Poradniki

Zima z psem – naucz się na naszych błędach – pogoda i wybór trasy

Ostatnio na zimowej wędrówce podczas postoju raczek przymarzł mi do śniegu, a jak podniosłam buta to już bez raczka, serio. Metalowe kolce musiałam dosłownie wyszarpać, tak przymarzł. Innym razem przekonałam się, że śnieg w całkiem niskich górach może leżeć też w maju, albo że w ujemnych temperaturach pozornie trwałe rzeczy potrafią być bardzo kruche – monopod do kamery na przykład. O czym zatem pamiętać, kiedy wychodzi się zimą w góry, i to jeszcze z psem, a nawet ze sprzętem fotovideo? Dziś nauczysz się trochę na naszych błędach!

Pewnie wiesz, że zima to taka niebezpieczna pora roku, podczas której schodzą lawiny, człowiek źle ubrany zamarza, szybciej robi się ciemno (chociaż niektórzy o tym zapominają).  To prawda, chociaż dla mnie ta pora roku była nie tyle niedostępna, co specyficzna jak każda inna. Przecież jak w zimie możesz zamarznąć, tak latem możesz się przegrzać i obydwa przypadki są tak samo niebezpieczne, prawda? Według mnie warto zawsze kierować się główną zasadą – grunt to wiedzieć, gdzie się nie zapuszczać i potrafić się do tego przygotować. No zupełnie jak latem!

Jakie zagrożenia czyhają na nas zimą? Co może pójść nie tak?

Jak wybrać odpowiednią trasę?

Naprawdę lubię wracać kilka razy na te same szlaki w ciągu roku, bo widzę jak się zmieniają w zależności od warunków. Na przykład w Górach Opawskich jest wiele szlaków lekkich do przejścia zarówno zimą, jak i latem. Polecam czerwony na Biskupią Kopę od północy, chociaż jest on tak zlokalizowany, że może być tam nawiane dużo śniegu. W Górach Stołowych, mimo że są płaskie jak stół, to jest tam na niebieskim szlaku pełno małych skałek, na które nie warto zapuszczać bez raczków. Kiedyś w Wysokich Jesionikach zdarzyło się, że przeszłam szlak zimą i uważałam to za najbardziej wymagającą trasę jaką do tej pory zrobiłam, a latem okazało się że to dość spacerowy szlaczek. A z kolei w drodze na Pradziada okazało się, że szlakiem spływa strumyk, a zimą zamarzł i wychładzał psie stópki.

Druga kwestia, która zawsze znacznie ogranicza ilość naszych tras to narciarze – ci zwykli i biegowi. Zdarza się, że niektóre szlaki letnie przecinają stoki narciarskie lub biegną wzdłuż nich i chodzenie tamtędy zimą jest zabronione lub wymaga szczególnej ostrożności. Ale ci narciarze to nic w porównaniu z tymi biegowymi, którzy wiele letnich pieszych tras wykorzystują zimą do swojej aktywności i biada temu, kto wejdzie im w drogę. Rozdeptywanie założonych śladów to jeden z zimowych grzechów głównych, więc warto sprawdzić zaplanowaną trasę na jakiejś zimowej mapie. Polecam mapy.cz, gdzie można przełączyć ją z letniej na zimową i wiedzieć gdzie nie iść.

Jeśli boisz się lawin, poczytaj o nich. W niskich górach pokrytych gęstymi lasami istnieje naprawdę niskie ryzyko zejścia lawiny, ale niewykluczone, że zapragniesz trochę bardziej ambitnej turystyki w stylu alpejskim lub wybierzesz się za granicę w góry wyższe i bardziej wymagające. Koniecznie zapoznaj się z komunikatami o zagrożeniach lawinowych i dokładnie prześledź zalecenia służb. Polecam także wybrać się na szkolenie lawinowe, gdzie doświadczeni w bojach wytłumaczą Ci jak minimalizować ryzyko i co zrobić, kiedy znajdziemy się już pod śniegiem. Pokażą Ci jak korzystać z sond, detektorów i jak odkopać osobę poszkodowaną.

A co z psem?

Fibi radzi sobie różnie, szybko marznie, śnieg się jej czepia i w wielu miejscach trzeba ją przenosić. Krakers jest zimnolubny i doskonale radzi sobie nawet przy wietrznych minus piętnastu. Mimo wszystko nie używamy butów dla psów, bo nie znaleźliśmy jeszcze idealnych. Jeśli zachodzi taka konieczność łapę owijamy bandażem i idziemy dalej. Mam też mieszane wspomnienia z różnymi nakryciami/ubrankami dla psów, bo często przemakają i wychładzają psa, zamiast go dogrzewać. Uporczywe są też śniegowe kule, które tworzą się na łapkach i między opuszkami, ale chyba nikt jeszcze nie wymyślił na to dobrego rozwiązania…

Podczas naszych wypraw najczęściej przeszkadza nam głęboki śnieg, który spowalnia albo całkowicie uniemożliwia marsz. Takie warunki są szczególnie uciążliwe dla Fibi, która zapada się prawie po uszy kiedy nam śnieg sięga do połowy łydki. Jeśli masz małego psa i tak wygrałeś – zawsze możesz wziąć go na ręce lub schować do plecaka owiniętego kocem lub folią NRC.

Nasze trasy są też zdecydowanie krótsze. Podczas gdy latem przechodzimy nawet 25 kilometrów, zimą planujemy trasy maksymalnie 15km. Jeśli chcę mieć pewność, że przejdziemy trasę bez stresu, skracam ten dystans dwukrotnie, do około 8km. Wtedy mam czas na cieszenie się wyjazdem i nawet jeśli jest ciężko, to nie muszę się ograniczać w postojach na zdjęcia i filmy, gnając przed siebie zanim skończy się dzień. Pamiętaj, że i tak jedziesz w góry – więc i tak jest ciężej. Zimą sprawę utrudnia jeszcze ten śnieg i szybko zapadający zmrok.

Jak szukać tras? Skąd brać inspiracje? Sprawdź tutaj.

Jest jeszcze taka rzecz, że zimą można spotkać zdecydowanie mniej turystów, co jest plusem, jeśli chcemy odpocząć od zgiełku. Ale jeśli coś nam się stanie, a my nie mamy ze sobą towarzysza i nie będziemy zdolni do wezwania pomocy, to trzeba być świadomym konsekwencji. Przed wyjazdem upewnij się, że schroniska na szlaku są otwarte zimą. Bo na przykład w Czechach ich schroniska to raczej hotele i zimą nie funkcjonują lub otwierają się później. Tak się niemiło zetknęliśmy z rzeczywistością w Chacie pod Serakiem jak się okazało, że jest zavřeno.

Weź pod uwagę pogodę i to na kilka dni wstecz

Może zastać Cię deszcz, śnieg, śnieg z deszczem, bardzo silny wiatr, niskie temperatury, które ten silny wiatr jeszcze bardziej obniża. Na ziemi może leżeć głęboki śnieg, szlak może być nieprzetarty, albo może być pełno lodu, albo może być trochę śniegu, ale szlak będzie na tyle stromy, by ślizgać się jak na lodzie. Może też być śnieg udeptany i piękne słońce – dlatego warto sprawdzać pogodę! I to nie tylko na ten jeden konkretny dzień, bo warto śledzić ją na kilka lub nawet kilkanaście dni wcześniej. Dzięki temu będziesz wiedział czego spodziewać się na szlaku. Na przykład jeśli przez kilka dni pada śnieg, potem świeci słońce, ale temperatury w nocy są wciąż ujemne, to w dni Twojego wyjazdu pewnie nie będziesz rozstawać się z raczkami. Jeśli przez dłuższy czas nie padał śnieg, potem popadał trochę, ale znowu wróciła fajna pogoda, to na szlaku może leżeć pełno błota. No i jeśli sypie od kilku dni, to nawet się nie łudź, po prostu zapytaj najbliższy GOPR czy mają informacje o wysokości pokrywy śnieżnej… ;)

Przed wyjazdem pogodę sprawdzam na kilku stronach:

  • meteo.pl – pozornie skomplikowana, ale warto nauczyć się analizować te wykresy
  • yr.no – norweska alternatywa dla meteo dla zestawienia wyników
  • mountain-forecast.com – pogoda dla poszczególnych wierzchołków wraz z komentarzami zdobywców
  • windy.com – kolejna prognoza do potwierdzenia pogody plus dokładne informacje skąd wieje i dokąd zmierza?

Jakby tego było mało, to co zastaniemy na trasie zależy od ukształtowania terenu – czy jest pokryty lasem (mniejsze szanse na lód, większe na śnieg), czy prowadzi przez łąkę (zawiany śnieg, lód), czy jest stromo (ślisko), bliżej szczytu czy w dolinie (w dolinie jest przeważnie zimniej, więc i śnieg się dłużej trzyma)?

Zima nie jest taka straszna

Szczególnie w niskich górach przypomina spacer jak zimą po parku, tylko trochę bardziej pod górkę. Zupełnie jak w lecie. Wtedy z kolei trzeba pamiętać o tym, żeby mieć dostęp do wody, planować trasy tak by przejść przez strumyk, szuka się miejsc, gdzie nie ma ludzi, sprawdza się pogodę, bo są burze, deszcze, pies rani się o ostre kamienie na szlaku. A zimą się trzeba cieplej ubrać i uważać, żeby nie wleźć tam gdzie nas nie chcą. To tylko niewiele większa filozofia!

Ciąg dalszy nastąpi

To tylko pierwsza z kilku części poświęconych zimowym wyjazdom, bo nie sposób zmieścić wszystkiego w jednym poście. Już niebawem rozpiszę się o wyposażeniu, które zabieramy i o dbaniu o sprzęt fotograficzny zimą.



Najwyżej położony szczyt na jakim była Fibi miał prawie 3000m n.p.m
W górę!