływem chwili tuż przed majówkowym trekkingiem i stwierdziłam, że co ma być to będzie. Najwyżej przez 5 dni będę jojczyć, że mi przeszkadzają. Wybrałam takie z Decathlonu. Kosztowały grosze w porównaniu z tym co oferuje rynek. Od maja zabieram je ze sobą już na KAŻDĄ mniejszą lub większą wycieczkę.

Chodząc bez kijków po górach z dużym obciążeniem (>13kg) obrywały mięśnie ud i pleców oraz stawy, które musiały amortyzować większość potknięć i stąpnięć.

Wiwat kijki!

Odkąd chodzę z kijkami dalej wszystko mnie boli… ALE! Czuję że uruchamiam całe ciało i że choćby mięśnie ramion biorą na siebie część wysiłku związanego ze schodzeniem lub wchodzeniem pod górkę. Mam lepszą stabilizację i za równowagę odpowiada caaałe moje ciało, a nie tylko nogi i mięśnie pleców. Po prostu – wyobraźcie sobie, że jak tracicie równowagę, to możecie podeprzeć się rękoma zamiast wywijać kręgosłupem.

Takie kijki jednym podpasują, a innym będą zawadzać. Jedni się w nich zakochają, a inni stwierdzą, że to o kant d… roztłuc. Ktoś (jak ja) powie, że kijki odciążają organizm, a ktoś inny w ogóle nie będzie widział różnicy. Niemniej jednak polecam spróbować!

Na nowo polubiłam się ze sprzętem fotovideo

Bardzo żałuję, że na trekking w 2018 roku nie zabrałam porządnego aparatu, bo uznałam go za zbyt ciężki.

Waga mojego zestawu jest ogromna – szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę dźwiganie tego tobołka na własnych plecach. Aparat z obiektywem około 1300g, dron z kontrolerem i akcesoriami kolejne 1200g… Jak mi się przywidzi jeszcze statyw to mam dodatkowe 1000g. Trzy i pół kilo w skali 15-20kg plecaka kwalifikuje się do kategorii szaleństwa.

Ale w 2019 bardzo zadbałam o to, by polubić robienie zdjęć na nowo. Zabierałam aparat i drona na każdą wycieczkę i wyprawę, miałam je zawsze przy sobie.

Jak z powrotem znalazłam wenę?

Wpisałam robienie zdjęć w jeden z elementów wędrówki. Pomogło mi w tym kilka patentów i rozmyślań:

  1. Sprzęt fotograficzny to narzędzie, a nie tobołek.
  2. Narzędzia nosi się zawsze pod ręką! Pomógł mi w tym autorski szacher macher z linki i klamerki, dzięki któremu podpinam sobie aparat na wysokości klatki piersiowej. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale sprawia, że nie wisi mi 1,3kg na szyi przez 70km…
  3. Rozwijaj się! Internet jest pełen tutoriali – szczególnie YouTube jest kopalnią darmowej wiedzy o wszystkim. Czasem wystarczy obejrzeć jeden 15-minutowy poradnik, by odzyskać chęci do strzelania zdjęć.
  4. Inspiruj się! Odkryciem roku są kolekcje na Instagramie i zapisywanie ciekawych kadrów i zdjęć które mają w sobie „to coś”. Na wyjazdy jadę z kilkoma pomysłami na kadry, które chcę złapać, ale…
  5. Zaczęłam sobie pozwalać na swobodę. 95% moich zdjęć przedstawia naszą wędrówkę taką, jaka jest. Nauczyłam się dostrzegać, a nie tylko kreować rzeczywistość. Przyglądam się naturze, podziwiam jej piękno, patrzę na psy i daję się im urzec. I to właśnie staram się zatrzymać na zdjęciach.
  6. Czyść sprzęt. Z wewnątrz, z zewnątrz – zadbaj o to swoje narzędzie, bo wiernie towarzyszy Ci na każdej wędrówce w słoneczne dni, w deszcz, w zawieruchy, w lesie, w górach, na plaży. Należy mu się porządeczek.
  7. Poznaj swój sprzęt. Aparat to nie tylko tryby P/A/S/M i autofokus. Być może znajdziesz w ustawieniach menu coś dzięki czemu prościej Ci będzie łapać ostrość, ułatwi obróbkę, zainspiruje albo sprawi, że fotografia nie będzie tak frustrująca jak dotychczas?

To wszystko sprawiło, że moje zdjęcia ze stycznia i z grudnia różnią się diametralnie! Najlepiej widać to przeglądając zdjęcia z całego roku, które umieściłam w albumie na naszym fanpage.

Góry Stołowe

Przyciągają nas tak bardzo, że w tym roku byliśmy w nich częściej niż w jakichkolwiek innych górach.

Już się w nich kiedyś zakochałam. W tym roku wróciłam tam, by zebrać dobry materiał, wrócić i zauroczyć Stołowymi moich czytelników. Opublikowałam wpis: Najpiękniejszy szlak w Górach Stołowych, który do tej pory jest najchętniej czytanym przez Was artykułem. Piszecie też, że byliście i że faktycznie miejsce jest przepiękne. Niektórzy nie chcą uwierzyć, że to co zobaczyli działo się w Polsce…

Ze szlakiem poradzą sobie także początkujący. To idealne miejsce, żeby zacząć łazić po górach.

Ludzie i wydarzenia

W 2019 zadbałam jak nigdy przedtem o to żeby nie być taką samotną bułą. Samotne buły są zagrożone brakiem inspiracji i porządnej dawki uśmiechu. Dlatego zrobiłam to! Zaczęłam ruszać się z domu, udzielać prelekcji i warsztatów. Ale pal sześć moje wystąpienia. Najlepsze co mnie spotkało to trzy eventy blogowo-podróżnicze.

See Bloggers 2019 otworzyło mi oczy i zmotywowało do pracy nad moimi social mediami. Dwa dni pełne wykładów pokazały mi jak dużo jest jeszcze do odkrycia. Złapałam zajawkę i od tamtej pory świadomie rozwijam Dzikość w Internetach!

Jesienią miałam okazję być częścią I (słownie: pierwszego! w Polsce a może nawet i na świecie!) Festiwalu Podróżników na Czterech Łapach. To tam poznałam wielu świrów podobnych do mnie, takich z zajawką na psy i podróże.

Chwilę później spontanicznie trafiłam na World Travel Show. To specyficzny event podczas którego przez 2-3 dni biega się od sali do znajomego, od znajomego do sceny, od sceny przez kolejnego znajomego do innej sali iii tak w kółko. Zwieńczeniem intensywnego weekendu były integracje, które w kreatywnym i pozytywnym gronie po prostu resetują wszelkie wewnętrzne rozterki.

Ja dziękuję…
…a tym, którzy ich nie znają, polecam!

@podroze_z_pazurem – zarażają autentycznością i podejściem do świata. Podpowiadają mi wypracowane przez dwuletnią podróż patenty, a ja im czasem pomagam nie zgubić się w algorytmach Instagrama.

@podrozodbyta – nie przepadałam, dopóki nie poznałam osobiście. Teraz uwielbiam, z każdym stories uzależniam się coraz bardziej i trzymam kciuki za tak uparcie torowaną ścieżkę kariery!

@vukvuk_blog – można by powiedzieć, że to słodko-kwaśna relacja zbudowana na klątwach i motywacyjnych kopach w tyłek. Niezmiennie jednak cenię ją za merytoryczne dyskusje, głos rozsądku i poszukiwanie swojej ścieżki!

@bthegreat_pl – dość powiedzieć, że znając się tylko przez Internet zaufałam jej na tyle, by zabrać ją ze sobą na kilkudniowy trekking po górach. To było coś!

@pufoswiat – to dzięki nim zaczęłam robić pierwsze malutkie przemówionka, takie pre-prelekcje! Poza tym łudzę się, że wyciągnę ich kiedyś pod namiot.

@barkside.pl – trzymam kciuki i wspieram całym serduchem! Chciałabym w wieku czternastu lat tak ogarniać to co się wokół mnie dzieje i umieć tak precyzować swoje pomysły!

@kes_theincredible – pisze mi, że robi „tylko portrety”, a jednocześnie z każdym postem zaskakuje nowymi pomysłami, kadrami, zabawami i kształtami. Podejrzewam, że posiada jakiś wyższy poziom wtajemniczenia w umiejętności zwanej kreatywnością.

Newsletter

Dużo już tego, dlatego właśnie w newsletterze czeka na Was więcej inspiracji. Dowiecie się z niego:

  • jakie inne kierunki pokochaliśmy w 2019?
  • z jakich aplikacji i stron www korzystaliśmy najczęściej?

Wystarczy wklepać swój e-mail w okienko poniżej.

Nasz najdłuższy trekking trwał 5 dni i prowadził z czeskiego miasta Adršpach do Szczytnej w Kotlinie Kłodzkiej
W górę!