Co spakować dla psa w góry? Subiektywny niezbędnik

- - - Pies

Kiedy idę w góry na dzień lub kilka i wszystko taszczę na własnych plecach, to z wiadomych względów ograniczam się jedynie do spakowania jedynie niezbędnych rzeczy. Ta zasada ani trochę nie omija ekwipunku dla moich psów, więc nawet dla nich pakuję minimum.

Ja potrafię obejść się bez dodatkowej pary spodni albo szczotki do włosów. A co z psami? Bez czego obchodzą się moje psy, a co jest dla nas absolutnym must-have? Być może ten post rozwieje Twoje wątpliwości odnośnie tego co spakować dla Twojego psa, a może podsunie patenty, które ułatwią wędrówkę. Śpieszę jednak zaznaczyć, że każdy pies potrzebuje czegoś innego – zupełnie jak człowiek! Poza tym nasz ekwipunek zmienia się wraz z nabywanym doświadczeniem. Będę aktualizować ten wpis, gdyby coś się zmieniło.

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2021

Podstawowe

Niezależnie od tego gdzie i na ile jedziemy, pewien zestaw akcesoriów jest niezmienny. Obudźcie mnie w nocy o północy, a ja każdą pozycję z tej listy wyrecytuję z pamięci.

Karma, kurcze

Zawsze, ale to zawsze największą moją bolączką podczas wyjazdów jest jedzenie. Ja to sobie poradzę – kupię coś po drodze i faktycznie tak jest, że często uzupełniam zapasy na trasie. Zakupy robię co 2, 3, a czasem 4 dni. Ale mamy w ekipie takiego małego, białego alergika, więc nie mogę sobie pozwolić na przygodne zakupy karmy dla psów w przydrożnym wsiowym sklepiku. Cały zapas taszczę ze sobą już od pierwszego dnia, nieważne na jak długo jedziemy. Zazwyczaj to właśnie przez psią karmę szlag trafia pakowanie ultralight. Na tygodniowy wyjazd niosę okrągłe 2kg chrupków i jeszcze trochę smaczków.

Plus jest taki, że codziennie jest lżej…

Na wyjeździe w Beskidy wypróbowałam patent z plecakiem dla psów i sprawdził się wyśmienicie. Krakers dobrze poradził sobie z niesieniem swojego kilograma granulatu… a ja dzięki temu mogłam spakować dla psów więcej wody i ciastków, wydłużając tym samym naszą wędrówkę o kilka dni. Obecnie używamy darowanego nam przez @thewindwakers plecaka z Aliexpress. Trochę go zmodyfikowałam, tak by trzymał się szelek i nie wymagał dodatkowych klamer.

À propos wody – są różne szkoły

Są ludzie, którzy nie noszą wody dla psów, bo mają kałuże, strumyki, źródełka. I ja z tych dobrodziejstw korzystam, ale nie w każdych górach siatka strumieni jest na tyle gęsta, by móc na niej polegać. Choćby wychodząc na grań Karkonoszy, w Masyw Śnieżnika czy w Góry Bystrzyckie/Orlickie możemy mieć problem z uzupełnieniem wody z naturalnych cieków. Co innego spotkało nas w Beskidach w masywie Baraniej Góry, która wręcz cała ocieka wodami raczkującej jeszcze Wisły. Ale trudno mi to przewidzieć wędrując z dnia na dzień w inne miejsce. Zaznaczona na mapie niebieska strużka może okazać się przysychającym w letnim upale tasiemcem z liści. Dlatego zawsze mam zapasowy litr w plecaku przeznaczony tylko dla zwierzaków. Zazwyczaj mam tę wodę w osobnej, „specjalnej” butelce „tylko dla psów”, do której mogę wlewać nieprzefiltrowaną wodę prosto ze strumyka albo wlewać z powrotem obślinione niedopite, ale jakże cenne resztki… Psiarze zrozumio! ;)

Dodatkowo, kiedy jest bardzo ciepło, a my mimo wszystko aktywnie wędrujemy (dopasowując wędrówkę do kaprysów pogody) – pakuję izotonik dla psów. Niewiele waży, a zaraz obok masażu świetnie pomaga psom się zregenerować. O znoszeniu upałów podczas wędrówek pisałam szerzej na blogu.

Worki (nie tylko) na psiekupy

O konieczności sprzątania po swoim psie trąbią wszyscy na prawo i lewo. Woreczki trzeba mieć i my też je mamy, ale nie tylko na psiekupy, bo takie woreczki mają w praktyce wiele nieoczywistych zastosowań. Podczas trekkingów służą nam za małe, ale szalenie pojemne worki na śmieci – swoje i znalezione na szlaku. Ba, przydają się nawet gdy idziemy w krzaki i nie chcemy pozostawiać po sobie chusteczek czy innych środków higieny. To w takie worki właśnie pakujemy resztki dżemów, serków, pasztetów i innych dobroci, których nie można do torby z jedzeniem wrzucić całkiem luzem. Jeśli zapomnę reklamówki, to woreczek na psiekupy przydaje się też na przechowanie w bagażu brudnej bielizny.

No i są poręczne, bo w zgrabnej rolce!

Wygodne szelki, smycz i obroża na zmianę

Zawsze powtarzam, że wycieczka w łatwe góry nie różni się zbytnio od dłuższego spaceru po parku. Nie trzeba mieć więc, przynajmniej na początek, tony specjalistycznego sprzętu. Wyjątkiem od reguły są wygodne dla psa szelki – i podkreślam, wygodne, bo nawet na tych zwykłych spacerach mijane pieski chodzą w tworach dziwnych, pokracznych i niedopasowanych. Dobre, wygodne szelki będą ładnie pracować na psie. Nie będą wrzynać się w paszki i przede wszystkim nie będą ograniczać mu ruchów. Z drugiej strony zapewnią mu bezpieczeństwo i uniemożliwią ucieczkę, o ile czworonóg ma tendencje do wybierania wolności.

Zdarzało mi się paradować po Parku Narodowym z psami spuszczonymi beztrosko ze smyczy. Już pisałam o tym incydencie i o tym jak wybiłam sobie z głowy takie haniebne pomysły.

Kiedy kołujemy do bazy – do namiotu lub schroniska – lubię wymienić psom szelki na lekką sznurkową lub materiałową obrożę. Dzięki temu psie ciałko odpoczywa od parcianego chomąta, ale wciąż jest identyfikowalne dzięki przypiętej adresówce. Wystarczy zwykły sznurek z adresatką.

Miski? Zabawki? Nie, dziękuję

Co do zasady nie pakuję psom zabawek. Na szlaku gryzą patyki, turlają szyszki, obskubują krzaczki jagód. Bawimy się smyczą, gałązką, kępką trawy, robimy sztuczki i organizujemy gonitwy. Wyjątkiem jest frisbee, które pełni funkcję 2 w 1. Może służyć jako zabawka i jako miska, dzięki czemu nie muszę zabierać zwykłej miski. A jeśli już biorę miskę, to tylko jedną, w której podaję i wodę, i jedzenie dla jednego, i dla drugiego psa.

ZOBACZ TEŻ  Czerpanie inspiracji z Instagrama: podróże i fotografia

Niesportowym czytelnikom podpowiem, że mówię tu o frisbee dedykowanym psiej paszczy, a nie takim klasycznym, ludzkim frisbee. Dyski dla psa są wykonane z dedykowanego materiału – są lżejsze, przyjemniejsze dla zębów i dziąseł, inaczej wyprofilowane. Bezpieczniejsze dla zwierząt, po prostu. Pod hasłem „frisbee dla psa” znajdziecie twory wszelkiej maści, więc najlepiej szukajcie marki Hero lub zajrzyjcie na nasze polskie dogfrisbee.pl.

Apteczka, leki i dokumenty

Nie jestem przekonana do przygotowywania dwóch osobnych apteczek dla psów i dla ludzi. Mamy jedną apteczkę, wspólną. Jej zawartość uzupełniam przed każdym wyjazdem. Wśród najczęściej używanych środków dla psów są te do opatrunków łap (bandaże zwykłe, fun-flexy, wata, suche gaziki/opatrunki jednorazowe), coś do odkażania (Octenisept, Octaseptal) i kleszczołapka. I nożyczki, choć najczęściej mam multitoola w kieszeni. Do tego jeszcze leki przyjmowane na stałe przez moje psy – wiadomo!

Jeśli o leki chodzi – nie radźcie się Internetów. Dobrym pomysłem jest rozmowa ze znajomym lub prowadzącym weterynarzem i polecenie się go o to jakie leki mogą przyjmować Wasze psy, w jakich dawkach, z jaką intensywnością… Ponadto, dobrze jest mieć kogoś zaufanego do kontaktu „w razie W” na szlaku.

Do apteczki zawsze pakuję dokumenty – książeczki i paszporty z wbitymi aktualnymi badaniami.

Coś na deszcz, na śnieg i odblaski

Deszcz/śnieg kontra psy to jeden z moich ulubionych tematów w Internecie. Zawsze kiedy ubieram psa w przeciwdeszczowe wdzianko obrywa mi się, że przecież psy tego nie potrzebują. Że czyjeś psy lubią deszcz, że czyjeś od razu schną, że psy są przecież „stworzone” do znoszenia różnych warunków atmosferycznych! Pewnie tak, ale każdy pies jest inny. Mój Krakers na przykład za deszczem nie przepada i kiedy ma iść po mokrej trawie to jest mu zwyczajnie przykro i przestaje mieć frajdę z wędrówki. Fibi z kolei bardzo szybko marznie. Jej tolerancja na niskie temperatury jest bardzo mała. Dzięki wdzianku nie moknie, a więc też nie marznie. Poza tym na koniec dnia prościej mi wpuścić do namiotu suche, niż przemoczone psy.

Na deszcz obecnie używamy Hurtta Monsoon Coat. Inaczej sprawa ma się zimą. Na śnieg Fibi ma Summit Parkę z tej samej firmy, a Krakers docieplenia nie potrzebuje. Sprawdzają się całkiem przyzwoicie i póki co nie zamierzam ich wymieniać.

Bardzo ważnym elementem ekwipunku są też odblaski! Często wędrujemy kiedy się ściemnia albo już po zmroku. Często w ciemności prowadzimy ostatnie prace wokół namiotu. Dzięki odbijającym światło wszywkom mogę zlokalizować psy w mgnieniu oka. Odblaskowe fragmenty mamy wszyte w szelki, ale jeśli np. dojeżdżam do celu autem to zabieram Hurtta Ranger Vest.

Luksusowy multitasking

Jeśli mam miejsce i możliwości, zabieram sobie trochę więcej psich dobrodziejstw. Nieczęsto sobie na to pozwalam. Zawsze staram się, by kolejne rzeczy miały wielokrotne zastosowanie (jak wspomniane woreczki na psiekupy albo frisbee). Dzięki temu oszczędzam swoje plecy.

Szersza karimata

Moje psy śpią ze mną w namiocie. Jeśli jest zimno – zapraszam je do mojego śpiwora. Przeważnie jednak śpią sobie luzem, szczególnie Krakers, który nie jest typem podkołdernika. Ale nawet on potrafi zmarznąć leżąc na gołej ziemi, gołej podłodze namiotu i wyziębiać się od gruntu. Z pomocą przychodzi szersza karimata, na której choć półdupkiem zmieścimy się przytuleni.

Klatka

To rzecz, do której trzeba psa wcześniej przyzwyczaić. Bo w pociągu płacę wtedy za bagaż, a nie za dwa psy (no, nie zawsze to działa). Poza tym moje psy lepiej odpoczywają w zamkniętej przestrzeni i nikt nie wyciąga do nich rąk. No i mogę na spokojnie pójść do toalety wiedząc, że z tej klatki nie wyjdą. Zabierając ją w podróż trzeba się jednak zgodzić na pewien kompromis, bo choć materiałowa klatka typu portable jest lekka i poręczna, to i tak dokłada nam około pół kilograma do wagi plecaka.

Smaczki

Poprawiacz humoru, łapówka, motywator, uodważniator iii… lep na dzikie zwierzęta. Smakołyki! Lubię spakować dla psa kilka garści smaczków lub gryzaki. Są małym urozmaiceniem psiej diety wędrówkowej. Pełnią podobną rolę co dla nas, ludzi, batoniki i inne guilty pleasure przysmaki. Poprawiają humor, łamią rutynę. Ale nie zabieram ich często, bo mamy inne sposoby – zabawę, zwykłą karmę podaną w nowy sposób albo smaczki znalezione po drodze (np. jagody, maliny).

Sznurek

To jedna z tych rzeczy, która przydaje się do wszystkiego. Kiedy nie wieszam na nim prania mogę przedłużyć nim smycz albo przywiązać psy do pobliskiego drzewa. Zamiast dedykowanego sznurka można użyć odciągów od namiotu.

Ręcznik lub szmatka

Mały kawałek materiału – czasem dosłownie szmatka 20x20cm pomaga wytrzeć psie łapki, a po przepłukaniu można nią też wytrzeć menażkę. Multitasking w najlepszej swojej odsłonie!


Jeszcze słów kilka na temat samozwańczej loży komentatorskiej, którą można spotkać choćby na fejsbukowych grupkach. Wiem, że niektórzy lubią zaglądać innym do plecaka tylko po to, żeby zapytać – „a po co Ci to? serio tego używasz? mi się to nigdy nie przydaje, weź to wyrzuć i lepiej kup….”. Radźmy się, uczmy od siebie i szukajmy wskazówek, ale nie wyśmiewajmy, nie potępiajmy, nie wytykajmy palcem innych podróżników ze względu na zawartość ich plecaka. Skoro to noszą, to pewnie IM się przydaje. A jak im się nie przydaje, to następnym razem zostawią w domu.

Na początku wędrówek byłam gotowa spakować dla psa szelki na zmianę, ze dwie lub trzy zabawki i zestaw misek – choć podróżnych! Pełen komplet zbędnych rzeczy, które z czasem zaczęłam zostawiać w domowej szafce. Podobnie zresztą moje ludzkie rzeczy! Brałam mały zestaw do makijażu (! xD), teleobiektyw i zdecydowanie więcej odzieży niż teraz. Z czasem nauczyłam się, że nie potrzebuję aż tylu bambetli. Nasz ekwipunek ewoluował w myśl zasady im lżej tym bezpieczniej, im lżej tym więcej dasz radę przejść, doświadczyć. To naturalny bieg – z czasem weryfikujemy początkowe założenia. Mimo to przyznaję się, nie rezygnujemy z rzeczy, które dają nam frajdę, bezpieczeństwo lub nieoceniony komfort. I TAK, pozwalamy sobie na ekwipunkowe wybryki!

ZOBACZ TEŻ  Foto i video w podróży. Czego używam, jaki pierwszy aparat i jak zdjęłam blokadę twórczą?

To pisałam ja, Magdalena!Wędruję, piszę, opowiadam, fotografuję. Lubię wschody słońca, choć zazwyczaj na nie nie wstaję. Ogarniam, kiedy wszyscy wokół już nie ogarniają. Gdybym mogła, zamieszkałabym z psami w domku w górach, a z ugoszczonymi wędrowcami grała w planszówki do białego rana. Może wspólnie dotrwalibyśmy do wschodu?

Więcej opowieści?