
Góry z psem. Jak mądrze zaplanować trasę i ocenić szlak?
Co zrobić, żeby wędrówka z psem była przyjemniejsza? Czy trudny szlak to szlak trudny technicznie? Jak dopasowuję szlak do psa i jego możliwości? Co biorę pod uwagę podczas planowania wędrówki?
Planując wyjazd z psem w góry najczęściej (podkreślam, najczęściej, nie mówię że zawsze) ludzie sięgają po jedną z dwóch opcji:
- szukamy w Internecie polecajek, blogowych relacji z danego miejsca, inspiracji na Instagramie.
- jeśli mamy trochę więcej zaufania do siebie, wybieramy miejsca i szlaki błądząc palcem po mapie.
Niezależnie od tego jaki jest nasz punkt wyjścia do planowania podróży, to i tak, jedną z najczęstszych obaw jest ta “czy szlak jest trudny? czy mój pies podoła? i czy ja podołam?”. Czy te kilometry, przewyższenia i napis że szlak powinien mi zająć 5 godzin… To faktycznie tak będzie, czy to tylko ktoś tak sobie tu napisał?
Ja często spotykam się z pytaniem o polecajki, zazwyczaj o “łatwy szlak dla początkujących” albo o “coś nietrudnego na pierwszy raz”. Pytacie mnie o “łatwe góry na początek”. I za każdym razem mam problem, bo trudno tak jednoznacznie na te pytania odpowiedzieć. Przecież dla każdego “trudny” albo “łatwy” będzie miało zupełnie inny wymiar, prawda?
Przesłuchaj tego posta w formie podcastu!
Czym jest dla mnie „łatwy szlak”?
Dla mnie łatwy szlak to taki, który mogę przejść z moją psią seniorką i ze szczeniakiem. Obecnie nie robimy żadnych wyczynowych wyjść, przejść na wskroś wszelkich gór i obniżamy tę poprzeczkę jak się da. No i ja też się trochę starzeję i już mi się nie chce aż tak tryhardować w tych górach.
Więc mój łatwy, fajny, wymarzony szlak powinien być taki…
- niedługi, ale dający maksimum radochy z bycia w górach
- widokowy, może nawet momentami stromy
- ale taki o stabilnej nawierzchni, żadne sypiące się skały, po których trzeba skakać albo które się usuwają spod łapek
- mile widzianym ułatwieniem na szlaku będzie możliwość odpoczęcia pod wiatą, w schronisku, albo możliwość skrócenia go tak, żeby nie wracać się po tej samej ścieżce i w drodze powrotnej zobaczyć okolicę z innej perspektywy.

Jak wędruję z moimi psami?
Gdybym teraz wędrowała z samym Krakersem, psem łagodnym i w pełni sił fizycznych, mogłabym podnieść tę poprzeczkę zdecydowanie wyżej. Mogłabym przejść więcej kilometrów, w bardziej wymagających warunkach. I pewnie wtedy to ja byłabym najsłabszym ogniwem, do którego należałoby dopasować tempo. Zresztą tak było, kiedy Fibi była w pełni sił i 20 kilometrów w ciągu dnia, nawet po Tatrach czy Alpach, leżał w zasięgu naszych możliwości.
Niedawno (edycja 2025: niedawno na czas pisania tego transkryptu) dołączył do nas Kefir. On dość, że jest jeszcze szczeniaczkiem, to jest też dosyć nerwowy wobec świata. I oczywiście, oprócz tego że dopasowuje techniczną trudność szlaku (dystans, nachylenie) do jego wieku, możliwości, stopnia jego rozwoju fizycznego, tkankowego, to też tak dopasowuję trasę, żeby jak najmniej mijać się z ludźmi. Wręcz omijam skupiska ludzi, godziny szczytu, schroniska w porze obiadowej. Układam trasę tak by nie prowokować młodego, ani nie przeszkadzać i nie stresować innych turystów.
I teraz… chciałabym nauczyć Cię jak samemu oceniać trudność szlaku, w kontekście swoich możliwości, możliwości twojego psa, a nawet waszego samopoczucia danego dnia. Więc co tak obiektywnie, wpływa na trudność szlaku?
Czy szlak jest stromy?
Rzecz, która przychodzi do głowy jako pierwsza – stromizna. Wiadomo, jak jest stromo (na tyle, że asekuracja nie jest potrzebna i da się przejść o zwykłym turystycznym bucie), to pracują inne mięśnie. Zazwyczaj te, które na co dzień nie pracują aż tak intensywnie. Szybciej się męczymy, szybciej się przeciążamy, więc subiektywne poczucie trudności – wzrasta.
I to dotyczy nie tylko nas, ludzi, ale także psów. I co więcej, nie tylko podejścia są trudne dla ciała – zejścia też, a może nawet tym bardziej. Podczas zejścia całe Twoje ciało skupia się na tym żeby wyhamować impet, w którym grawitacja ciągnie Cię w dół. No i Twojego psa też to nie omija, dużo mocniej pracują przednie łapy (mięśnie przednich łap), mięśnie grzbietu, a jeśli nawierzchnia szlaku jest nierówna, także mięśnie głębokie.
A ile na co dzień macie takich możliwości, żeby przez kilkadziesiąt minut, kilka godzin, zmuszać mięśnie do tego typu pracy?
Jak ocenić przewyższenie na szlaku?
Kiedy patrzę wstecz i przypominam sobie czasy, kiedy miałam dwa sprawne psy, to… wymagający, stromy szlak to było takie tatrzańskie 700m wzniesień na 7km. To sporo.
Ale dla porównania, 700 metrów przewyższenia zrobimy też w Sudetach, podchodząc z Kruczych Skał, z Szklarskiej Poręby na Szrenicę. I co więcej! Zajmie nam to o 2 kilometry mniej, więc będzie nawet bardziej stromo. A wydawać by się mogło, że to Tatry są te najbardziej dające w kość. No, nie zawsze – wszystko zależy od szlaku. Zależy też od nawierzchni, ale o tym zaraz.
A teraz, kiedy mam psy, dla których takie dystanse są dużym wyzwaniem, to staram się zaczynać wędrówkę jak najwyżej względem najwyższego punktu zaplanowanej trasy.
Dojeżdżam na parkingi na przełęczach, pod schroniska. Czasem rozkładam wędrówkę na dwa dni, z noclegiem, pokonując w ciągu jednego dnia mniejszy dystans, mniejsze przewyższenia. Mamy tym samym więcej czasu na nieśpieszne tuptanie.
Kumulacja zmęczenia
Z tym, że to, że szlak ma jakieś strome podejścia, umęczymy się, odsapniemy, pójdziemy dalej – to jedno. Ale! Jeśli wyjeżdżamy na dłużej, to bierzmy też pod uwagę kumulację przewyższeń oraz (generalnie) atrakcji w ciągu całego dnia albo w ciągu następujących po sobie dni kilkudniowej wędrówki.
Odkładające się w ciele zmęczenie także ma wpływ na naszą dyspozycyjność i na to jak zniesiemy kolejny wysiłek.
To znaczy trzeciego, czwartego, piątego dnia wędrówki czy wyjazdu, organizm psa nie będzie już tak świeży jak pierwszego dnia. Pamiętajmy też, że pies do regeneracji potrzebuje znacznie więcej odpoczynku i snu niż człowiek. A to z kolei taka potrzeba, którą podróży bardzo, bardzo łatwo nawet nieintencjonalnie zaniedbać.
To częsty problem osób wyjeżdżających z psami. W dużym skrócie, przecież chcemy ten urlop wykorzystać na maksa, każdy dzień, od świtu do nocy, a wyśpimy się jak wrócimy do domu. I to jest bardzo niebezpieczna, podróżnicza pułapka, bo niewystarczająca ilość snu sprzyja produkcji kortyzolu, hormonu stresu. A przecież na wakacje jedziemy po to, żeby się odstresować właśnie.

Nie popełniaj tego błędu
Naszych psów też to dotyczy. W podróży nierzadko nie dajemy im odpocząć, ciągniemy je za sobą, nie robimy day-breaków podczas wielodniowych wędrówek. Uważamy że jak są w stanie iść dalej to wszystko z nimi w porządku. W konsekwencji – gorzej się regenerują, gorzej znoszą trudy podróży, zarówno te fizyczne, ale i te psychiczne. Może nawet są bardziej nerwowe niż zazwyczaj, co my odbieramy jako nieposłuszeństwo, robienie na złość. Może nawet wkurzamy się, że pies nam „psuje wyjazd”, bo “nie umie się zachować”.
Nie zależy to oczywiście tylko i wyłącznie od niewyspania. Ale sen jest jedną z kluczowych potrzeb, o którą w podróży z psem należy zadbać. Jeśli planujemy bardzo intensywne dni pełne atrakcji, wędrowania, zaglądania do muzeów, zabierania psa ze sobą kiedy wybieracie się na obiad do restauracji, to… Warto psu raz na 2-3 dni dać kompletnie odpocząć, niczego od niego nie wymagać. Nigdzie nie łazić, niech sobie odeśpi, niech się poszwęda po kwaterce czy ogródku w swoim tempie.
Jak długi jest szlak i jak rozległe są góry?
Dystans często jest wymuszany przez rozległość, obszerność gór. To znaczy – różne są łańcuchy i pasma górskie, o różnym ukształtowaniu. To może nie być widoczne na pierwszy rzut oka dla osoby, która w góry jeździe po raz pierwszy.
Spójrz na przykład na mapie na Karkonosze i położone obok Rudawy Janowickie. Karkonosze to góry rozleglejsze, masywniejsze, na mapie o tej samej skali gęstość szlaków jest mniejsza, podejścia dłuższe, doliny głębsze, dystanse większe. W Rudawach Janowickich sieć szlaków wydaje się gęstsza. Tu podejdziesz kilometr, tu możesz skręcić, zakręcić, tu za kilkaset metrów odbić, obrócić. Te odległości są po prostu mniejsze.
Albo Góry Kamienne – sieć szlaków jest bardzo gęsta, pasmo jest niewielkie, wierzchołki są niskie, a jednak… potrafią zmęczyć, bo to góry wulkaniczne. Powstały dawno temu na dnie morza wskutek wycieku/wybijania lawy. Przez to właśnie, każda górka w Górach Kamiennych ma stożkowy kształt i po tym paśmie wędruje się góra-dół-góra-dół. To też potrafi zmęczyć mięśnie.
Bardziej wymagające będą oczywiście te duże, w sensie – nie tyle wysokie, co zwyczajnie rozleeeeeegłe góry. Na przykład Karkonosze, Bieszczady, Tatry, ale też niektóre Beskidy, w których trzeba będzie przejść więęęęcej kilometrów, by dotrzeć na szczyt, do schroniska, czy do innego punktu. Tak będzie szczególnie, jeśli nie chcemy wracać po swoich śladach, tylko zrobić jakąś pętelkę. W takim przypadku, w tym obszernieeeejszych górach, trzeba będzie pokonać więcej kilometrów, by obejść na przykład jakąś dolinę.

Popularność gór, a ich trudność
Na ilość szlaków i odległości pomiędzy nimi ma też wpływ turystyczność danego pasma górskiego.
Zwróć uwagę na Góry Bystrzyckie i Góry Stołowe. Swoją drogą, jestem ciekawa, czy kiedyś w nich byłeś – daj znać w komentarzu. Obydwa pasma leżą obok siebie i technicznie, są dość podobne. Ale w popularnych Górach Stołowych, objętych Parkiem Narodowym, sieć szlaków jest dość gęsta. W Górach Bystrzyckich, na terenie których nie ma nawet Parku Krajobrazowego, jest tylko kilka oficjalnie wytyczonych szlaków.
Gdybyśmy chcieli poruszać się jedynie szlakami, trudniej byłoby tu o krótką pętlę.
Jak dobrać dystans wędrówki?
Gdybym nigdy nie wyjeżdżała w góry, gdybym dopiero planowała pierwszy wyjazd i zastanawiała się jaka trasa będzie dla mnie odpowiednia, to…
Zaplanowałabym trasę tak, żeby przejść w górach taki dystans, który pokonuję na długim, luźnym, spacerze na co dzień, minus jakieś 20-40% w zależności od kondycji, planowanego dystansu, ciężaru plecaka, mojego doświadczenia, no i trudności terenu, w który się wybieram.
Czyli jeśli jestem w stanie pójść z psem na spacer 15km po pobliskim lesie spokojnym tempem, bez obciążenia (i to jest dla mnie spacer z tych solidniejszych), to w takie Sudety wybrałabym się na 10km wędrówkę, żeby sprawdzić czy to mi daje w kość.
Te 20-40% to będzie bufor na typowo górskie zmęczenie. Ten zapasik energii, w porównaniu z tym, co znacie z codziennych spacerów. I po pierwszym dniu wiedziałabym już czy następnym razem mogę pozwolić sobie na więcej i o ile więcej.
Ktoś powie że przesadzam. Przyznam, że jak pisałam skrypt do tego odcinka to zastanawiałam się, czy nie przesadzam, bo zaraz ktoś powie że jestem miękka buła i co to w ogóle za zasada. Ja powiem, że historia zna wiele przypadków, kiedy ludzie nie wymierzyli swoich sił. Nie chciałabym, by do tego grona dołączyli jacyś psiarze. Góry jak stały tak stoją i będą czekać. Ja śledzę je stosunkowo od niedawna, ale mogę potwierdzić, że przez ostatnie 10 lat się jakoś bardzo nie ruszyły.

Kolory szlaków nie świadczą o ich trudności
A, no i jeśli o mapy chodzi, to pamiętaj jeszcze o jednej rzeczy. Kolory szlaków nie świadczą o trudności tych szlaków. To domena narciarstwa, że czarny to ten najtrudniejszy, niebieski i zielony to te łatwe dla początkujących, czerwone dla średniozaawansowanych, i tak dalej.
Na szlakach pieszych kolory określają typ danego szlaku.
Czerwony szlak jest szlakiem głównym, znaczącym, najważniejszym. Tym kolorem bardzo często oznacza się te, które biegną setkami kilometrów przez cały łańcuch górski.
Żółtym kolorem oznaczane są łączniki pomiędzy jakimiś ważnymi punktami, miasteczkami. Chociaż, to też nie zawsze, bo jak w okolicy jest Szlak Papieski, to wiadomo że to on będzie żółty.
Czarnym kolorem, tym który uważa się za najtrudniejszy, oznaczane są szlaki dojściowe, najkrótsze. Przez to właśnie często bywa trudny technicznie.
Każdy z nich może być użyty wszędzie, i na płaskiej połoninie, i na strzelistej, odsłoniętej grani. Czasem te kolory są rozłożone bez większej zadumy i jeden jest czerwony, bo zielony już jest obok albo na odwrót.
Przy czym, tak się ma sprawa w Polsce. Na przykład Włosi w ogóle nie mają kolorów szlaków (a mają kolory szlaków narciarskich, co warto dodać). We Włoszech szlaki oznacza się czerwoną linią, która w zależności od trudności nawierzchni, jest albo linią ciągłą, linią przerywaną, albo linią taką wręcz kropkowaną, i ta ostatnia prowadzi odsłoniętymi, wysokogórskimi, wymagającymi ścieżkami.

Nawierzchnia na szlaku
Trzeci czynnik wpływający na trudność szlaku, ma znaczenie przede wszystkim dla psa. Wprawdzie nierzadko daje w kość także człowiekowi, ale zazwyczaj nie zwracamy na niego uwagi. Mam na myśli rodzaj nawierzchni ścieżki lub szlaku, po których się poruszamy.
Wiesz o co mi chodzi? Organizm – i Twój, i Twojego psa, musi wykonać inną pracę idąc po w miarę równej, asfaltowej lub leśnej ścieżce, a inną…
- idąc po ścieżce pełnej luźnych, umykających spod łap i nóg kamieni (jak na przykład na wielu szlakach w Górach Kamiennych), lub
- idąc po ścieżce pełnej konarów albo szczelin (jak na przykład poukładany z takich wielkich głazów, płaskich ale pełnych szczelin, żółty szlak, w Karkonoszach, spod schroniska pod Łabskim Szczytem do Śnieżnych Kotłów).
Musicie wtedy skoncentrować ciało i umysł na ustabilizowaniu sylwetki, skupić się na tym gdzie stawiacie nogi i łapy. Musicie też pilnować długości kroku, a to bardzo nienaturalne i nieefektywne motorycznie, przez co bardzo wymagające! Stale musicie też kontrować te umykające spod łap kamyki. To wszystko na dłuższą metę niezauważalnie kapkę po kapce, Was przeciąża… Choćby Wasz układ nerwowy, który dowodzi wszystkimi odruchami, Twoimi i Twojego psa.
Oczywiście, nie zachęcam do spacerowania asfaltowymi ścieżkami, bo to nie jest dobra nawierzchnia. Jest twarda, chropowata, łatwo się nagrzewa, więc łatwo tam o przetarcia opuszek. Podobnie jak na wygrzanym na słońcu głębokim piachu, powiedzmy nad morzem.

Jak sprawdzić nawierzchnię szlaku?
Aaaale, zapytasz pewnie, skąd ja mam wiedzieć, jaka jest nawierzchnia na szlaku? Tu z pomocą przychodzą
- relacje na blogach
- posty z lokalizacji na Instagramie
- relacje innych podróżników z psami
- ale przede wszystkim, moje ulubione… Mapy Google z włączonym widokiem satelity, gdzie z góry widać czy szlak jest asfaltowy, czy polny, szeroki czy wąski…
- …i przy odrobinie szczęścia, opcja Street View, dzięki której na niektórych szlakach możemy dosłownie stanąć na własnych, choć wirtualnych nogach.
Oczywiście, nie sposób zaplanować wędrówki tak, by w pełni poruszać się jedynie po idealnych, leśnych, miękkich, lekko tylko wymagających ścieżynkach.
Chodzi mi raczej o to, by mieć świadomość, że nawierzchnia ma wpływ na trudność i kumulowanie się zmęczenia w organizmie, a co za tym idzie – uwzględniać to w planie wycieczki.
Oczywiście jednodniowy wypad w góry nie przeciąży nam psa na amen, chyba że zrobimy trasę 3x dłuższą niż normalnie na spacerach, nie będziemy robić przerw i ogólnie będziemy pędzić na złamanie karku.
No ale im dłuższa wycieczka, im starszy pies czy w takim szczeniaczkowym wieku, im słabszy fizycznie, im mniej przygotowany do tego typu wycieczek, tym te wszystkie trudności będą odgrywać dużo większą rolę.
Mój najlepszy patent
I ja na przykład, po tym jak upatrzę sobie jakieś miejsce, zawsze lecę na Google Maps, żeby sprawdzić Street View. Lubię to, że tam są i te takie ciągłe ujęcia z autka Google, a także pojedyncze foty w pojedynczych spotach, wrzucane przez użytkowników, niekiedy też z drona. To pozwala ocenić nawet to czy szlak gdzieś wychodzi z lasu i czy mogę liczyć na jakąś panoramkę. Te zdjęcia i mapy wykorzystuję też na przykład kiedy widzę, że z parkingu muszę iść dość daleko do linii lasu… Sprawdzam wtedy , czy to są metry, kilometry, po asfalcie, czy po polnej drodze. Albo kiedy planuję dłuższą wędrówkę i muszę przejść przez jakąś wieś albo nawet między wsiami… Patrzę wtedy jakie jest pobocze, czy jest chodnik, czy jest bezpiecznie, czy mogę przejść jakąś boczną, polną drogą, i tak dalej.

Szerokość szlaku i punkty zapalne dla psów reaktywnych
Czwarty czynnik, będzie szczególnie istotny dla psów, które mają dowolny nieprzepracowany problem behawioralny w kontaktach z ludźmi lub innymi psami. Na przykład się ich boją, oszczekują, doskakują albo ciągną w ich kierunku, na przykład z ekscytacji.
Tym czynnikiem jest szerokość szlaku, popularność szlaku, ilość punktów w których mogę spotkać ludzi, i tak dalej. Bo takie właśnie sprawy czasem wymuszają zmniejszenie dystansu pomiędzy Tobą, a przechodniem.
A zmniejszenie dystansu to dla psów poważna sprawa.
Załóżmy, że idziecie szlakiem i mija Was jakiś inny turysta. Załóżmy też, że Twój pies postrzega tego typu sytuacje jako coś niemiłego, jako zagrożenie, a tego przechodnia, jako intruza. No i… musicie się minąć.
W psiej komunikacji, jeśli się zbliżasz, nawet nie wprost na psa, tylko po prostu zmniejszasz dystans – to oznacza, że chcesz się skonfrontować. Jeśli jesteś za blisko, a ja jako pies nie chcę tej konfrontacji – będę dążyć do tego, by ten dystans zwiększyć. Pies może zrobić to odchodząc sobie w bok, zmienić kierunek, obejść po łuku albo uciec. Ale jeśli dystans jest krytyczny, a dla każdego psa jest to inny dystans, to może zareagować nie ucieczką, a konfrontacją – może doskakiwać, szczekać, reagować nerwowo, a czasem wręcz, zdawałoby się, niewspółmiernie do sytuacji.
Jestem pewna, że jako opiekun takiego psa wiesz, że ten mały dystans może stać się źródłem ogromnego dyskomfortu psychicznego i nierzadko niestety pogłębienia problemu.
Dla psa, dla którego mijanki stanowią problem, wypad w góry na uczęszczany szlak, w turystyczne, popularne miejsce w ciepłe weekendowe popołudnie, może być naprawdę traumatyczny, mimo że obiektywnie i teoretycznie, będzie to spacerek na łonie natury, więc wydawałoby się to co powinno sprawiać mu przyjemność.
No a w górach czasem trzeba minąć się na wąskiej ścieżce lub nawet kładce. Trudno wtedy zejść na bok, bo ani to mile widziane deptać ściółkę, szczególnie na terenach chronionych, ani czasem nie jest to możliwe, jeśli na przykład kładka wiedzie terenem podmokłym.


Jak przewidzieć behawioralne trudności?
Oczywiście, trudno jest przewidzieć jaką szerokość ma szlak. No i z drugiej strony… nie popadajmy w paranoję, żeby obczajać każdy centymetr i znać go na pamięć zanim w ogóle wyjdziemy z domu.
Ale możemy luźno zasugerować się oznaczonymi na mapie kładkami i schodami – te oznacza się zawsze, choć różnie, więc warto sprawdzić to w legendzie mapy albo aplikacji, z której korzystasz.
Pewną wskazówką jest też linia, jaką oznacza się ścieżkę na mapie. Na przykład w apce mapy.cz (albo ce zet, obecnie .com), linia ciągła oznacza zazwyczaj utwardzony, z dużym prawdopodobieństwem szeroki dukt. Linia przerywana z długimi kreskami to ścieżka polna, ale też raczej dość szeroka. Linia przerywana z krótkimi kreskami to wydeptana, raczej wąska ścieżynka. Da się to sprawdzić w legendzie. W legendzie powinny być zaznaczone też takie atrakcje jak kładki, schodki czy drabiny.
I do spółki ze Street View, może to być bardzo cenne źródło informacji o tym jak wygląda szlak, na który się wybieramy. Tu jednak podkreślam, że nie mówię o oznaczeniu szlaku – na przykład czerwony, niebieski, zielony – a o zaznaczonej, wyrysowanej drodze, ścieżce.
Kładki, skały, schody – czy dasz radę się minąć?
A propos kładek, w Górach Stołowych na niestety już niedostępnym dla psów szlaku, jest taka popularna, bardzo długa kładka, z której naprawdę nie ma jak zejść, żeby minąć się we dwie osoby. Z psami to jest mistrzostwo gimnastyki, a co dopiero z takim, który za ludźmi nie przepada.
Na Torfowisku pod Zieleńcem jest kładka, dość szeroka, ale jednak ta przestrzeń jest ograniczona, a pod spodem jest torfowisko.
W Czeskiej Szwajcarii, tuż przy naszej granicy, niektóre szlaki są tak poprowadzone, że wiodą dosłownie jakby obrzeżem bardzo wysokiej skały, trochę jakby tunelem, w którym z jednej strony jesteś osłonięty skałą, a z drugiej strony jest przepaść – i jak ja tam byłam, to barierek wcale nie było.
Bardzo ważne jest, żeby przewidywać jak nasz pies może zachować się w takich sytuacjach. Albo na przykład gdy przed jakąś drabinką zrobi się korek i będziemy musieli poczekać na swoją kolej. To bardzo ważne, bo w momencie gdy nasz pies poczuje się mniej komfortowo i…
- zacznie szczekać,
- doskakiwać do ludzi
- mieć głupawkę, którą będzie próbował zrzucić z siebie ten stres
- będzie burczał na ludzi podczas przerwy w schronisku, sprawiając tym samym, że ludzie wokół poczują się niekomfortowo…
…to niestety nikt nas nie poklepie po głowie mówiąc, że rozumie, że to nie wynika z jego złej woli – tylko wysmaruje na Facebooku komentarz, że on nie ma nic przeciwko psom, ale to przesada, żeby brać w takie miejsca psa, który, ekhem, „nie umie się zachować” i jak masz z nim problem to se siedź w domu.


Zaplanuj, skąd wyruszysz!
Przy pieskach nerwuskach dobrze jest zwrócić uwagę także na dojście do szlaku. Bywa, że parking nie jest położony przy samym szlaku albo jest tak zatłoczony, że musimy wybrać ten położony dalej… i zanim zaszyjemy się w lesie, na łące, z dala od zabudowań, musimy przejść wzdłuż ulicy i posesji, wzdłuż jadących aut, psów na podwórkach i przypadkowych przechodniów.
Opiekunowie psów lękowych czy reaktywnych na pewno wiedzą o czym mówię, i że takie krótkie odcinki mogą skutecznie zmącić spokój ducha.
I żeby sobie i psu trochę ułatwić życie, warto szukać parkingów na uboczu miasteczek, żeby uniknąć ludzi. Ja zawsze szukam parkingów na krańcach wsi, na końcach dróg, tak by uniknąć przechodzenia wzdłuż wiejskich płotów. Takich parkingów jest wiele i nie zawsze są one oficjalne. Czasem są oznaczone tylko na jednej z map, czasem po zdjęciach widać, że przy ten kapliczce na końcu drogi jest taki nieoficjalny, wyjeżdżony placyk na kilka aut. Czasem tylko na zbliżeniu na mapach satelitarnych widać, że ludzie tam parkują. Trzeba sobie poszukać, ale warto.


Pogoda
Ostatnim, dość oczywistym czynnikiem, który może sprawić trudność każdemu psu i każdemu człowiekowi, są warunki atmosferyczne.
I nie tylko mróz czy wiatr potrafi dać z kość, ale też lejący się z nieba żar, szczególnie gdy wyszliście na jakąś łysą grań czy połoninę bez żadnego leśnego zagajnika dającego cień. Warto zaplanować trasę tak, by mieć gdzie się schować albo przewidzieć te warunki i wziąć więcej wody albo dobrą kurtkę.
Podsumowanie
Ale jeśli nigdy nie byłeś/byłaś w górach, to nie ma co się przesadnie nastawiać na wielkie trudności. Po prostu znajdź jakiś szlak, który Ci się spodobał, pojedź i się przekonaj.
Jeśli nie masz żadnego doświadczenia, wybierz dystans trochę mniejszy od tego, który wiesz że na bank przeszedłbyś w ciągu zwykłego spaceru z psem po płaskim lesie i jeszcze miałbyś spory niedosyt.
Ja swój pierwszy spacer po górach zrobiłam za namową znajomych, taką niedzielną, dosłownie poobiednią porą. Spacer miał całe 3 kilometry i wiódł z jednej z czeskich przełęczy na najwyższy szczyt Gór Opawskich – Biskupią Kopę, która ma niecałe 900 metrów wysokości. Ta przygoda była skrajnie spacerowa, ale Fibi, która wtedy była moim jedynym psem, bawiła się świetnie i tak to się zaczęło.
Drugi “spacer” był już solo, prawie zimą, po jednym z najpiękniejszych, ale i najniebezpieczniejszych o tej porze roku szlaków w Sudetach, o czym wtedy nie wiedziałam. Ale poszłam i szczęśliwie wróciłam, i poznałam tę drugą skrajność. Dzięki temu każdą kolejną trasę mogłam odnieść do doświadczeń, które sobie sukcesywnie zdobywałam.
Pójść i spróbować, to był najlepszy sposób na to, żeby zacząć przygodę z górami.
Udanego wędrowania i do zobaczenia na szlaku!





