Poradniki

Wybór smyczy na górską wędrówkę z psem

Ale czekaj, w zasadzie po co mi smycz? Nie tak dawno, bo pod koniec 2018 roku puszczałam psa bez smyczy po Karkonoskim Parku Narodowym twierdząc, że nikomu nie dzieje się krzywda. Że panuję nad psami, że są odwoływalne i że nie schodzą ze szlaku.

Faktycznie tak było.

Moje psy wiedzą, że mają do zrobienia tego dnia ponad 20 kilometrów i nie mają w zwyczaju zbaczać ze ścieżek. Fibi sarny nawet nie zauważy, bo jak się ma 30 centymetrów wzrostu to świat zasłaniają Ci paprotki. Natomiast z Krakersem mam tak dobry kontakt, że potrafi odwołać się od zwierzyny choćby miał ją 2 metry przed sobą. I żeby nie było jest to z życia wzięty przykład, a nie moje czcze gadanie.

Mimo to żaden z tych argumentów nie jest nijak wystarczający, by uzasadnić puszczanie psa luzem po Parku Narodowym.

Smycz na górskie wycieczki z psem.
Ah te beztroskie czasy kopytkowania po Karkonoszach jako wolny pieseł
Smycz była dla mnie złem koniecznym

Nie chcąc łamać prawa i narażać się na lincz wędrującego środowiska próbowałam zrozumieć z jakiego niby powodu łatwiej mi spuścić psa niż mieć go pod kontrolą? Przecież to idiotyczne, bo plusy chodzenia na smyczy można by wymieniać w nieskończoność.

Po pierwsze, jeśli pies idzie z nami na powiedzmy 15 kilometrowy spacer w nowe miejsce, to niemal pewnym jest, że ogrom nowych bodźców i doświadczeń wystarczająco go zmęczy. Nie trzeba do tego orbitowania wokół nas przez pięć godzin wędrówki.

Po drugie, według mnie żaden stopień codziennego posłuszeństwa nie daje nam lepszej kontroli nad psem niż zwykła smycz. Znam swoje psy i wiem na co je stać, ale stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Szczególnie przy mudiku, który często niespodziewanie zaskakuje swoimi pomysłami… I przy weście, który notorycznie wypiera ze świadomości fakt mojego istnienia. Szkolimy swoje psy, uczymy ich posłuszeństwa, ale to wciąż tylko psy. Są żywe, a nie zaprogramowane.

Smycz na górskie wycieczki z psem.
To też gdzieś w Karkonoszach, o sielanko

Po trzecie, Park Narodowy to nie są po prostu łąki i lasy ładniejsze niż u Ciebie pod blokiem. Park Narodowy to obszar chroniony prawnie, wyznaczony po to by zachować region w stanie naturalnym. Na takich terenach ogranicza się działalność człowieka do minimum i pozwala się przyrodzie oddychać pełną piersią.

Nie wydaje Ci się, że móc tam wejść to dla nas – ludzi – ogromny przywilej?

Wiele Parków Narodowych zezwala na spacery z psami tylko pod warunkiem prowadzenia ich na smyczy. Szalenie istotnym jest byśmy dbali o wizerunek psiarzy i nie naginali przepisów dla własnej wygody. Jeśli chcesz spuścić psa „żeby się wyszalał” to znajdź do tego inne miejsce niż Park Narodowy. W przeciwnym wypadku następny urlop spędzisz w centrum Jeleniej Góry… Bo do Parku Narodowego z psem już nie wejdziesz, a w komentarzach na Fejsbuku będziesz czytał, że „nieodpowiedzialni właściciele spuszczali swoje burki luzem i płoszyli te biedne sarny”.

Pies w Parku Narodowym = pies na smyczy

Minęła mi bezpowrotnie pokusa spuszczania psów ze smyczy, bo znalazłam taką, która nie jest dla mnie utrapieniem. Nie sądziłam, że to ma znaczenie, ale wybór odpowiedniej smyczy bardzo wpływa na wspólny komfort wędrówki
Jak wybrać odpowiednią smycz?

Najpierw zastanów się jaką rolę w Waszych wędrówkach pełni smycz. Czy pies idzie z boku, smycz jest luźna? A może pies ciągnie? Albo wlecze się trzy kroki za Tobą? Czy zdarza Wam się wspinać po skałkach czy wędrujecie raczej po szerokich traktach?

Długość smyczy

Jedni wolą metrowe, inni dwumetrowe, jeszcze inni długie linki. Nie zamierzam walczyć z upodobaniami i przyzwyczajeniami. Długość smyczy będzie zależeć także od wielkości Twojego psa i tego czy ciągnie, czy raczej idzie obok Ciebie.

Według mnie najlepsza smycz to taka, która da swobodę psu, ale nie będzie plątać się pod nogami. Pamiętaj, że długość smyczy inaczej rozkłada się jeśli idziesz po „płaskim”, a inaczej kiedy idziesz pod górkę lub schodzisz po kamieniach. Zazwyczaj pod górkę smyczy jest nagle za dużo, a w dół za mało. Tu z pomocą przyjdzie amortyzator – ale o tym zaraz.

Smycz na górskie wycieczki z psem.
Idealna na długość smycz dla psa to taka, która nie jest ani za długa, ani za krótka. To takie proste!

Jeśli Twój pies idzie z przodu, to optymalna długość smyczy pozwala Ci na wykonanie dwóch średnich kroków zanim wdepniesz w psa. Teraz wystarczy nic prostszego jak postawić psa, stanąć za nim, zrobić dwa-trzy „marszowe” kroki w tył i zmierzyć odległość od zapięcia szelek do Twojej ręki lub bioder.

Jeśli Twój pies idzie z boku lub z tyłu zmierz długość smyczy w podobny sposób, tylko ustaw psa w odległości, w której zazwyczaj się znajduje.

Uwaga, pułapka! Zwróć uwagę na to w jakich szelkach wędruje Twój pies. Miejsce zapięcia sledów a guardów to już kilka do kilkudziesięciu centymetrów różnicy.

Pamiętaj, że zbyt długa smycz jest bardzo niekomfortowa. Będzie zahaczać się o skały lub ciągnąć po ziemi. Będziesz ją przydeptywać, potykać się o nią, szarpać psa albo non stop zbierać ją w rękach. Przerabiałam to i w konsekwencji puszczałam psa luzem. Nie wracajmy do tego :)

Smycz na górskie wycieczki z psem.
Schronisko górskie gdzieś w Czechach. Psy przypięte do ciężkiego plecaka, a ja mogę rozprostować kości i pójść do toalety bez ryzyka, że któreś z nich wybierze wolność.
Zwykła, przepinana, flexi, a może linka?

Typów smyczy jest na rynku po kokardkę i wszystkie te typy spotykam na szlaku. Z moich obserwacji wynika, że:

  • zwykła smycz jest banalna w obsłudze, ale utrudnia np. przypięcie psa do pasa biodrowego, do stołu w schronisku podczas obiadu albo do plecaka kiedy idziemy się odlać w krzaki (to bardzo życiowe, nie bagatelizujcie tego przykładu :))
  • przepinana smycz pozwala nam na wpięcie psa tu i ówdzie (także do pasa biodrowego), ale przez dodatkowe okucia jest cięższa. Czasem zbyt długa na górskie wycieczki i może zahaczać o skały. Wydaje mi się jednak najlepszym wyborem na początek.
  • flexi to zmora na szlakach, bo pies najczęściej biega po całej szerokości ścieżki jak wolny elektron… A właściciele często gęsto mają czas reakcji godny żółwia po LSD. Wiem, że flexi wydaje się super opcją w góry, ale pamiętaj że nie jesteś tam sam. W dodatku nie można jej podpiąć do pasa biodrowego ani dobrze zawiązać wokół stolika w schronisku.
  • linka ma te same wady co flexi, ale zwija się jeszcze wolniej. Uwierz mi, nie widziałam w górach nic bardziej żałosnego niż właścicieli, którzy w popłochu zwijali linkę mamrocząc „ojej ojej oj przepraszam jejku jej” przed rowerzystą, który nie spodziewał się rozwiniętej na całą szerokość ścieżki sprytnej zasadzki.
Smycz na górskie wycieczki z psem.
Alpy. Przerwa na niuchanie. Nie samą wędrówką pieseł żyje. Należy zachować prawidłowy balans pomiędzy dreptaniem a namierzaniem świstaków, co nie?
Z amortyzatorem czy bez?

Amortyzator to świetna sprawa, serio! Jego wyjściowym zadaniem jest redukowanie silnych szarpnięć tak by nie ucierpiały nasze biodra lub ręce, ale ja znajduję dla niego szereg innych zastosowań. Można się nim na przykład poszarpać z psem w nagrodę! Poza tym bardzo przydaje się na zejściach, gdzie pies skacze po skałkach w dół i dzięki amortyzatorowi nie ciągnie nas za sobą. Czasem się też z psami po prostu nie dogadam i szarpną mnie w przeciwną stronę. Amortyzator obniża wtedy ryzyko kontuzji i otarć. Ot, multitasking!

Ale jak długi ma być ten amortyzator? Ano taki, co by tylko wyeliminował szarpnięcie. To nie ma być druga smycz, więc nie ukrywam – z lekkim zdziwieniem patrzę na metrowe amortyzatory dołączane do zestawów. Szczerze mówiąc część amortyzująca w moich smyczach ma dosłownie 20cm nie licząc pętli czy innych przeszyć.

Dopinana do pasa czy trzymana w ręce?

To kolejna kwestia przyzwyczajeń i nawyków. Moim nawykiem było trzymanie smyczy przez cały czas w ręce, bo nosiłam duży plecak z wbudowanym pasem (nie miałam gdzie wpiąć smyczy). Chciałam też mieć pełną kontrolę nad psami na wąskich górskich półkach.

Sprawę skomplikowały mi jeszcze kijki trekkingowe. Potrzebowałam ich by odciążyć mięśnie i stawy na długich wędrówkach z ciężkim plecakiem. Konieczność użycia kijków sprawiła, że wszystkie nawyki puściłam w niepamięć. Teraz smycz podpinam do pasa biodrowego w moim plecaku, a tych wąskich półek i tak nie ma zbyt wielu na naszych szlakach.

Smycz na górskie wycieczki z psem.
Smycz podpięta do pasa = wolne ręce!

Sęk w tym, że pies, którego nie trzymam w ręce musi być sterowalny głosem. Dlatego uczę swoje psy zatrzymywania się, ruszania i skręcania na komendę. Potrafią też zwalniać i przyspieszać. Dzięki temu nawet podczas 100km wędrówki rzadko kiedy sięgam po smycz. O tym jak „rozmawiam” z psami pisałam w poście o przygotowaniu psa do wyprawy.

Smycz przy pasie to wolność dla rąk! Wolność dla rąk to więcej zjedzonych ciasteczek, lepiej i szybciej przeczytana mapa albo zero stresu o to że pies szarpnie akurat wtedy kiedy robisz zdjęcie widoczkom. A jak się wypierdzielisz to masz dwie ręce, żeby strzelić facepalma. ;)

Nasz zestaw prezentuje się jak na zdjęciu powyżej. Krótkie smycze, krótkie amortyzatory, system doczepiania do pasa biodrowego. Voila!
Nasz zestaw

Przetestowany na 100km wędrówce – zestaw dla nas idealny. Dla dwóch małych psów, które zazwyczaj idą przede mną. No nie mogą za mną, bo mam kijki. To niższe smycz ma trochę dłuższą, by mogło iść bark w bark z tym wyższym. Amortyzator można odczepić i wtedy mam zwykłą, krótką nieprzepinaną smycz np. na rest-day po mieście. Całość przypinam do pasa biodrowego za pomocą sznurka z karabińczykiem i pętli doczepionych do elementów na pasie – ot taka DIY konstrukcja. Dzięki niej mogę szybko przypiąć i wypiąć psy bez zdejmowania plecaka albo odpinania pasa biodrowego. Całość ma góra półtora metra długości.

Podsumowanie

Wybór smyczy na górskie wycieczki jest sprawą życia i śmierci komfortu i dyskomfortu zarówno dla Twojego psa, jak i dla Ciebie. Ostatecznie decyzja należy do Ciebie, bo co team to inna historia. Najważniejszym jest by zadbać o jej odpowiednią długość. W zależności od zapotrzebowania możesz dodać do niej amortyzator. Dobrym pomysłem jest też uwolnienie rąk i podpięcie smyczy do pasa.

A z jaką smyczą Tobie wędruje się najlepiej?
Najwyższy szczyt, na jakim byliśmy wspólnie z Fibi i Krakersem to Sasso Pordoi we Włoszech (2950m npm)
W górę!