Wschód słońca z panoramą 360°. Szybki wypad na Sokolik Duży

- - - Wędrówki

Nie wiem czy się zgodzicie, ale moim zdaniem wschody słońca są fajne. Fajniejsze nawet od zachodów! Bo jest ciszej, bo ludzie jeszcze się nie obudzili, bo nocny zwierz dopiero chowa się w krzakach po harcach, bo jest chłodniej (to latem), bo te kolory są mniej nasycone, mniej spotykane. Wschód słońca ma tylko jeden minus – za każdym razem jest za wcześnie, żeby się na niego zwlec.

Ale w połowie stycznia zawzięliśmy się, uparliśmy i postanowiliśmy, że podczas dosłownie 24-godzinnego wypadu w Rudawy Janowickie musimy zahaczyć o wschód słońca na Sokoliku Dużym. Plan był prosty, a łagodne okoliczności wytrącały nam z ręki kolejne wymówki. Nie było ani za daleko, ani zbyt skomplikowanie, ani za wcześnie, ani za zimno, ani za pochmurno. No jakbyśmy nie poszli, to byłaby to kwestia tylko naszego lenistwa… Więc poszliśmy.

Zanim zaczniecie czytać dalej koniecznie obejrzyjcie film z tego wyjazdu.

YouTube video

Dojazd w Rudawy Janowickie

Ktokolwiek chciałby wschód słońca w górach zobaczyć na własne oczy pewnie już połączył wątki, że kurcze, żeby być o wschodzie w miejscu X, to trzeba by z domu wyjść o wiele wcześniej, a najlepiej poprzedniego dnia i przenocować gdzieś tak żeby się przez całą noc nie tułać po krzakach. Punkt za przemyślunek!

Dojazd w Rudawy Janowickie jest bardzo prosty. Pociągiem z Wrocławia jedzie się 2 godziny. Wysiadasz w Janowicach Wielkich i masz 10km z górką do schroniska. Z Trzcińska to nawet 3 kilometry, czyli tak… godzinka-półtorej wolnego marszu. Można wyjść w piątek z pracy o 16:00, pójść na pociąg (tak, pociąg, można w nim odespać trudy korpo) i o maksymalnie 21:00 być już w schronisku, w innym świecie. Brzmi jak prosty plan, nie?

Schronisko PTTK Szwajcarka

Schronisko, o którym mówię to PTTK Szwajcarka. Powstało w 1823 roku jako domek myśliwski na wzór budowli ze szwajcarskiej Wyżyny Berneńskiej. W kolejnych latach urządzono tu gospodę. Po II Wojnie Światowej Szwajcarka trafiła w ręce Lasów Państwowych, a w II połowie XX wieku należała już do PTTK i stała się schroniskiem górskim. Legendy mówią o grasujących tu duchach, a lokalsi opowiadają jak doszło tu do paru morderstw, ale easy-peasy, ostatnie było w latach 90. ubiegłego wieku (pani z Sanepidu odkryła zwłoki gospodarza w szambie).

Zejdźmy na ziemię! Mamy rok 2020!

Szwajcarka to pierwsze schronisko, w którym spałam, więc mam sentyment ogromny. Można z namiotem, a można z psem też w pokojach. Nie znajdziecie tu wielu luksusów, a ciepła woda JEST… o ile nie ma na nią zbyt wielu chętnych. Mają za to pyszne naleśniki z cynamonem i niepowtarzalny klimat schroniska, a nie hotelu.

Niezaprzeczalnym plusem jest położenie Szwajcarki. Dystans 1,5km na Sokolik i 800m na Krzyżną Górę (drugi z rudawskich cycków, to znaczy się punktów widokowych!) pozwala zdobyć każdy wschód bez marudzenia, że daleko. Na Sokolik idzie się 40 minut żwawym tempem.

A za te cycki to przepraszam, ale to…

Cycki Bardotki

Rudawskie Cycki, Janowickie Cycki, Cyce Rudaw, góry-cycki, Cycki Bardotki. Czy to niskich lotów technika sprzyjająca ściągnięciu Waszej uwagi? Ha, nic bardziej mylnego! Cycki w kontekście Rudaw Janowickich mają znaczenie unikatowe. Już tłumaczę! Sokolik to drugi najwyższy szczyt Rudaw Janowickich i góruje nad okolicą do spółki ze swoją siostrą – Krzyżną Górą. Dość powiedzieć, że dzięki swojemu charakterystycznemu wyglądowi nazywane są cyckami.

Gwarantuję Wam, że ich nie przegapicie. Nie da się ich pomylić!

Sokolik Duży (642m n.p.m.)

Jest wart uwagi z kilku względów. To drugi najwyższy szczyt Rudaw Janowickich. Jest też jednym z najpopularniejszych szczytów w okolicy, zarówno w kontekście wędrówkowym, jak i wspinaczkowym. To tutaj pojawiali się w ramach treningów wybitni alpiniści i himalaiści z Lwowem, Kukuczką i Rutkiewicz na czele.

Walorów wizualnych widoków z Sokolika nie da się podważyć. To jeden z niewielu szczytów jakie znam, z którego rozpościera się panorama 360°. Widać stąd Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie, Karkonosze, Góry Kamienne… a ponadto odległe pasma majaczące gdzieś na horyzoncie. Jesienią i wczesną wiosną można tu doświadczyć zjawiska zwanego laserami. Dzieje się tak za sprawą połączenia mgieł i słońca, które przebija się od tyłu przez korony drzew.

Dojście na Sokolik nie sprawi absolutnie żadnego problemu nikomu, kto nie opuszczał lekcji WFu w szkole. Schody zaczynają się dopiero pod koniec i to DOSŁOWNIE! Na sam szczyt prowadzą kręte, strome i ciasne schodki. Zimą są oblodzone, dlatego warto zachować szczególną ostrożność.

Z racji tych schodków szczyt nie jest dla wszystkich. Odradzałabym wejście osobom z lękiem wysokości lub z dużymi psami (takimi, których nie da się wziąć pod pachę). O ile samo wejście nie sprawia kłopotu, o tyle na zejściu kolana mogą się ugiąć. Schody są „dziurawe”, niezabudowane, a ponadto niektóre są z ażurowej kratki.

Popularność tego miejsca sprawia, że na szczycie bywa bardzo dużo osób, a platforma jest mała. Bardzo mała. Dlatego polecam wybrać się tam w środku tygodnia albo w jakiś niepopularny weekend.

Tym, którzy nie czują się na siłach walczyć ze schodkami polecam siostrzany szczyt Sokolików, czyli…

Krzyżna Góra (654m n.p.m.)

Położona tuż obok Sokolików. Nie prowadzą na nią schodki, a żeby wejść na szczyt trzeba się wdrapać po skałkach. Gdy oblodzona – bywa niebezpieczna, ale i człowiek i pies poradzi sobie lepiej tam, niż ze schodami. Na szczycie jest jeszcze mniej miejsca, niż na Sokoliku. Stoi tam też wielki, metalowy krzyż postawiony przez księżną Marię Annę Amalie z Hesji-Homburga, czyli żonę Wilhelma von Hohenzollerna – typka, który postawił Szwajcarkę i był właścicielem pobliskiego zamku, i bratem króla Prus też był. Napis na krzyżu głosi „Krzyża błogosławieństwo dla Wilhelma, jego potomnych i całej doliny„. No i stąd się wzięła nazwa Krzyżnej Góry.

ZOBACZ TEŻ  Trekking ku Karkonoszom (100km)

Widoki ze szczytu to głównie panorama Karkonoszy i Gór Kaczawskich. Drzewa zasłaniają akurat wschodnią stronę, więc widoki mogą nie być tak spektakularne jak na Sokoliku i na pewno nie doświadczycie tu laserów. Ale nie ma tego złego – Krzyżna Góra wygrywa w kategorii zachodów! Warto tu zajrzeć choćby na jeden z dwóch słonecznych spektakli.

Konkrety!

Jak myśmy to zrobili?

Wyjazd o 13:00 w poniedziałek, z Wrocławia, pociągiem. W Trzcińsku jesteśmy chwilę po 15:00. Z przerwami na zdjęcia i zachwycanie się widokami docieramy do PTTK Szwajcarki tuż przed 17:00. Jeśli chcecie zjeść w schronisku, to upewnijcie się, że gdy dojedziecie bufet będzie otwarty. My gotujemy sobie sami i o 19:30 zalegamy na łóżkach w ramach siesty.

Następnego dnia o 6:30 jemy przekąskę. Jest styczeń, więc wschód słońca też jest późno – to działa na naszą korzyść. Ruszamy w zupełnej ciemności. Ziemia mieni się od mrozu jakby posypana brokatem. Na Sokoliku stajemy około 7:20. Właściwy wschód ma być o 7:50.

Na szczycie oprócz nas jest tylko jedna dziewczyna, którą poznaliśmy w drodze na szczyt. Poznajemy się, razem żartujemy, a więc umilamy sobie to stanie w miejscu przez kilkadziesiąt minut przy ujemnej temperaturze. Słońce pojawia się spóźnione o prawie 30 minut.

Grzejemy się w promieniach jeszcze prawie godzinę, nie chce nam się wracać. Cisza, która jest wokół uspokaja. Laserów nie było, trudno. Był mróz i czyste niebo. Schodzimy o 9:00 i mkniemy do schroniska – w brzuchach już burczy, pora zjeść porządne śniadanie.

Po odmeldowaniu się ze schroniska, około 11:00 ruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Opiszę ją w jednym z następnych postów jeśli chcecie! Lajtowa trasa była wisienką na torcie epickiego poranka.

Przeczytaj post o drugim dni wędrówki.

To pisałam ja, Magdalena!AvatarWędruję, piszę, opowiadam, fotografuję. Lubię wschody słońca, choć zazwyczaj na nie nie wstaję. Ogarniam, kiedy wszyscy wokół już nie ogarniają. Gdybym mogła, zamieszkałabym z psami w domku w górach, a z ugoszczonymi wędrowcami grała w planszówki do białego rana. Może wspólnie dotrwalibyśmy do wschodu?

Więcej opowieści?