Potęga schematów, czyli jak dbamy o komfort psów podczas wędrówki

- - - Pies

Każda wędrówka, każdy wyjazd, każda wycieczka, niezależnie czy jednodniowa, tygodniowa czy półroczna, wiąże się z jakąś zmianą i nowością. Dla psa takie zmiany mogą być bardzo stresujące, a przecież on sobie tego nie wybrał – to ja zabieram go na wędrówkę, więc to ja muszę zadbać o jego komfort i bezpieczeństwo. Naszym lekarstwem na zmiany są schematy, o których chciałabym Ci dzisiaj opowiedzieć.

Nowe środowisko, nowe bodźce, nowe zapachy, widoki. Nowe miejsce do spania, może nawet inna miska. Codziennie nowi ludzie, inny tryb dnia, inne zajęcia, inne ludzkie emocje. Tłum albo człowiek spotykany raz na kilka godzin. Nowe rośliny, nowa nawierzchnia. Zmęczenie, przebodźcowanie, może nawet presja.

Wiem, że nie każdy zabierając psa na wakacje liczy się z tym, że dla jego pupila taka eskapada może być dalece niekomfortowa. A psy są różne, zupełnie jak my, ludzie. Jedne świetnie odnajdują się w nowych miejscach, a inne zupełnie nie są w stanie zaakceptować nowego, tymczasowego lokum. Inne odnajdują się w nowym miejscu, ale nie potrafią się do końca uspokoić i wyciszyć. Śpiąc pod namiotem burczą przez całą noc, a na postojach podczas wędrówki szukają wrażeń i brykają. Zostawione w namiocie czy na kwaterze – szczekają albo niszczą. W schroniskach czy restauracjach – kręcą się nie potrafiąc znaleźć miejsca dla siebie.

To normalne. Są wyjątki, ale na ogół dobrze czujemy się tylko z tym, co nie jest nam obce. Zmierzam do tego, że z wyjazdami trzeba psa zsocjalizować zupełnie tak samo jak robimy to z miejskimi odgłosami czy innymi psami. I tak samo przygotować go do wędrówki.

Psy lubią schematy

Kiedy zakładasz buty, Twój pies zaczyna nasłuchiwać – oho, może spacer? Kiedy bierzesz smycz do ręki, humor mu się poprawia – to na pewno spacer! Ale kiedy założysz buty, a potem pójdziesz do salonu usiąść na kanapie i poczytać książkę, Twój pies zgłupieje. Zaraz, jak to? Po butach zawsze była smycz, a po smyczy spacer!

Weź do ręki piłkę i się zamachnij. Pies zastygnie w bezruchu albo zacznie szczekać w oczekiwaniu na rzut – więc rzuć. Następnym razem zamachnij się i opuść rękę bez rzutu. Twój pies popatrzy na Ciebie z miną „jak to? po zamachnięciu zawsze jest rzut, a po rzucie bieg”.

Psy przyzwyczajają się do schematów. Wygląda to jakby lubiły opierać swoją ocenę sytuacji na podstawie łańcuchów zdarzeń. Nie wiem czy tak jest, ale jedno jest pewne – psy te schematy widzą i według nich wykonują niektóre czynności. Ja tę umiejętność wykorzystuję w górach.

Fibi i Krakers leżą na łące obok plecaka, są spokojne
Kiedy ja składam namiot – pieski chillują

Uwaga: to mój sposób radzenia sobie z psią psychiką. Ty swojego psa znasz najlepiej, więc dostosuj do niego wszelkie metody wyczytane w Internecie. Poniższy post nie jest poradą behawioralną, a jedynie opisem naszego przypadku.

Gdzie jest schemat, kiedy wszystko się zmienia?

Moje wędrówki po górach mają kilka etapów – pakowanie, dojazd, wędrówka, powrót… O ile pakowanie i transport to rzeczy dość stałe, tak najwięcej emocji czeka nas podczas wędrówki. Codziennie inne miejsce, codziennie nowi ludzie (albo ich brak), codziennie nowe zapachy. Jedyną stabilną, stałą rzeczą w całej tej eskapadzie jestem JA i mikroschematy w ciągu dnia.

Podam kilka przykładów, żeby było łatwiej zrozumieć co mam na myśli:

  • kiedy ściągam plecak, ale nie wypakowuję rzeczy – znaczy przerwa, można trochę pobrykać, ale lepiej usiąść i poczekać na ponowny start
  • gdy podczas przerwy się podnoszę by np. pójść w krzaki za potrzebą, psy leżą, zostają, wiedzą że przerwa dalej trwa, nie zrywają się na każdy mój ruch
  • kiedy po przerwie rzucam hasło „idziemy dalej?”, wiedzą że to pora na przeciągnięcie się i zebranie do dalszego wymarszu
  • kiedy podczas przerwy wyciągam wszystko z plecaka – znaczy zatrzymujemy się tu na dłużej, tu spędzimy noc, można ułożyć się gdzieś w trawie i nawet przekimać albo usiąść i podziwiać horyzont
  • kiedy tylko postawię namiot – psy wiedzą, że mają wylądować w środku, bo ja muszę zająć się obozem, np. ugotowaniem obiadu
  • ostatecznym sygnałem, że zostajemy na miejscu jest zmiana szelek na obroże
  • po psiej kolacji zawsze jest masaż, a po masażu już zero wychodzenia z namiotu

To nie są zasady. To są schematy

Zupełnie jak zadania z programowania – coś następuje po czymś. Jeśli coś po czymś nie nastąpi – system wyrzuca nam error.

Można wyróżnić kilka łańcuchów zdarzeń, które moje psy doskonale czytają: ściągnięcie plecaka -> rozstawienie namiotu -> kolacja -> masaż -> fajrant. Albo na przykład ściągnięcie plecaka -> klapnięcie plackiem -> krzątanie się -> hasło do wymarszu -> wymarsz.

Ja wiem, że to brzmi jak banał, ale banałem być przestaje, kiedy trzeba o ten sam schemat zadbać w trasie. Łatwo jest założyć buty i wziąć smycz, to dość naturalne. Ale czy łatwo jest pilnować np. wieczornej rutyny (ostatni sik -> kolacja -> masaż -> sen, niezależnie od tego co ja robię (idę spać, kąpać się albo śpiewać przy gitarze))? Zawsze bardzo dbam o te schematy, bo dzięki nim moje psy wiedzą co się dzieje i na jakim etapie dnia jesteśmy i co nas jeszcze czeka. Daję im ten komfort i nie każę się domyślać jak rozłożyć siły.

ZOBACZ TEŻ  Zima z psem w górach: pogoda i wybór trasy

I co Ci to daje?

Przede wszystkim spokój ducha dla obydwu stron. Dzięki schematom wiem jak zareagują moje psy i na co mogę sobie pozwolić. Wiem, że kiedy są najedzone i wymasowane, mogę się iść wykąpać, bo one „w planie” mają już tylko sen i najprawdopodobniej nie będą już próbować wędrować tu i tam.

Druga sprawa jest taka, że wiem co zrobić, by moim psom było dobrze, gdy wszystko wokół jest nowe. Kiedy wchodzimy do nowego schroniska, schemat znów jest ten sam – zakwaterowanie, wypakowanie rzeczy, rzucenie śpiwora… czyli sygnał, że tu zostajemy, zupełnie jak z namiotem. To miejsce jest nasze, tu odpoczywamy – i niemal od razu mogę wyjść z pokoju bez strachu, że mój pies coś zniszczy albo zacznie szczekać.

Przecież można dać ulubiony kocyk, a pies przyzwyczaja się do częstej zmiany miejsca

No i tak, i nie. Pewnie, fajnie jest gdy ulubiony, podróżny kocyk równa się wyciszeniu w dowolnym miejscu, w którym ten kocyk rzucimy, ale takie rozwiązanie ma swoje minusy. Po pierwsze, ja na tygodniowy wyjazd biorę 2 bluzki i mydło, bo nie mam miejsca na więcej ciuchów, a co dopiero na specjalny psi kocyk. Po drugie, kiedy kocyka brak to nasz niecny plan wyciszenia psa upada. A schematy są zawsze. Po trzecie, schematy sprawiają, że pies jest częścią całości, częścią kolejnego etapu dnia, a nie tylko dodatkiem. Nie zaskakujemy go nagłą informacją „masz tu kocyk i leż”. W moich łańcuchach zdarzeń pies dostaje jasny sygnał dużo wcześniej – przychodzimy do schroniska, zdejmuję plecak znaczy przerwa, a przerwa znaczy leż i oszczędzaj siły. Idę po dodatkowe sztućce – pies leży tam gdzie miejsce naszego postoju. Rzucam hasło do wymarszu – pies kmini, że pora nastawić się bojowo do wędrówki.

Można też powiedzieć, że żeby pies dobrze czuł się w danym miejscu, trzeba po prostu przewałkować wiele różnych miejscówek, aż się przyzwyczai do częstej zmiany miejsca. Okej, ale… kto ma na to czas i pieniądze? Kto bierze pod uwagę, że zanim pies „się przyzwyczai” minie mnóstwo stresujących wyjazdów? Dlatego wolę schematy, dzięki którym nie muszę się zastanawiać czy mój pies zaakceptuje kolejne miejsce noclegowe.

Co jeśli schematów brak?

Jesteśmy teraz chwilę po zakupie auta. Dopiero co zaczęliśmy roadtripy, które wyglądają zupełnie inaczej niż wędrówki. Ciągłe włażenie i wyłażenie z auta, nieregularne drzemki pomiędzy jednym a drugim punktem, częsta jazda po wybojach, dłuższe i krótsze postoje, postoje w lesie i na stacji benzynowej (czyli nie każdy postój = wypuszczenie psów albo hasanie), no i nigdy nie wiesz co Cię spotka po wyjściu z auta – łąka? ulica? las? stado owiec? inne psy? gdzie przyjechaliśmy, no gdzie?!?!… Pierwsze kilka dni było dla Fibi i Krakersa okrutne, musiały się nauczyć nowych zależności. Łaziły wiecznie nabuzowane, Fibi fukała na przypadkowe rzeczy, a Krakers od świtu do nocy był GOTOWY NA PRZYGODĘ TERAZ JUŻ ZARAZ DAWAJ.

To jak te schematy wdrożyć?

Łąka, na pierwszym planie van, Magda, Fibi i Krakers siedzą na jego dachu. Krakers przybija piątkę Magdzie. W tle holenderski wiatrak.

Od samego początku wprowadzam schematy – w aucie jest klatka, która działa tak samo jak w domu (azyl). Mimo, że miejsca w aucie jest dużo, to po każdej nocy staram się składać wszystkie karimaty, maty, śpiwory, a wieczorem na nowo je rozkładać – co jest sygnałem dla psów, że już tutaj zostajemy albo że zbieramy się do dalszej drogi. Jeśli zatrzymujemy się celem spaceru – pierwsze co to biorę do ręki smycz. Jeśli zatrzymujemy się ale nie zamierzam wypuszczać psów – po prostu otwieram boczne drzwi i robię swoje. Dzięki temu samo otwarcie drzwi nie jest powodem do dzikiej imprezy i nie pobudzam tym samym psów, nie daję im nadziei, że z tej klatki wyjdą już teraz zaraz, skoro do nich zajrzałam.

Całość rozbija się po prostu o powielanie pewnych czynności – właśnie schematów – w łańcuchach, jedna po drugiej, tak żeby pies zrozumiał co i jak, co po czym, co kiedy i dlaczego. To wymaga kilku wyjazdów albo kilku dni – i po kilku dniach pies się uspokaja. Bo się przyzwyczaja? Bo zaczyna się odnajdywać w nowej rzeczywistości, którą rozumie i w jakiś pokraczny sposób potrafi sobie przewidzieć.

Nie ma uniwersalnych schematów – one tworzą się z czasem i każdy ma swoje własne, dopasowane do swoich przyzwyczajeń i obowiązków. Warto je po prostu wyłapać, wskazać palcem i dbać o to, by było powtarzane, by wdrukowały się w pamięć Twoją i psią.

Więź

Ostatecznie, jeśli nie ma schematów, a wszystko wokół się zmienia, to jedynym stałym i stabilnym elementem wycieczki jesteś Ty. Jego opiekun. Otoczenie może być nowe, inne, straszne, ciekawe – ale punktem odniesienia jestem ja. Po mnie moje psy przejmują moje emocje i nastrój. Boją się, kiedy ja się boję. Ekscytują się, kiedy ja się ekscytuję. Są nieufne, kiedy ja jestem nieufna. Stresują się, kiedy ja się stresuję. Są czujne, kiedy ja jestem czujna. Są wyluzowane, kiedy ja jestem wyluzowana (a czasem nawet jak nie jestem, skubańce zdradliwe). Dlatego dbam o swój spokój ducha tak, by nie nakręcać swoich psów na takie „fałszywe” emocje. To właśnie psy są najczęstszym powodem dla którego staję i biorę głęboki wdech i wydech. Moja stabilność ciągnie za sobą humor tych dwóch gagatków.

Ujęcie na jeziorze, pomost z daleka. Na pomoście stoi Magda, Fibi i Krakers. Patrzą w dal.

To pomaga w nowych, stresujących sytuacjach. Na przykład – Krakers dziczeje po kilku godzinach samotnej wędrówki i zaczyna szczekać na ludzi. Kiedy mijamy obcego człowieka, po prostu witam się z nim spokojnym głosem zanim mój pies uzna, że trzeba wszcząć alarm. Gdy moje psy są podekscytowane nowym miejscem, ja kładę się plackiem i zapraszam je obok. Razem gapimy się na widoki. Kiedy usłyszymy coś w krzakach i się zestresujemy, pozwalamy sobie na chwilę zabawy, żeby zażegnać uczucie spięcia. Moderuję swoje emocje z myślą o emocjach moich psów.

ZOBACZ TEŻ  Zima z psem w górach: sprzęt i pakowanie

No i ostatnia rzecz, to tak po prostu, po ludzku – więź z tymi gagatkami. Wszędzie dobrze, ale razem najlepiej. Najgorsza burza jest okej, póki jesteśmy razem.

Podsumowanie

  • wycieczka to TWOJE widzimisię, więc to Ty jesteś odpowiedzialny za komfort swoich psów – tak fizyczny, jak i psychiczny
  • można ten komfort zapewnić skojarzeniami (kocyk), ale ja preferuję schematy
  • schematy to takie ciągi zdarzeń, które pomagają psu zorientować się w sytuacji. Na przykład proces wychodzenia na spacer czy proces zostawania na noc w obcym miejscu
  • dzięki schematom możesz pomóc psu poradzić sobie z nową sytuacją, przewidzieć jak zachowa się pies albo po prostu ułatwić sobie życie
  • dobry schemat jest jasny, przejrzysty i powtarzalny
  • o schematy warto dbać, by jasnymi i przejrzystymi pozostały

A Ty? Jak zapewniasz psu komfort psychiczny podczas wyjazdów?

To pisałam ja, Magdalena!AvatarWędruję, piszę, opowiadam, fotografuję. Lubię wschody słońca, choć zazwyczaj na nie nie wstaję. Ogarniam, kiedy wszyscy wokół już nie ogarniają. Gdybym mogła, zamieszkałabym z psami w domku w górach, a z ugoszczonymi wędrowcami grała w planszówki do białego rana. Może wspólnie dotrwalibyśmy do wschodu?

Więcej opowieści?